Kolejny Obrót Kręgu Życia 7-9

CiÄ…g dalszy KO

07 – Dla króla i krainy

 

Ze ZÅ‚otych Piasków wyruszyli do Kraju Podsusza. Królestwo to graniczyÅ‚o z LwiÄ… ZiemiÄ… na wschodzie, rozciÄ…gajÄ…c siÄ™ do jednego z dopÅ‚ywów Rzeki Granicznej. KiedyÅ›. W tamtych dniach granicÄ™ z dawnym domem Taki stanowiÅ‚ jedynie pas sÅ‚onego bÅ‚ota, z którego nawet arbiter baÅ‚ siÄ™ pić. Ale nie owe bagna byÅ‚y celem wyprawy. Raia, Kota i Taka szli na dwór Hodariego, króla Podsusza. Co prawda stary wÅ‚adca już od dÅ‚uższego czasu wspóÅ‚pracowaÅ‚ z arbitrem, ale Taka zamierzaÅ‚ jak najczęściej odnawiać przyjazne kontakty z wÅ‚adcami. Poza tym, miaÅ‚ jeszcze jednÄ… misjÄ™ na oku.

„Amali i Mtanga.” MyÅ›laÅ‚. „Nie byÅ‚o ich w Lesie PoÅ‚udniowym, bo las jest zupeÅ‚nie martwy. Albo wciąż szukajÄ… swego miejsca, albo zatrzymali siÄ™ przy jednym z dworów. Chyba, że...” uciÄ…Å‚ szybko groźne myÅ›li i maszerowaÅ‚ dalej. Jego siostra nie mogÅ‚a zginąć, to byÅ‚oby absurdalne. Zawsze miaÅ‚a najwiÄ™cej szczeciÄ…, zawsze uchodziÅ‚y jej na sucho psoty, za które Taka i Dahabu dostawali w skórÄ™. „I rodzice wciąż pewnie siÄ™ niÄ… opiekujÄ…” dorzuciÅ‚ cicho, aby usÅ‚yszeć w gÅ‚owie nagłą myÅ›l. „TobÄ… też, Taka.” Ale mogÅ‚o to być tylko zÅ‚udzenie.

- Sir, skrÄ™camy na zachód? – zapytaÅ‚a podejrzliwie Raia.

Faktycznie, zamyÅ›lony lew nieco zboczyÅ‚ z trasy w prawo. Sam nawet nie zauważyÅ‚, że zbiegÅ‚ z Wapiennej Alei (szlaku odkrytego przez TakÄ™ przy powrocie ze zÅ‚otych Piasków) i dopiero gÅ‚os lwicy przywoÅ‚aÅ‚ go do rzeczywistoÅ›ci. Natychmiast otrzÄ…snÄ…Å‚  siÄ™ z zamyÅ›lenia i dołączyÅ‚ do siostry królowej i Koty.

- Nie... tylko sprawdzaÅ‚em temperaturÄ™ piasku. – odparÅ‚, a zÅ‚otofutra wybuchłą Å›miechem, doskonale rozszyfrowujÄ…c pomyÅ‚kÄ™ samca.

- A wiÄ™c wciąż na poÅ‚udnie? – zapytaÅ‚a Å›miertelnie poważna Raia. – Dobrze, ty prowadzisz, sir.

Dziwna byÅ‚a z nich drużyna – Kota i Taka zachowywali siÄ™ jak maÅ‚e kociaki, Å›miali siÄ™ i dokazywali, chyba powoli zdajÄ…c sobie sprawÄ™, jak bardzo sÄ… w sobie zadurzeni. Tymczasem piaskowofutra maszerowaÅ‚a tuż obok nich, ale jednak bardzo daleko. MówiÅ‚a maÅ‚o, jak gdyby nie szÅ‚a ze starÄ… przyjacióÅ‚kÄ… i interesujÄ…cym nauczycielem, ale poÅ›ród obcych. Tylko jeÅ›li chodzi o nauki życia pustynnego, Raia dopytywaÅ‚a siÄ™ i żądaÅ‚a wciąż to nowej wiedzy. Wzięła głęboko do serca rozkaz wÅ‚adcy i staraÅ‚a siÄ™ nauczyć tak wiele, jak tylko mogÅ‚a.

Kota zwracaÅ‚a siÄ™ do Taki po imieniu chyba od zawsze. Natomiast Raia mówiÅ‚a do niego „sir”, wkÅ‚adajÄ…c w to sporo oficjalnego szacunku. Zapytana czemu nie przejdzie na przyjacielskÄ… Å‚apÄ™ z wÄ™drowcem, odpowiadaÅ‚a bez wahania.

- Skoro mój król uznaÅ‚ ciÄ™ za arbitra, należy ci siÄ™ szacunek odpowiedni dla tego stanowiska. – i dodawaÅ‚a sztywnym gÅ‚osem. – Sir!

Taka nie mógÅ‚ powiedzieć, że nie lubi piaskowofutrej. WrÄ™cz przeciwnie – niezÅ‚omny charakter lwicy, jej siÅ‚a woli i bystry umysÅ‚ budziÅ‚y szczery podziw wÄ™drowca. Ale Raia nie mogÅ‚a zaskarbić sobie jego prawdziwej przyjaźni, ponieważ o niÄ… nie prosiÅ‚a. Ze swojej strony obdarzaÅ‚a arbitra jedynie uprzejmoÅ›ciÄ…, a wszelkie zachowania, które Taka mógÅ‚by uznać za przejawy sympatii, wiÄ…zaÅ‚y siÄ™ z wdziÄ™cznoÅ›ciÄ… wobec nauczyciela. Arbiter w koÅ„cu uznaÅ‚, że Raia nie byÅ‚a w stanie polubić szczerze jego osoby, dopóki nie udowodniÅ‚by, że jest przyjacielem jej ukochanego króla.

Podczas noclegów na otwartej przestrzeni (czyli przez cztery z piÄ™ciu nocy podróży), caÅ‚a trójka spaÅ‚a razem, bok przy boku, dla bezpieczeÅ„stwa. Ale o ile Kota i Taka czuli z tego powodu mieszaninÄ™ wstydu i ekscytacji, piaskowofutra zdawaÅ‚a siÄ™ nie zwracać uwagi na nic, ani bliskość samca, ani na niewinne pieszczoty, którymi obdarzaÅ‚a siÄ™ para jej towarzyszy.

- Jutro powinniÅ›my być na miejscu. – oznajmiÅ‚a na ostatnim postoju, ukÅ‚adajÄ…c siÄ™ na skale obok Koty. – Panie, obudź nas przed Å›witem. Zbierzemy rosÄ™...

- W tej jamie rosa utrzyma siÄ™ do Å›witu. – mruknÄ…Å‚ zdziwiony Taka, wskazujÄ…c na zagłębienie w skale. – Nie musimy wczeÅ›nie wstawać, aby siÄ™ napić.

- Ja bym jednak wolaÅ‚a zobaczyć, jak zbierasz wilgoć z tak maÅ‚ych kamieni jak te. – SpojrzaÅ‚a na haÅ‚dÄ™ wapiennych Å‚upków w pobliżu ich legowiska. – ProszÄ™.

- Tak, oczywiÅ›cie. – zgodziÅ‚ siÄ™ nieco zawstydzony arbiter. – Kota?

- A ja może pośpię...

*

Podsusze nigdy nie byÅ‚o bogatÄ… krainÄ… – kiedyÅ› rozciÄ…gaÅ‚o siÄ™ w dużej części na bagnach, a gÅ‚ównÄ… zdobyczÄ… miejscowych lwów byÅ‚y albo ciężkie do ubicia bawoÅ‚y, albo drobna fauna bÅ‚otna. Gdy przyszÅ‚a Druga Susza, moczary wyschÅ‚y, zmieniajÄ…c siÄ™ w cudacznie pofaÅ‚dowane i popÄ™kane pola ziemistych bryÅ‚. Jedynym bagnem, które tam zostaÅ‚o, byÅ‚o koryto Mulistego Potoku, jednego z dopÅ‚ywów Rzeki Granicznej. ResztÄ™ terytorium przykrywaÅ‚a wysuszona sawanna, na póÅ‚nocy powoli zmieniajÄ…ca siÄ™ w pustyniÄ™. Jednak pomimo, a może wÅ‚aÅ›nie dziÄ™ki, dawnej biedzie, kryzys Å‚agodnie obszedÅ‚ siÄ™ z Podsuszem. Zwierzyny byÅ‚o niewiele, tak jak zawsze byÅ‚o niewiele, a wody byÅ‚o maÅ‚o, tak jak kiedyÅ› byÅ‚o jej znacznie zbyt dużo. Król i dziesięć lwic żyli spokojnie w swojej krainie, caÅ‚kiem nieźle wytrzymujÄ…c próby KrÄ™gu Å»ycia. Bez problemu dostosowali siÄ™ do budowanego przez TakÄ™ przymierza, poddajÄ…c siÄ™ zasugerowanym przez arbitra ograniczeniom w odÅ‚owie zwierzyny. W dodatku, stary, już siwogrzywy monarcha ciepÅ‚o przyjÄ…Å‚ goÅ›ci.

- Mamy niewiele, ale cokolwiek znajdziecie w mojej grocie, jest też wasze. – oznajmiÅ‚ z dumÄ….

Grota Podsusza znajdowaÅ‚a siÄ™ w klifie Mulistego Potoku. WyjÅ›cie wskazywaÅ‚o na póÅ‚noc, ale przed ostrzejszym sÅ‚oÅ„cem broniÅ‚ go wysoki, przeciwny brzeg wyschniÄ™tej rzeki. byÅ‚o to zaciszne miejsce, gdzie caÅ‚a trójka mogÅ‚a odpocząć od ciÄ…gÅ‚ego na pustyni wiatru i wszechobecnego piasku. Prowadzać przybyszów ku siedzibie, wÅ‚adca wciąż mówiÅ‚ wesoÅ‚ym gÅ‚osem.

- Może być wam trochę ciasno, gdyż obecnie gościmy już kilka dodatkowych grzyw. Ale to spokojni goście, wierzę że nie będziemy sobie nawzajem wchodzić w drogę.

- Kto... – zaczÄ…Å‚ lew, ale w tej samej chwili ujrzaÅ‚ w progu jaskini doskonale znajomÄ… sylwetkÄ™.

- Taka? – zdumiaÅ‚a siÄ™ Amali. – Bracie?

- Tak to znowu ja. – odparÅ‚ czarnogrzywy, starannie ukrywajÄ…c westchniÄ™cie ulgi na widok siostry. – Chwilowo KrÄ…g Å»ycia skierowaÅ‚ nas znów do jednej krainy.

- Mtanga! – zawoÅ‚aÅ‚a w głąb groty Lwioziemka. – Patrz kto tu przyszedÅ‚!

- Wchodźcie, poznajcie moje lwice i mojÄ… królowÄ…. – popÄ™dziÅ‚ ich Hodari.

W Å›rodku zastali dziesięć samic, w tym jednÄ… leżącÄ… leniwie na specjalnie przygotowanym posÅ‚aniu. Jak szybko domyÅ›liÅ‚ siÄ™ Taka, byÅ‚a to partnerka wÅ‚adcy, w dodatku oczekujÄ…ca dziecka. Poza tym pod stropem monarchy Podsusza żyÅ‚y od niedawna cztery inne lwy: szwagier Taki, Mtanga oraz trzech wÄ™drowców, napotkanych przez siostrÄ™ arbitra i jej partnera na szlaku z poÅ‚udniowego Lasu.

- Baridi, Hofu, Udole. – przedstawiÅ‚ ich Mtanga. W gÅ‚osie samca Taka wyczuÅ‚ sÅ‚abo ukrywanÄ… irytacjÄ™, choć nie mógÅ‚ dość do jej przyczyny. – Korzystamy z goÅ›cinnoÅ›ci Hodariego, ale w tej sytuacji, kiedy ta ziemia ma już ponad piÄ™tnaÅ›cie paszcz do wyżywienia, chyba musimy rozważyć dalszÄ… podróż... ZwÅ‚aszcza, że niedÅ‚ugo lady Kivuli. – z wyraźnym zdenerwowaniem wskazaÅ‚ na królowÄ…. – Urodzi kociÄ™.

- Nikomu siÄ™ nie Å›pieszy, przyjacielu. – odparÅ‚ pogodnym gÅ‚osem wÅ‚adca. – Póki mam was czym żywić, bÄ™dÄ™ to robiÅ‚. Ale Taka, mój drogi, powiedz co sÅ‚ychać u twoich. W Lwiej Ziemi, w ZÅ‚otych Piaskach...

I arbiter usiadÅ‚ w Å›rodku lwiego krÄ™gu i zaczÄ…Å‚ opowiadać nowiny z innych krain. Na koÅ„cu przekazaÅ‚ zwiÄ™zÅ‚y raport z kraju swojej babki. Te nowiny wzbudziÅ‚y najwiÄ™cej zainteresowania, zarówno u Podsuszan, jak i, o dziwo, u Mtangi. WÄ™drowiec co chwila dopytywaÅ‚ siÄ™ o dalsze szczegóÅ‚y rzÄ…dów Dhalimu, wzbudzajÄ…c tym szczerÄ… nieufność Rai.

- On mi siÄ™ nie podoba. – szepnęła do Koty. – Jakby podpuszczaÅ‚ sir TakÄ™ od oczerniania naszego pana.

- Taka nie mówi nic kÅ‚amliwego o Dhalimu. – odparÅ‚a zÅ‚otofutra, choć sama nieco zdumiaÅ‚a siÄ™ zainteresowaniem samca.

- Odrzuca traktaty... – mruknÄ…Å‚ Hodari. – Źle, ale cóż na to poradzić. Jest królem...

- JeÅ›li źle sprawuje rzÄ…du, należaÅ‚oby go zdetronizować. – wtrÄ…ciÅ‚ jakby mimochodem Mtanga, a na dźwiÄ™k tych sÅ‚ów Raia aż syknęła. – To fakt panienko: wÅ‚adcy majÄ… obowiÄ…zki wobec poddanych.

- MajÄ…. – zgodziÅ‚a siÄ™ piaskowofutra. – Na przykÅ‚ad: bronić królestwa przed przybłędami...

Ale ta ciÄ™ta uwaga umknęła uwadze zgromadzonych. Zamiast tego król, lwice i goÅ›cie uÅ‚ożyli siÄ™ do snu w głębi groty. Przez chwilÄ™ Taka jeszcze rozmawiaÅ‚ z siostrÄ…, ale i ta dwójka szybko zasnęła. Jedynymi nieÅ›piÄ…cymi zwierzÄ™tami w Podsuszu byÅ‚a czwórka lwów: Mtanga i jego towarzysze.

Tuż po zakoÅ„czeniu opowieÅ›ci arbitra, samce wyszÅ‚y z jaskini i udaÅ‚y siÄ™ za przywódcÄ… na sawannÄ™, z dala od królewskiej siedziby. Wszyscy maszerowali w ciszy, jakby bojÄ…c siÄ™, że martwy step mógÅ‚by podsÅ‚uchiwać ich rozmowy. Noc byÅ‚a ciemna, bezksiężycowa, a nawet gwiazdy Å›wieciÅ‚y jakoÅ› sÅ‚abiej, zza pyÅ‚owych chmur czasu suszy. ByÅ‚ to idealny czas do wszelkich spisków i tajnych narad.

„Niech to sÅ‚oÅ„ kopnie!” myÅ›laÅ‚ wÅ›ciekÅ‚y Mtanga. „A wszystko szÅ‚o tak dobrze... Stary Hodari nie miaÅ‚ dzieci oprócz Å›wiÄ™tej pamiÄ™ci mÅ‚odego Asta. Co go napadÅ‚o, aby w tym wieku wziąć mÅ‚odÄ… królowÄ… i starać siÄ™ o potomka? Tak polubiÅ‚ Amali, niemal traktowaÅ‚ jÄ… jak córkÄ™... MyÅ›laÅ‚em, że dziÄ™ki temu zdobÄ™dÄ™ tron... Ale wszystko musiaÅ‚o siÄ™ skomplikować...” PrzerwaÅ‚ gniewny potok myÅ›li, aby wspomnieć sÅ‚owa Taki. „Ale może czas poszukać innej szansy. Ten Dhalimu to musi być kawaÅ‚ drania. Kulawa zebra nie zapÅ‚acze, jeÅ›li zdejmiemy go z tronu. To da siÄ™ zorganizować, jeÅ›li chÅ‚opaki znów mi pomogÄ…. A pomogÄ…, jeÅ›li przekonam ich do... naszej Å›wiÄ™tej sprawy. To jest: korony dla mnie!”

Zatrzymali siÄ™ pod samotnym baobabem, Mtanga rozejrzaÅ‚ siÄ™ wokoÅ‚o, sprawdzajÄ…c czy niczyje ucho nie jest Å›wiadkiem ich spotkania. W koÅ„cu wyraźnie rozluźniony wskoczyÅ‚ na niskÄ… gałąź drzew i spojrzaÅ‚ na przyjacióÅ‚. „Moich bohaterskich tyranobójców!” UÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ w myÅ›li.

- SÅ‚uchajcie... już wiem, gdzie powinniÅ›my siÄ™ udać. – zaczÄ…Å‚ pÅ‚omiennym gÅ‚osem. – SÅ‚yszeliÅ›cie o strasznym Dhalimu i jego krwawych rzÄ…dach. Oto jest cel dla nas: dowiedzieć siÄ™ jak najwiÄ™cej o tyranie, a potem doÅ‚ożyć wszelkich staraÅ„, aby go obalić!

- Hm... – przerwaÅ‚ Baridi. – A co bÄ™dzie, jeÅ›li siÄ™ mylimy? Jedna z tych lwic mówiÅ‚a dużo dobrego o tamtym królu.

- Król jest królem. – uciÄ…Å‚ wÄ™drowiec. – Każdy jest zÅ‚y. A ten chyba wyjÄ…tkowo...

- Ale przecież... – wtrÄ…ciÅ‚ Hofu. - ...kiedy chcieliÅ›my uwolnić LwiÄ… Ziemie od Dahabu, okazaÅ‚o siÄ™, że wszystkie lwice przyszÅ‚y mu na pomoc! BroniÅ‚a go nie tylko królowa, ale i inne samice. MusieliÅ›my uciekać, bo ci niby uciskami poddani walczyli za monarchÄ™...

- Nie! – syknÄ…Å‚ Mtanga. – Na LwiÄ… Ziemie jeszcze przyjdzie czas. – „Jestem zbyt sÅ‚aby, aby pokonać Dahabu, a chÅ‚opakom siÄ™ nie udaÅ‚o. Może zÅ‚ote Piaski bÄ™dÄ… Å‚atwiejszym Å‚upem.” pomyÅ›laÅ‚ wÄ™drowiec. – Te lwice byÅ‚y tak styranizowane, ze nawet nie znaÅ‚y smaku wolnoÅ›ci. Dlatego broniÅ‚y despoty. Ale w ZÅ‚otych Piaskach bÄ™dzie inaczej. Tam stado już dorosÅ‚o do życia bez króla... – „Ale jeszcze lepiej dla niego bÄ™dzie, jeÅ›li to ja wstÄ…piÄ™ na tron.” DokoÅ„czyÅ‚ radosnÄ… myÅ›l wÄ™drowiec. „Tylko trzeba dokÅ‚adnie rozpoznać teren... A może uda mi siÄ™ namówić szlachetnego TakÄ™, aby odwaliÅ‚ brudnÄ… robotÄ™?” – I my mu to zapewnimy. Kim jesteÅ›my?

- Tyranobójcami! – krzyknęła trójka lwów.

- Z kim walczmy?

- Z podłymi monarchami!

- Czego chcemy? – zapytaÅ‚ lew z żarem w gÅ‚osie i radosnym Å›miechem w duszy.

- WolnoÅ›ci dla wszystkich! – odkrzyknÄ™li wÄ™drowcy.

- No wÅ‚aÅ›nie... – szepnÄ…Å‚ podniosÅ‚ym gÅ‚osem Mtanga. – Obalimy tego króla, a kiedyÅ› i każdego innego. Czas monarchów już odszedÅ‚. Bo to my jesteÅ›my przyszÅ‚oÅ›ciÄ…! Wolność zatriumfuje!

 

[Piosenka „Deszcz”. Melodia tajemnicza i zÅ‚owieszcza, jednak z nutkÄ… patosu.]

[Mtanga zeskakuje z gałęzi pomiÄ™dzy wÄ™drowców, tak że ci odruchowo odskakujÄ… w tyÅ‚. Lew odwraca siÄ™ ku akacji i uderza z caÅ‚ej siÅ‚y Å‚apÄ… konar na którym siedziaÅ‚. Ten rozpada siÄ™ na próchno.]

Niczym ta susza w próchno zmienia martwy pieÅ„

Tak już nasz stary świat zżarł starości cień

[W Å‚apie zostaje mu garść próchna, które powoli wysypuje na ziemie.]

I z jego martwych wiór

Czas tworzyć nowy twór

Czas stworzyć nowy świat na nowy dzień

[Powstała na ziemi kupkę wdeptuje łapą w piasek, po czym wraca do pnia drzewa.]

Te puste ramy po obrazach przeszłych lat

Już dobrze znamy, trzeba pozbyć się tych krat

[Wysuwa pazury i przejeżdża nimi po korze akacji.]

Aby w erze prawa kÅ‚ów

Zdobyć dla nas godny Å‚ów

A tym samym zÅ‚amać niegodziwców bat

[Wyrywa płat kory, po czym łamie go na drobne kawałki.]

Ref.

Bo stary świat już schnie, a my jesteśmy deszczem

Czas już wyrwać chwast, który wciąż siÄ™ pleni jeszcze

[Ciągnie za wystający z ziemi pęd. Po chwili odkrywa, że trzymała w łapie korzeń akacji, więc szybko odcina jego koniec i wyrzuca za siebie.]

Czas już nowy siew w tę ziemie siać

Z popioÅ‚ów Å›wieże życie dać

Bo my jesteśmy deszczem przyszłych dni

[Podrzuca garść piasku, która spada potem na trzech wÄ™drowców. Ci, nieco niezadowoleni, otrzepujÄ… siÄ™.]

Druga zwrotka:

Tron to już przeszłość, na odmianę czas

Bo królem może być wszak każdy z nas

[Podchodzi do wÄ™drowców, najpierw nachyla siÄ™ nad uchem Baridiego. Åšpiewa.]

I każdy z nas to sobie pan

Niech żyje wolność w sercu nam

Niech żyje nowy Å‚ad – równoÅ›ci blask

[Potem staje pomiędzy Hofu i Udole, wskazując nim ziemię pod ich stopami.]

Jak zawiódÅ‚ ten tyraÅ„ski system wÅ‚adz

Gdy szukasz zasÅ‚ug króla, w ziemie patrz

[Grzebie w piasku, aby po chwili dokopać się do suchej kości.]

Ten suchy, cichy, martwy grób

Jedyne co zbudować mógÅ‚

Wszechmocny wÅ‚adca, którego imiÄ™: PÅ‚acz

[Zdecydowanym ruchem odrzuca kość. Aby jej uniknąć, Hofu pada na ziemie. Gnat leci dalej i roztrzaskuje się o pień akacji.]

Ref.

Bo stary świat już schnie, a my jesteśmy deszczem

Czas już wyrwać chwast, który wciąż siÄ™ pleni jeszcze

[Mtanga, obok miejsca gdzie znalazÅ‚ kość, wysuniÄ™tymi pazurami orze ziemiÄ™, po czym jednym ze szponów kaleczy wÅ‚asnÄ… Å‚apÄ™. Kropla krwi spada na zaorany piach.]

Czas spalić dawnych wieków plew

I krwią zrosić nowy siew

Bo my jesteśmy deszczem przyszłych dni

[Pod wpÅ‚ywem groźnego spojrzenia Mtangi, każdy ze spiskowców wysuwa pazury, kaleczy poduszkÄ™ Å‚apy i skrapia krwiÄ… ziemiÄ™. Potem caÅ‚a trójka odchodzi. Widzimy zbliżenie na pieÅ„ akacji i miejsce, z którego Mtanga oberwaÅ‚ gałąź. Drzewo jest wypróchniaÅ‚e od Å›rodka i kiedy lwy już odeszÅ‚y, fragment kory zapada siÄ™ do Å›rodka.]

*

NastÄ™pnego dnia nastÄ…piÅ‚o szybkie pożegnanie. Taka uznaÅ‚, że Raia i Kota nauczyÅ‚y siÄ™ wystarczajÄ…co wiele i mogÄ… wracać do ZÅ‚otych Piasków. ZÅ‚otofutra nie byÅ‚a tego taka pewna, ale jej piaskowa przyjacióÅ‚ka kategorycznie nalegaÅ‚a na powrót. Poza tym, Taka nie miaÅ‚ zamiaru obciążać stada Podsusza wysiÅ‚kiem żywienia takiej iloÅ›ci goÅ›ci.

- Wiem, wasza wysokość, że nas nie wyganiasz. – tÅ‚umaczyÅ‚ Horadiemu. – Gdziekolwiek pójdÄ™, z pewnoÅ›ciÄ… opowiem o twojej goÅ›cinnoÅ›ci i hojnoÅ›ci. Ale nie mamy prawa tak skwapliwie korzystać z twojego miÄ™sa. Już niedÅ‚ugo na Å›wiat przyjdzie królewski potomek. CaÅ‚e stado bÄ™dzie musiaÅ‚o siÄ™ nim opiekować. Nie chcemy przeszkadzać.

- Cóż, a wiÄ™c szerokiej drogi. – życzyÅ‚ stary wÅ‚adca. – Podsusze pozostanie w Przymierzu.

Taka podszedł jeszcze do siostry, stojącej przy partnerze. Skinął głową, a Lwioziemka zostawiła Mtangę i odeszła na stronę.

- Poradzisz sobie? – zapytaÅ‚ czarnogrzywy.

- To chyba pytanie nie na miejscu. Ja jestem starszą siostrą, ty młodszym bratem. To ja powinnam być zaniepokojona.

- WnoszÄ™ z tego, że poradzisz. – odparÅ‚ arbiter. – Tylko pamiÄ™taj, że gdyby coÅ› nie wyszÅ‚o... wiesz, Dahabu przyjmie ciÄ™ z radoÅ›ciÄ… na LwiÄ… Skałę. Dużo przeszedÅ‚ i znacznie siÄ™ zmieniÅ‚. Na lepsze, uwierz mi.

- WierzÄ™. – potwierdziÅ‚a lwica. – Ale bÄ™dziemy szukać szczęścia gdzie indziej. Mtanga nie potrafiÅ‚by żyć w stadzie jako poddany.

- Rób jak chcesz. W każdym razie gdybyÅ› potrzebowaÅ‚a goÅ›ciny w którejÅ› z lwich krain, powoÅ‚aj siÄ™ na mnie. Zwykle mnie lubiÄ…...

- ...zwÅ‚aszcza kiedy ciÄ™ nie ma. – dokoÅ„czyÅ‚a Amali i rodzeÅ„stwo wybuchÅ‚o Å›miechem. – No dobre, idź, bo siÄ™ rozpÅ‚aczÄ™ ze wzruszenia. Twoja zÅ‚otofutra czeka.

I Taka ruszyÅ‚ na póÅ‚noc ku Kocie i Rai, stojÄ…cych na pobliskiej wydmie. ZÅ‚otofutra rzeczywiÅ›cie czekaÅ‚a na niego, a gdy tylko dotarÅ‚, nadstawiÅ‚a nos do rytualnego liźniÄ™cia. Druga z lwic patrzyÅ‚a już wprost na pustyniÄ™, myÅ›lÄ…c bÄ™dÄ…c już przy swoim królu.

- Gotowe? – zapytaÅ‚ arbiter, a gdy obie samice kiwnęły gÅ‚owami (Raia po dÅ‚uższej chwili, jakby przez kilkanaÅ›cie sekund budziÅ‚a siÄ™ z zamyÅ›lenia.), rozpoczÄ…Å‚ marsz ku ZÅ‚otym Piaskom.

*

DrogÄ™ powrotnÄ… zakÅ‚óciÅ‚ drobny wypadek. Raia, schodzÄ…c czwartego dnia podróży z piaskowej wydmy, straciÅ‚a równowagÄ™ i zeÅ›lizgnęła siÄ™ po sypkim piasku. IdÄ…ca z boku para skwitowaÅ‚a owo potkniecie Å›miechem i Å›miaÅ‚ siÄ™ tak do czasu, aż odkryli, że lwica ma zwichniÄ™tÄ… Å‚apÄ™.

- Uch! – syknÄ…Å‚ Taka, jakby wyrÄ™czajÄ…c lwicÄ™. Piaskowofutra nie zdradziÅ‚a bólu nawet gÅ‚oÅ›niejszym oddechem. – Bardzo źle?

- Nie wiem.– przyznaÅ‚a zapytana. – Nie czujÄ™ nic w lewej Å‚apie.

- Taka... – mruknęła cicho Kota. – Czy nie kazaÅ‚eÅ› nam uważać na takie chmury? – Dyskretnie wskazaÅ‚a gÅ‚owÄ… duże tumany kurzu, majestatycznie przetaczajÄ…ce siÄ™ na horyzoncie. Raia jednak zauważyÅ‚a gest przyjacióÅ‚ki.

- Burza. – odparÅ‚a. – BÄ™dzie tu za kilkanaÅ›cie godzin.

Taka spoglÄ…daÅ‚ chwilÄ™ niezdecydowany, oceniajÄ…c swoje siÅ‚y. W koÅ„cu uklÄ…kÅ‚ obok siostry królowej i spróbowaÅ‚ narzucić jÄ… na plecy. UdaÅ‚o mu siÄ™ za drugim razem, kiedy pomogÅ‚a mu Kota.

- To gÅ‚upie. – mruknęła niesiona. – ZwolniÄ™ was za bardzo. Zostawcie mnie pod jakÄ…Å› skałą...

- Musimy zdążyć do ZÅ‚otych Piasków, albo Suchej Oazy. – uciÄ…Å‚ dyskusjÄ™ arbiter. – Raia, proszÄ™ wiÅ› spokojnie, to nie zmÄ™czysz mnie tak szybko.

I ruszyli dalej. po krótkim wahaniu Taka zadecydowaÅ‚, aby opuÅ›cić wygodnÄ… Å›cieżkÄ™ skalnych Å‚upków i iść na przeÅ‚aj przez pustyniÄ™. Kamienny szlak w razie burzy nie mógÅ‚ zapewnić im ochrony przez wiatrem, noc bez wody znacznie Å‚atwiej byÅ‚o przeżyć niż noc pod ostrzaÅ‚em piaskowych pocisków. DziÄ™ki skrótowi mogli zaoszczÄ™dzić kilka godzin, a to dziÄ™ki Å›cisÅ‚emu podziaÅ‚owi ról – arbiter niósÅ‚ piaskowofutrÄ… na plecach, a Kota maszerowaÅ‚a przed nimi i torowaÅ‚a Å›cieżkÄ™.

Gdy uderzyÅ‚a pierwsza fala wiatru byli już ledwie pięć kilometrów od ZÅ‚otej Groty.

- Przerwa? – zapytaÅ‚a ostrożnie zÅ‚otofutra.

- Nie, z pewnoÅ›ciÄ… nie. – odparÅ‚ Taka. – JeÅ›li siÄ™ zatrzymam, to mógÅ‚bym nie ruszyć znowu. - ZapadaÅ‚ zmierzch, ale ciemno zrobiÅ‚o siÄ™ już wczeÅ›niej. Z drobinki piasku coraz mocniej raziÅ‚y idÄ…ce z trudem lwy. – Nie zdążymy. – oceniÅ‚ Taka. – Kota, biegnij do swoich i sprowadź pomoc. Ja zostanÄ™ z RaiÄ….

- Ty idź, Taka. – wysapaÅ‚a zÅ‚otofutra. – Ja z pewnoÅ›ciÄ… nie jestem w stanie już biec.

Arbiter niechÄ™tnie poÅ‚ożyÅ‚ pasażerkÄ™ na piasku i uÅ‚ożyÅ‚ KotÄ™ obok niej. Potem natychmiast ruszyÅ‚ na póÅ‚noc, najprostszÄ… drogÄ… do jaskini. Po kilkunastu krokach uznaÅ‚, że zrobiÅ‚ dobrze – sprint w czasie burzy w dodatku pod wiatr byÅ‚ znacznie cięższy od czekania na pomoc. CieszyÅ‚ siÄ™, że to Kota zostaÅ‚a przy rannej. Do Akacjowej Alei dopadÅ‚ po niecaÅ‚ej godzinie intensywnego marszobiegu. WpadÅ‚ miÄ™dzy drzewa, aby ze zdumieniem zobaczyć niemal caÅ‚e stado ZÅ‚otych poza jaskiniÄ…. PomiÄ™dzy nimi szedÅ‚ Dhalimu, wiozÄ…c na plecach rannÄ… NivÄ™. „Znów kazaÅ‚ im iść na polowanie w czasie burzy!” pomyÅ›laÅ‚ wÅ›ciekÅ‚y Taka.

- Potrzebuje pomocy! Raia i Kota zostały na szlaku.

- ZostawiÅ‚eÅ› je na szlaku? – krzyknÄ…Å‚ zdumiony król. – Czy ty jesteÅ› szalony?

„Być może.” PomyÅ›laÅ‚ arbiter. „Ale w porównaniu z tobÄ…, z pewnoÅ›ciÄ… nie.” – Chodź szybciej. – dodaÅ‚ na gÅ‚os. – Zanim bÄ™dzie za późno.

Władca skinął ogonem na dwie lwice, będące chyba w najlepszej kondycji. Po chwili Taka poznał w nich Akrę i Simmi, ale wszechobecny piasek, wciskający się także w oczy, nie pozwalał mu stwierdzić tego z pewnością.

- Za mnÄ…! – poleciÅ‚ arbiter, a lwy ustawiÅ‚y siÄ™ za nim w kolumnÄ™.

Do Koty i Rai dotarli szybko, popychani wiatrem. Jednak okazaÅ‚o siÄ™, że samice straciÅ‚y cierpliwość i nerwy, bo same zaczęły czoÅ‚gać siÄ™ ku domowi. OsÅ‚aniajÄ…ca siostrÄ™ królowej zÅ‚otofutra już nabawiÅ‚a siÄ™ licznych zatarć od piasku, tak że nie byÅ‚a w stanie iść sama. Na plecy wziÄ™li jÄ… Taka i Akra, kiedy Dhalimu i Simmi ostrożnie podnosili RaiÄ™. W poÅ‚owie drogi powrotnej wyprawa spotkaÅ‚a siÄ™ z nastÄ™pnymi czterema lwicami, które po kilku Å‚ykach wody rzuciÅ‚y siÄ™, aby pomóc monarsze. Dotarli do Alei Akacjowej mocno pokaleczeni, ale wszyscy żywi.

I wściekli.

- ZostawiÅ‚eÅ› lwice, które powierzyÅ‚em twojej opiece! – ryknÄ…Å‚ brÄ…zowogrzywy, kiedy tylko przekroczyli próg jaskini.

Taka, zdumiony tym wyrzutem, sam wpadł we wściekłość. Myślał, że zostanie przywitany jak bohater, tym czasem Dhalimu wyglądał, jakby zamierzał wygonić gościa na zewnątrz.

- UratowaÅ‚em lwice, którymi siÄ™ nie opiekowaÅ‚eÅ›! – odpaliÅ‚ odruchowo. – MiaÅ‚em nieść obie na plecach?

- MiaÅ‚eÅ› dostarczyć je zdrowe do domu. – WskazaÅ‚ na obie podróżniczki, nieprzytomne lub niemal nieprzytomne z bólu i zmÄ™czenia. „No tak!” pomyÅ›laÅ‚ czarnogrzywy. „Tutaj tylko ty możesz sobie posyÅ‚ać poddane na Å›mierć!”

- I zapewniam, że czujÄ… siÄ™ lepiej niż twoja drużyna Å‚owiecka, która wysÅ‚aÅ‚eÅ›...

- CISZA! – ryknÄ…Å‚ Dhalimu. Taka już wysuwaÅ‚ pazury, ale w tej samej chwili zdaÅ‚ sobie sprawÄ™, czym mógÅ‚ grozić otwarty konflikt z królem. „On jest wÅ‚adca Koty.” PomyÅ›laÅ‚ z przerażeniem. „Przeze mnie ona bÄ™dzie miaÅ‚a kÅ‚opoty...” A król mówiÅ‚ dalej, wzniesionym gÅ‚osem. – Możesz doczekać w progu ranka. Ale kiedy burza siÄ™ skoÅ„czy, nie chcÄ™ ciÄ™ tutaj już widzieć, arbitrze.

Czarnogrzywy rzuciÅ‚ ukradkowe spojrzenie na leżące pod Å›cianÄ… lwice. Kota nie mogÅ‚a powiedzieć, jak byÅ‚o naprawdÄ™. Raia nie byÅ‚a w stanie udobruchać wÅ‚adcy. Niva nie mogÅ‚a użyć swojej pozycji, aby ukoić spór. Za to Akra patrzyÅ‚a na TakÄ™ z przerażeniem w oczach. Nie musiaÅ‚a nic mówić, bo arbiter rozumiaÅ‚. „Jeszcze chwila, a w padnie w szaÅ‚. To bÄ™dzie koniec dla nas wszystkich.”

- WidzÄ™, że przez ciebie niemal straciÅ‚em dwie poddane... – szeptaÅ‚ wÅ›ciekÅ‚ym gÅ‚osem Dhalimu. – Kim ty jesteÅ›? Tylko kurierem i bajarzem stad. Nie masz tu czego szukać. Nie pozwolÄ™ ci zabrać mi żadnej lwicy, rozumiesz, żadnej! Zabraniam ci siÄ™ zbliżać do którejkolwiek ZÅ‚otej. Od tego wyroku nie ma odwoÅ‚ania.

„Mówi o Kocie, czujÄ™ to.” myÅ›laÅ‚ zdruzgotany lew. I byÅ‚ nieskoÅ„czenie blisko rozpaczliwego ataku. ChciaÅ‚ skoczyć na potężnego wodza i rozedrzeć pazurami jego dumny pysk. Albo zginąć, próbujÄ…c. Pazury same wyrosÅ‚y z poduszek Å‚ap, Å›wiat zwolniÅ‚ do czarno-biaÅ‚ego obrazu polowania i walki. Lecz wtedy do uszu czarnogrzywego dotarÅ‚o jÄ™kniÄ™cie Koty. Nieprzytomna samica westchnęła z bólu, wnoszona do groty przez towarzyszki. „Nie mogÄ™! Ona zginie, jeÅ›li spróbujÄ™...” Taka rozluźniÅ‚ napiÄ™te mięśnie i powoli schowaÅ‚ pazury.

- Dobrze... odejdÄ™. – mruknÄ…Å‚ pokornie. – Wybacz, panie.

Burza skoÅ„czyÅ‚a siÄ™ przed Å›witem, zanim Kota odzyskaÅ‚a przytomność. OdchodzÄ…cego na poÅ‚udnie TakÄ™, Akra zapewniaÅ‚a, ze przekaże wszystko zÅ‚otofutrej. „Tak chciaÅ‚em usÅ‚yszeć twój gÅ‚os, choćby tylko na pożegnanie.” MyÅ›laÅ‚ arbiter. „Ale nie mogÄ™ dalej ryzykować. OdchodzÄ™ dla ciebie, Koto.” SzedÅ‚ powoli ku Lwiej Ziemi, a gorÄ…cy piasek paliÅ‚ go w Å‚apy jak nigdy wczeÅ›niej.

 

08 – Pustynne pieÅ›ni

 

Kota odzyskaÅ‚a przytomność wieczorem, kiedy Beluwa obmywaÅ‚a jej rany. PierwszÄ… myÅ›lÄ… lwicy byÅ‚o: nie marnuj wody! Przerażona usiÅ‚owaÅ‚a siÄ™ poderwać na równe Å‚apy, ale przyjacióÅ‚ka usadziÅ‚a jÄ… z powrotem na posÅ‚aniu.

- Król kazaÅ‚ o was dbać. – powiedziaÅ‚a. – A my już piÅ‚yÅ›my.

- Raia... Niva! – szepnęła zÅ‚otofutra.

- Å»yjÄ…. – wyjaÅ›niÅ‚a jej opiekunka. – SÄ… ranne i wyczerpane, ale dojdÄ… do siebie. Teraz Å›piÄ…, lepiej bÄ…dźmy ciszej.

- ZawoÅ‚aj TakÄ™. – poprosiÅ‚a Kota.

- Sir Taka... odszedÅ‚. – odpowiedziaÅ‚a ponuro Beluwa. – Po... kÅ‚ótni z królem.

- OdszedÅ‚? Gdzie? – jÄ™knęła zÅ‚otofutra.

- Nie wiem. Nad ranem wyruszyÅ‚ ze ZÅ‚otych Piasków. PytaÅ‚ siÄ™ o ciebie, ale nie chciaÅ‚ nic przekazać. A król kazaÅ‚ mu odejść natychmiast. – Delikatnie poÅ‚ożyÅ‚a Å‚apÄ™ na ramieniu przyjacióÅ‚ki. – Przykro mi.

- MuszÄ™ wstać... – szepnęła lwica i naprężyÅ‚a wszystkie mięśnie. Ale jej ciaÅ‚o byÅ‚o nieposÅ‚uszne, bezwÅ‚adne, jakby Å›piÄ…ce. Po kilku sekundach do umysÅ‚u zÅ‚otofutrej dotarÅ‚ ból ze zranionego boku. Nie byÅ‚a w stanie nawet stać o wÅ‚asnych siÅ‚ach, a co dopiero iść za TakÄ…...

- Leż spokojnie. Dhalimu martwi siÄ™ o ciebie... o was wszystkie. Sam poszedÅ‚ na polowanie. – wyjaÅ›niÅ‚a Beluwa niepewnym gÅ‚osem. Chyba sama nie wiedziaÅ‚a co myÅ›leć o zachowaniu wÅ‚adcy.

„Mam mu za to być wdziÄ™czna?” syknęła w duszy Kota. „WÅ‚aÅ›nie zabraÅ‚ mi TakÄ™. NienawidzÄ™ go!”

- Tak. – zgodziÅ‚a siÄ™ lwica. – Poleżę.

WiÄ™c Beluwa wstaÅ‚a i ruszyÅ‚a ku nieprzytomnej królowej, aby powtórzyć na niej wszystkie niezbÄ™dne zabiegi lecznicze. ZÅ‚ota Grota byÅ‚a niemal pusta, a jedynymi dźwiÄ™kami, które jÄ… wypeÅ‚niaÅ‚y, byÅ‚y ciche kroki opiekunki chorych, senne oddechy Nivy i Rai oraz stÅ‚umiony szloch Koty.

A w tym czasie Taka byÅ‚ już w Suchej Oazie. Nie zamierzaÅ‚ siÄ™ zatrzymywać w kotlince, ale gÅ‚oÅ›ne woÅ‚anie Kauliego Å›ciÄ…gnęła jego uwagÄ™. ZszedÅ‚ na dno dolinki, a kiedy jego oczy przyzwyczaiÅ‚y siÄ™ już do cienia, zauważyÅ‚ pytona, owiniÄ™tego wokóÅ‚ akacji.

- DzieÅ„ dobry. – przywitaÅ‚ go wąż.

- Jak dla kogo. – burknÄ…Å‚ czarnogrzywy.

- A wiec inaczej. – poprawiÅ‚ siÄ™ byÅ‚y szambelan. – Witaj. Napijessssz siÄ™ ze mnÄ…?

- Mam ci odsÅ‚onić studniÄ™? – zapytaÅ‚ Taka, zabierajÄ…c siÄ™ do kopania.

- Nie, tylko zaproponowaÅ‚em, abyÅ› sssssiÄ™ ze mnÄ… napiÅ‚. – odparÅ‚ wąż. – Mussssisz siÄ™ uspokoić, aby mi powiedzieć, co siÄ™ sssstaÅ‚o.

- Nie byÅ‚o ciÄ™ tam... – mruknÄ…Å‚ czarnogrzywy. – Nie zrozumiesz.

- Nie byÅ‚o mnie tam, wiÄ™c mam wiÄ™kssssze szanse zrozumieć. – zaprotestowaÅ‚ pyton. – Nie jesssstem wÅ›ciekÅ‚y jak ty, nie jesssstem zrozpaczony jak ty. Nie bojÄ™ ssssiÄ™ jak ty. WiÄ™c mój ssstrach nie odbiera mi rozumu.

- Nikogo siÄ™ nie bojÄ™. – ryknÄ…Å‚ Taka, wysuwajÄ…c pazury.

- Boisz sssiÄ™, że Dhalimu skrzywdzi KotÄ™. – oceniÅ‚ pyton. SpeÅ‚zÅ‚ z drzew i owinÄ…Å‚ siÄ™ na szyi lwa. Przez futro wyczuÅ‚, że mięśnie przyjaciela sÄ… napiÄ™te, a on sam drży z gorÄ…czkowej zÅ‚oÅ›ci. – Gdyby tak nie byÅ‚o, wyzwaÅ‚byśśśś już go na pojedynek. – „Nie...” chciaÅ‚ zaprotestować czarnogrzywy, ale byÅ‚y szambelan syczaÅ‚ dalej. – A to wszyssstko po to, aby stać siÄ™ taki sssam jak on.

- Co takiego? – ryknÄ…Å‚ Taka, zrzucajÄ…c z pleców Kauliego. – Nie waż siÄ™ tak mówić.

- A gdybyś wiedział, że Kota jest bezpieczna i wyzwał Dhalimu na pojedynek, to co by się ssstało?

- ZabiÅ‚bym drania! – odparÅ‚ bez wahania Taka, zaciskajÄ…c prawÄ… Å‚apÄ™.

- I...

- I... zostaÅ‚bym królem? – zapytaÅ‚ lew, nie wierzÄ…c wÅ‚asnym sÅ‚owom. Dotychczas taka myÅ›l nie przeszÅ‚a mu przez gÅ‚owÄ™.

- Dopiero teraz zdaÅ‚eÅ› sssobie z tego sssprawÄ™? – syknÄ…Å‚ pyton, nie ukrywajÄ…c zdumienia. – WsssspiaÅ‚byÅ› siÄ™ na tron dla Koty i z nienawiÅ›ci do Dhalimu. Pomyśśśśl! Jakim byÅ‚byÅ› królem? Czy lepszym do Dhalimu? WziÄ…Å‚byÅ› wÅ‚adzÄ™ tylko dla wÅ‚asnej korzyÅ›ci, nie baczÄ…c na losss królestwa.

- Dla Koty, tylko dla Koty.

- ZÅ‚ote Piaski to nie tylko Kota. – zauważyÅ‚ byÅ‚y szambelan. – Dhalimu dba tylko w wÅ‚asnÄ… sssÅ‚awÄ™. Ale czy ty dbasz o cośśś wiÄ™cej? JeÅ›li na prawdÄ™ kochasz KotÄ™, zrobisz tak, aby dla niej byÅ‚o najlepiej.

- Czyli...

- Nie wiem... To ty jesteśśś za nią odpowiedzialny.

Taka straciÅ‚ cierpliwość. OdwróciÅ‚ siÄ™ od węża i zaczÄ…Å‚ wspinać na Å›cianÄ™ kotlinki. Pyton woÅ‚aÅ‚ jeszcze za nim, ale czarnogrzywy nie zwracaÅ‚ już na nic uwagi. WypadÅ‚ na rozgrzany piasek pustyni i ruszyÅ‚ na poÅ‚udnie. WÅ‚aÅ›ciwie nie zamierzaÅ‚ wracać do domu, ale jego Å‚apy same niosÅ‚y rozgorÄ…czkowane ciaÅ‚o przed siebie. Resztki rozsÄ…dku zaprowadziÅ‚y go z powrotem do Wapiennej Alei. Ale kiedy poczuÅ‚ pod stopami pewnym grunt, wyłączyÅ‚ zmÄ™czony rzeczywistoÅ›ciÄ… umysÅ‚ i tylko biegÅ‚, nie zważajÄ…c na zmÄ™czenie. IgnorowaÅ‚ wzbierajÄ…ce oznaki wiatru, nie zatrzymywaÅ‚ siÄ™ na postoje. Kiedy zachodziÅ‚o sÅ‚oÅ„ce on nadal pÄ™dziÅ‚ na poÅ‚udniowy wschód, trzymajÄ…c gÅ‚owÄ™ przy ziemi i nie patrzÄ…c na drogÄ™.

ZmÄ™czenie Å›cięło go z Å‚ap okoÅ‚o póÅ‚nocy. Po prostu w jednej sekundzie Taka biegÅ‚, a w nastÄ™pnej już leżaÅ‚ na wapiennym rumowisku, odruchowo przebierajÄ…c Å‚apami w powietrzu. Po chwili znieruchomiaÅ‚, aby zebrać siÅ‚y do dalszego marszu. Noc byÅ‚a jasna, choć bezksiężycowa. Gwiazdy Å›wieciÅ‚y mocno, a nieba nie zasnuwaÅ‚a żadna z piaskowych chmur. Wiatr wzmagaÅ‚ siÄ™ powoli, ale w tamtej chwili wciąż byÅ‚ jedynie przyjemnym, bo chÅ‚odnym powiewem. Å»aden odgÅ‚os nie zakÅ‚ócaÅ‚ piaskowej ciszy. Wszelkie życie musiaÅ‚o przenieść siÄ™ bliżej wody lub schować głęboko w ziemi. dopiero w tamtej chwili Taka zdaÅ‚ sobie sprawÄ™, jak bardzo jest sam na bezwodnym pustkowiu.

„Chyba zasnÄ…Å‚em. ZasnÄ…Å‚em na jawie.” ZdaÅ‚ sobie sprawÄ™. „MuszÄ™ odpocząć, jeÅ›li chcÄ™ iść dalej.”

Ale wtedy do gÅ‚owy przyszÅ‚a mu dość oczywista myÅ›l, że nie miaÅ‚ już gdzie iść. Choć leżaÅ‚ na Å›rodku pustyni, w duchu znajdowaÅ‚ siÄ™ w tym samym miejscu, co przekraczajÄ…c RzekÄ™ GranicznÄ… cztery miesiÄ…ce wczeÅ›niej. Znów biegÅ‚ przed siebie, uciekajÄ…c od, a nie dążąc do czegokolwiek. „Od Å›mierci taty, nie wiem kim jestem. Moje stare życie siÄ™ skoÅ„czyÅ‚o a nowe nie zaczęło. Co ja mam zrobić?” WstaÅ‚ ostrożnie na wciąż drżące z wysiÅ‚ku Å‚apy i zrobiÅ‚ kilka kroków przed siebie. SpojrzaÅ‚ w niego, skÄ…d bÅ‚yskaÅ‚y ku niemu tysiÄ…ce gwiazd.

- Ojcze! – zawoÅ‚aÅ‚ w cichÄ… noc. - SÅ‚yszysz mnie?

WydawaÅ‚o mu siÄ™, że jedna z gwiazd na uÅ‚amek sekundy przygasÅ‚a, aby potem rozbÅ‚ysnąć silniejszym Å›wiatÅ‚em. Ale nie miaÅ‚ żadnej gwarancji, iż nie padÅ‚ ofiara zÅ‚udzenia – gÅ‚owa go bolaÅ‚a, a wzrok od pragnienia mógÅ‚ pÅ‚atać figle. Ale czepiajÄ…c siÄ™ owej irracjonalnej nadziei, wciąż patrzyÅ‚ na tajemniczÄ… gwiazdÄ™ nad póÅ‚nocno-wschodnim horyzontem.

- Ojcze... pomórz mi, zabłądziÅ‚em! Nie wiem, gdzie jest moje miejsce. – zamilkÅ‚, czekajÄ…c na odpowiedź, która nie nadeszÅ‚a. – Nie wiem kim jestem i nie wiem, czy mam prawo walczyć o coÅ›, co nigdy nie byÅ‚o moje. Tato, pokaż mi drogÄ™! – prosiÅ‚, ale gwiazda milczaÅ‚a. – Ty wszystko wiedziaÅ‚eÅ›! WiedziaÅ‚eÅ›, że musisz pomóc mamie, że musisz sprzeciwić siÄ™ dziadkowi Simbie... Ale co ja mam zrobić? Tato, nie sÅ‚yszÄ™ ciÄ™! – usiadÅ‚ na kamieniach, liczÄ…c uderzenia serca. Po dziesiÄ™ciu pukniÄ™ciach wewnÄ…trz jego wyczerpanego organizmu dodaÅ‚ cichym gÅ‚osem. – Mamo? Pomożesz mi?

- Ani mi siÄ™ waż! – syknÄ…Å‚ Skaza, nieco ostrzej niż zamierzaÅ‚. – Tobie też nie wolno.

Duchy rodziców i dziadka nie patrzyÅ‚y na potomka z nieba, ale staÅ‚y tuż obok niego, na Wapiennej Alei. Już od dÅ‚uższego czasu Vitani i Tanabi postÄ™powali krok w krok za synem. Ale imiennik arbitra także byÅ‚ z nimi. Nie pilnowaÅ‚ córki i ziÄ™cia, po prostu przypominaÅ‚ sobÄ… o zasadach KrÄ™gu i konsekwencjach ich zÅ‚amania.

- Nie możecie mu teraz przeszkodzić. – powiedziaÅ‚ poważnie. – Nie wiem co siÄ™ stanie, ale czuje, że od decyzji Taki zależy caÅ‚y obrót KrÄ™gu.

- Tato... – szepnęła Vitani napiÄ™tym, choć dla żyjÄ…cego lwa i tak zupeÅ‚nie niesÅ‚yszalnym, gÅ‚osem. – BojÄ™ siÄ™ o niego. ProszÄ™, tylko kilka zdaÅ„.

- A co mu powiesz? – zapytaÅ‚ gwiezdny arbiter. – Wiesz co mu doradzić? Czy ma zostawić swojÄ… lwicÄ™ i żaÅ‚ować tego do koÅ„ca życia, czy wydać samobójczy bój twojemu bratankowi? A przecież obrót KrÄ™gu... – przerwaÅ‚, jakby zaczÄ…Å‚ żaÅ‚ować, że zaczÄ…Å‚ zdanie.

- Co: obrót KrÄ™gu? – przestraszyÅ‚ siÄ™ Tanabi.

- Nie sÄ…dzÄ™, abym musiaÅ‚ ci przypominać przeszÅ‚ość. – odparÅ‚ Skaza ostrożnie. – PamiÄ™tasz, że każdy kolejny obrót KrÄ™gu zwiastowaÅ‚a jakaÅ› tragedia. Aby zakoÅ„czyÅ‚a siÄ™ wojna stad musiaÅ‚a zginąć twoja matka, Nuka, Hawaa, Sarafina, Sarabi i Sakia. AbyÅ› zostaÅ‚ królem, twój ojciec musiaÅ‚ niemal ciÄ™ oÅ›lepić...

- A zakoÅ„czenie Wielkiej Suszy zabraÅ‚o ciebie, ShakisÄ™ i wielu innych. Czy za każde dobro musimy pÅ‚acić tak drogo? – zapytaÅ‚ wÅ›ciekle Tanabi.

- Nie wiem. – przyznaÅ‚ martwy król. – Ale obawiam siÄ™, że każda błędna interwencja z naszej strony może tylko zwiÄ™kszyć liczbÄ™ ofiar. Ufaj żywym, nie ważne, jak ich kochasz. UfaÅ‚ im wÅ‚aÅ›nie dlatego, że ich kochasz.

- Nam pomogÅ‚eÅ›! – zawoÅ‚aÅ‚ syn Simby.

- Bo byÅ‚em pewien, co jest wÅ‚aÅ›ciwe. Ty też jesteÅ›? – Tanabi mierzyÅ‚ wzrokiem to teÅ›cia, to Vitani, w koÅ„cu pochyliÅ‚ w pokorze gÅ‚owÄ™ i przyznaÅ‚.

- Nie wiem. Ale czy możemy chociaż przypomnieć mu, jak bardzo go kochamy?

- Bez sÅ‚ów? – zapytaÅ‚ Skaza.

- Bez sÅ‚ów.

I nagle nowy jÄ™zyk wiatru owiaÅ‚ siedzÄ…cego TakÄ™ Drugiego. I byÅ‚ to niezwykÅ‚y wiatr – ciepÅ‚y, ale nie gorÄ…cy, ogrzewajÄ…cy, ale nie suszÄ…cy, przynoszÄ…cy ulgÄ™ zagubionemu lwu. Czarnogrzywy bez sÅ‚owa czy nawet myÅ›li poddaÅ‚ siÄ™ pieszczocie nocnego powietrza. WstaÅ‚, aby caÅ‚ym ciaÅ‚em chÅ‚onÄ…c niezwykÅ‚e wrażenie i uciszyć burze huczÄ…cÄ… w umyÅ›le. TrwaÅ‚ tak dÅ‚uższÄ… chwilÄ™, aż sam wiatr ucichÅ‚.

- Tak, burza! – szepnÄ…Å‚ do siebie lew i ruszyÅ‚ dalej. ZmÄ™czenie znikÅ‚o w jednej chwili, a zamiast niego w ciaÅ‚o wlaÅ‚a siÄ™ wola życia. W sercu czarnogrzywego zasnÄ…Å‚ zagubiony Taka, a obudziÅ‚ siÄ™ arbiter. – Może nadal nie wiem, gdzie ja powinienem iść... – maszerowaÅ‚, mruczÄ…c pod nosem. - ...ale wiem, gdzie prowadzić innych. Jestem odpowiedzialny za wszystkich, którzy liczÄ… na mojÄ… opiekÄ™. Jestem arbitrem... – I wtedy niedawne dylematy rozpÅ‚ynęły siÄ™ w sercu wÄ™drowca. – JESTEM ARBITREM! – powtórzyÅ‚ gÅ‚oÅ›no w cisze nocy. – MuszÄ™ prowadzić lwie stada, dbać o ich dostatek i uczyć je o przeszÅ‚oÅ›ci... Nie jestem królem i wyrzekÅ‚em siÄ™ tego. ObiecaÅ‚em... – przypomniaÅ‚ sobie sÅ‚owa, które wypowiedziaÅ‚ przed bratem. – Nie bÄ™dÄ™ siÄ™ mieszaÅ‚ do spraw, które nie sÄ… moje. Mam dosyć wÅ‚asnych.

I szedł dalej, uspokojony dziwna pewnością, że Kota zrozumie jego decyzję. Noc powoli zbliżała się do końca.

*

Nad ranem Dahabu obudziÅ‚ niespokojny pomruk lwic. Król otworzyÅ‚ oczy, wstaÅ‚ i rozejrzaÅ‚ siÄ™ po jaskini. WiÄ™kszość jego poddanych staÅ‚a na progu groty i wyglÄ…daÅ‚a na zewnÄ…trz. Reszta otaczaÅ‚a czekajÄ…ca w przedsionku Amali. Na widok siostry, wÅ‚adca natychmiast zdusiÅ‚ resztki snu i ruszyÅ‚ ku nowoprzybyÅ‚ej.

- Witaj, siostrzyczko. – powiedziaÅ‚ radoÅ›nie, prawdÄ™ mówiÄ…c wyjÄ…tkowo radoÅ›nie, jak na lwa obudzonego o tak wczesnej porze.

- Cześć Dah. – skinęła nieÅ›miaÅ‚o gÅ‚owÄ… lwica.

- Co siÄ™ staÅ‚o? – zapytaÅ‚ zÅ‚otogrzywy, podchodzÄ…c do księżniczki i liżąc jej policzek.

- Jestem. – odpowiedziaÅ‚a. – Przyjmiesz mnie do swojej jaskini?

- OczywiÅ›cie. – odpowiedziaÅ‚ zaskoczony lew. SpojrzaÅ‚ szybko na BakÄ™ i syknÄ…Å‚. – PrzynieÅ›cie Amali wody. Natychmiast! – Znów odwróciÅ‚ siÄ™ ku siostrze i zapytaÅ‚. – Ale gdzie jest Mtanga?

- Nie wiem. – przyznaÅ‚a. – PowiedziaÅ‚, żebym zaczekaÅ‚a u ciebie, dopóki on nie zaÅ‚atwi swoich spraw. – WeszÅ‚a głębiej do groty i zajęła swoje dawna miejsce, przy zachodniej Å›cianie. Po chwili Baka przyniosÅ‚a w zÄ™bach tykwÄ™ peÅ‚nÄ… wody, a Amali podziÄ™kowaÅ‚a jej skinieniem. – PoszedÅ‚ gdzieÅ› na pustyniÄ™ z przyjacióÅ‚mi, ponoć z dzieciÅ„stwa. Nie powiedziaÅ‚, co robi, ale zapewniaÅ‚, ze to coÅ› ważnego.

- Hm... – mruknÄ…Å‚ zmieszany Dahabu. – Na to niewiele poradzÄ™, ale z chÄ™ciÄ… ugoszczÄ™ ciÄ™, tak dÅ‚ugo, jak zechcesz. Albo nie... – poprawiÅ‚ siÄ™ natychmiast. – Ty siÄ™ ugoÅ›cisz. Przecież to też twój dom.

- I Taki. – dodaÅ‚a odruchowo Amali, dopiero poniewczasie orientujÄ…c siÄ™, iż taka uwaga mogÅ‚a rozsierdzić jej brata.

- I Taki. – przyznaÅ‚ król. – Może niedÅ‚ugo do nas wróci? ObiecaÅ‚ nas powiadomić, kiedy tylko jego przymierze zostanie skompletowane. Ale nie ważne, powiedz, co siÄ™ z tobÄ… dziaÅ‚o przez ten caÅ‚y czas. – WiÄ™c lwica zaczęła opowiadać.

A tym czasem, wiele mil na póÅ‚nocny zachód od Lwiej SkaÅ‚y, Mtanga i jego czterej towarzysze pilnie obserwowali zachowanie ZÅ‚otego Stada. Przyczajeni za jednÄ… z wysokich wydm na zachód od ZÅ‚otej Groty, patrzyli na lwice Dhalimu, pilnie przeszukujÄ…ce pustynie.

- Czego one szukajÄ… na takim upale? – zapytaÅ‚ Baridi. SÅ‚oÅ„ce, choć wciąż staÅ‚o nisko nad horyzontem, już grzaÅ‚o niemiÅ‚osiernie, zamieniajÄ…c chÅ‚odny poranek w upalne przedpoÅ‚udnie.

„Nas” pomyÅ›laÅ‚ Mtanga. „WyczuÅ‚y obecność intruzów, którzy zabierajÄ… im zdobycze i wypijajÄ… okresowe źródÅ‚a. Nic dziwnego, ze nas szukajÄ… i to bynajmniej nie, aby podziÄ™kować nam za troskÄ™.” OczywiÅ›cie, nie podzieliÅ‚ siÄ™ ta myÅ›lÄ… z przyjacióÅ‚mi. – SÄ… zdesperowane. – orzekÅ‚. – Rozpaczliwie szukajÄ… Å›ladów zwierzyny i miejsc na nowe źródÅ‚a. To kolejny dowód, ze należy dziaÅ‚ać.

- No to na co czekamy? – zapytaÅ‚ zapalczywie Hofu. – Chodźmy do ich groty i wykoÅ„czmy tego tyrana.

- Nie! – syknÄ…Å‚ Mtanga. – Musimy być ostrożni. PamiÄ™tacie, co siÄ™ staÅ‚o, kiedy próbowaliÅ›my zabić króla na Lwiej Ziemi? Musimy być teraz pewni, że zaÅ‚atwimy Dhalimu jednym, czystym ciosem, nie zagrażajÄ…c żadnej z tych biednych lwic. Wiem, że despota ciąży swojemu stadu. Naraża je na niebezpieczeÅ„stwo i drÄ™czy. Bije wÅ‚asnÄ… partnerkÄ™ i pogardza poddanymi. To musi siÄ™ skoÅ„czyć, ale dopiero wtedy, kiedy bÄ™dziemy pewni zwyciÄ™stwa. Rozumiecie? – wytÅ‚umaczyÅ‚ cierpliwie wÄ™drowiec. „Ale przede wszystkim, muszÄ™ wymyÅ›lić sposób, aby przejąć wÅ‚adzÄ™ jako król. A to znaczy, pozbyć siÄ™ was, moi drodzy tyranobójcy!”

- Czyli czekamy? – zapytaÅ‚ zniechÄ™cony Udole.

- Tak. Musicie dowiedzieć siÄ™ wiÄ™cej na temat stada, a ja w tym czasie sprowadzÄ™ tu Amali. WrócÄ™ jak najszybciej. – I ruszyÅ‚ w dóÅ‚ wydmy, wyraźnie kierujÄ…c siÄ™ na poÅ‚udnie. WÄ™drowcy byli zaskoczeni, ale żaden nie zaprotestowaÅ‚.

- Ale... może nie mieszać do tego Amali, przynajmniej na razie? – zapytaÅ‚ jeszcze Hofu. – Może poÅ›lemy po niÄ… już później, kiedy stworzymy pierwszÄ… LwiÄ… RepublikÄ™?

- Nie! – sprzeciw siÄ™ Mtanga. – Ona też chce w tym uczestniczyć. Nie mam prawa jej tego zabraniać.

- Może racja... – odparÅ‚ wÄ™drowiec. – Wiec dobrej drogi! Wracaj szybko. – Mtanga już nie odpowiedziaÅ‚, tylko biegÅ‚ w kierunku Lwiej Ziemi. A Hofu zwróciÅ‚ siÄ™ do przyjacióÅ‚ z niepewnym wyrazem twarzy. – ChÅ‚opaki... w sumie gÅ‚upia sprawa... Ale jakoÅ› nigdy nie zastanawialiÅ›my siÄ™ poważnie nad tymi królami.

- Hm? – zapytaÅ‚ znudzony bezczynnym leżeniem Baridi.

- No bo przecież Mtanga jest naszym przyjacielem, a jest też partnerem księżniczki Lwiej Skały. Gdyby zginął Dahabu i Amala odziedziczyła tron, to...

- Bzdury gadasz! – przerwaÅ‚ mu Hofu. – Gdyby mu zależaÅ‚o na wÅ‚adzy, to by siÄ™ nie zadawaÅ‚ z takimi jak my i planowaÅ‚ walki z innymi tyranami.

- No, chyba, że chciaÅ‚aby zdobyć tron po nich. – wtrÄ…ciÅ‚ Udole, ale zostaÅ‚ zgromiony peÅ‚nym wyrzutu spojrzeniem przyjaciela. – Przepraszam, to idiotyczny pomysÅ‚. Mtanga jest jednym z nas.

- Ale... – pewna myÅ›l wciąż nie dawaÅ‚a Baridiemu spokoju. – Amali też jest bardzo miÅ‚a, a ona przecież jest księżniczkÄ…. Może ten jej brat nie jest aż taki zÅ‚y?

- Ech, nie myÅ›l za dużo, od tego jest Mtanga. - poradziÅ‚ Hofu. – BÄ™dziemy żyć ze ZÅ‚otym Stadem, kiedy już zabijemy ich króla. Razem z Amali. Wtedy pokaże, że księżniczki wcale nie sÄ… takie zÅ‚e, pod warunkiem, że nie chcÄ… rzÄ…dzić. – zamilkÅ‚ na chwilÄ™, też nad czymÅ› siÄ™ intensywnie zastanawiajÄ…c. – Choć czemu Mtanga jej każe iść do nas, skoro jeszcze nie wiemy, czy zdoÅ‚amy obalić Dhalimu, to nie mam pojÄ™cia.

Na szczęście sam Mtanga wiedział doskonale.

„Musze mieć przy sobie Amali na wszelki wypadek. Tylko na niÄ… mogÄ™ liczyć, kiedy ogÅ‚oszÄ™ siÄ™ królem.” Lew zszedÅ‚ z wydmy, i skierowaÅ‚ siÄ™ ku Wapiennej Alei. W duchu dziÄ™kowaÅ‚ Tace, że ten tak skwapliwie rozgÅ‚aszaÅ‚ wszelkie odkrycia dotyczÄ…ce pustyni. „DziÄ™ki naiwnoÅ›ci mojego szwagra, życie staje siÄ™ Å‚atwiejsze. Ten frajer lata po krainach, myÅ›lÄ…c że zbawia stada. A kiedy sam siÄ™ zbawi? Ja myÅ›lÄ™ o tronie dla siebie i Amali. I już niedÅ‚ugo go zdobÄ™dÄ™. JeÅ›li przez wÄ™drowców, to przez TakÄ™. Gdyby tylko go podpuÅ›cić, aby wyzwaÅ‚ Dhalimu... PoczekaÅ‚bym do koÅ„ca takiego pojedynku, a potem dobiÅ‚bym rannego. Dhalimu, mszczÄ…c siÄ™ za zabicie szwagra. No, albo TakÄ™, karzÄ…c tym samym bezczelnego królobójcÄ™. Tak czy siak, stanÄ™ w takim miejscu, ze racja bÄ™dzie po mojej stronie.” Zatopiony w myÅ›lach nie zauważyÅ‚, że za nastÄ™pnych wzgórzem czekaÅ‚a na niego zagubiona lwica.

- Panie, wybacz... – chlipaÅ‚a biaÅ‚ofutra. – Ja wyszÅ‚am tylko rozprostować koÅ›ci, kiedy wy szukaliÅ›cie tych intruzów... Wszystko byÅ‚oby dobrze, ale zaprószyÅ‚am ranÄ™ i... - Zdumiony Mtanga patrzyÅ‚ na piÄ™knÄ… samicÄ™, bezradnie leżąca na piasku. Ta trzymaÅ‚a w górze zranionÄ… Å‚apÄ™, usiÅ‚ujÄ…c wylizać zabrudzone skaleczenie. – Dhalimu, kochanie, nie gniewaj siÄ™. Musisz mi pomóc, sama nie wrócÄ™... – Nagle Niva zauważyÅ‚a, że oÅ›wietlona sÅ‚oÅ„cem postać, schodzÄ…ca z wydmy nie jest jej partnerem. – Kim ty...

- Ciii... spokojnie. – odpowiedziaÅ‚ zdenerwowany Mtanga. Jego umysÅ‚ pracowaÅ‚ intensywnie, ale nie przychodziÅ‚ mu do gÅ‚owy żaden plan, żadna wymówka, która nie demaskowaÅ‚aby czekajÄ…cych niedaleko wÄ™drowców. W koÅ„cu zÅ‚apaÅ‚ siÄ™ rozpaczliwego pomysÅ‚u. – Jestem przyjacielem Taki...

- Taki... – odetchnęła uspokojona królowa. – Ale lepiej nie mów o tym Dhalimu. Teraz pomóż mi wrócić do ZÅ‚otej Groty.

- OczywiÅ›cie, wasza wysokość. – odparÅ‚ wÄ™drowiec, który domyÅ›liÅ‚ siÄ™ już, z kim rozmawia.

I jednoczeÅ›nie genialna myÅ›l zabÅ‚ysÅ‚a w jego umyÅ›le. ByÅ‚a tak prosta i oczywista, że w pierwszej chwili lew nie mógÅ‚ uwierzyć, że los daÅ‚ mu takÄ… szansÄ™. OczywiÅ›cie, nie byÅ‚o to rozwiÄ…zanie najprzyjemniejsze, ani tym bardziej najszlachetniejsze, ale Mtanga już dawno przestaÅ‚ patrzyć na swój plan przez pryzmat moralnoÅ›ci. „RozkazaÅ‚em chÅ‚opakom zabić mojego szwagra. Zamierzam zabić Dhalimu. Przykro mi, piÄ™kna królowo, miaÅ‚aÅ› po prostu pecha znaleźć siÄ™ w zÅ‚ym miejscu i w zÅ‚ym czasie. Ale uwierz mi na sÅ‚owo – twoja ofiara nie pójdzie na marne...”

- Już, moja pani. – mruknÄ…Å‚ lew, podchodzÄ…c od tyÅ‚u do unieruchomionej samicy. – Zaraz ci pomogÄ™.

Po czym starannie wymierzonym ciosem Å‚apy, z caÅ‚ej siÅ‚y uderzyÅ‚ NivÄ™ w kark. ByÅ‚ silnym lwem, a ona kruchÄ… lwicÄ…. Pomimo schowanych pazurów, ciężka Å‚apa byÅ‚a strasznÄ… broniÄ… – rozlegÅ‚ siÄ™ przyprawiajÄ…cy o mdÅ‚oÅ›ci chrzÄ™st pÄ™kajÄ…cych koÅ›ci, biaÅ‚ofutra jÄ™knęła cicho, a jej bezwÅ‚adna gÅ‚owa upadÅ‚a na piasek. Dla pewnoÅ›ci Mtanga uderzyÅ‚ raz jeszcze, uważajÄ…c jednak, aby nie zostawić żadnych Å›ladów. Starannie zatarÅ‚ tropy na piasku i szybkim marszem ruszyÅ‚ na poÅ‚udnie. Teraz jego plan byÅ‚ prosty.

MusiaÅ‚ znaleźć TakÄ™ i przekonać go do ponownego odwiedzenia ZÅ‚otych Piasków. „Ciekawe, co zrobi nasz bohater, kiedy siÄ™ dowie, że Dhalimu zabiÅ‚ wÅ‚asnÄ… partnerkÄ™? Cóż, moja maÅ‚a rewolucja zapowiada siÄ™ na prawdÄ™ ciekawie. Silni walczÄ… za pomocÄ… pazurów, mÄ…drzy walczÄ… za pomocÄ… silnych.” I przekonany o rychÅ‚ym zwyciÄ™stwie szedÅ‚ Å›miaÅ‚o ku wÅ‚oÅ›ciom szwagra.

*

Taka spotkaÅ‚ na drodze lwice z Podsusza. Królowa Kivuli urodziÅ‚a syna i caÅ‚e stado polowaÅ‚o, aby zapewnić matce pożywnÄ… dietÄ™. Arbiter z radoÅ›ciÄ… usÅ‚yszaÅ‚ wieÅ›ci o dziedzicu sÄ…siedniej krainy i poÅ›ród wesoÅ‚ych i gwarnych samic z Podsusza zdoÅ‚aÅ‚ zepchnąć palÄ…ce wspomnienia ostatnich dni gdzieÅ› głębiej w pamięć. ZostaÅ‚ z napotkanÄ… drużynÄ… Å‚owieckÄ… na nocleg pod osÅ‚onÄ… nienazwanych skaÅ‚ (które jednak lwice szybko nazwaÅ‚y – SkaÅ‚ami Simo, na część nowonarodzonego ksiÄ™cia) i jedzÄ…c ich miÄ™so, sÅ‚yszÄ…c ich opowieÅ›ci, sam zostaÅ‚ poproszony o jakaÅ› dawnÄ… pieśń o WÅ‚adcach PrzeszÅ‚oÅ›ci.

„A wÅ‚aÅ›ciwie, czemu nie?” pomyÅ›laÅ‚ lew. „Jestem arbitrem, ale i bardem tej pustyni. JeÅ›li nic w życiu nie zdoÅ‚am osiÄ…gnąć, to chociaż chciaÅ‚bym pokazać innym, że można być wielkim, szlachetnym i zawsze zwyciÄ™skim.”

- PrzypomniaÅ‚a mi siÄ™ opowieść o czasach mojego pradziadka, króla Aristy, który rzÄ…dziÅ‚ w ZÅ‚otych Piaskach przed WielkÄ… SuszÄ…. – oznajmiÅ‚ czarnogrzywy i zaczÄ…Å‚ Å›piewać swoim melodyjnym gÅ‚osem lwicom i powoli zasypiajÄ…cej pustyni. Pieśń niosÅ‚a siÄ™ daleko o suchej równinie, aby zniknąć gdzieÅ› poÅ›ród oÅ›wietlanych gwiazdami wydm. A z nieba na barda patrzyÅ‚y dwie pary oczu.

- Nie wiem, czy robimy dobrze, córko. – oÅ›wiadczyÅ‚a Zira. – Ale jeÅ›li jesteÅ› pewna, że tego chcesz, pomogÄ™ mu, tak jak umiem.

- Spróbuj mamo. – poprosiÅ‚a Vitani. – Jeżeli nic nie zrobimy, KrÄ…g zmiażdży nie tylko TakÄ™, ale być może wszystkich w twoim... w naszym... – poprawiÅ‚a siÄ™ natychmiast, rzucajÄ…c spojrzenie ku ZÅ‚otym Piaskom. - ...domu.

- Åšpiewa o mnie. – uÅ›miechnęła siÄ™ Zira. – Nazywa mnie bohaterkÄ…. Ciekawe, czy kiedykolwiek przypuszczaÅ‚, że sam kiedyÅ› stanie siÄ™ tematem pieÅ›ni... – SpojrzaÅ‚a na wnuka z niepokojem, ale i nadziejÄ…. – Musimy dziaÅ‚ać roztropnie, aby te pieÅ›ni byÅ‚y radosne.

 

09 – Cisza przed burzÄ…

 

WÅ›ciekÅ‚e lwice wróciÅ‚y do jaskini wieczorem. Nie odnalazÅ‚y ani Å›ladu domniemanych intruzów, o których obecnoÅ›ci mówiÅ‚ Dhalimu. OczywiÅ›cie, żadnej z nich nie przeszÅ‚o przez myÅ›l skarżyć siÄ™ na decyzjÄ™ króla. IrytacjÄ™ wylewaÅ‚y wiÄ™c na siebie wzajemnie, co czyniÅ‚o atmosferÄ™ w grocie nieznoÅ›nÄ…. Na szczęście, Dhalimu byÅ‚ na polowaniu z BakÄ…, jednÄ… z mÅ‚odszych lwic, uratowanÄ… przez króla podczas powrotu z nieszczÄ™snej wyprawy, dwa dni wczeÅ›niej. Od tej pory drobna, szarofutra samica staÅ‚a siÄ™ ulubienicÄ… wÅ‚adcy i to ona dostÄ…piÅ‚a zaszczytu asysty w królewskich Å‚owach, kiedy reszta stada zostaÅ‚a wysÅ‚ana w poszukiwaniu tajemniczych goÅ›ci. Monarcha i poddana wyszli koÅ‚o poÅ‚udnia, wiÄ™c zapewne nie zamierzali wrócić przed póÅ‚nocÄ…. ZÅ‚ote Stado miaÅ‚o chwilÄ™ dla siebie na ukradkowe narzekanie i skargi. Jednak irytacja, spowodowana mÄ™czÄ…cym i zmarnowanym dniem, zmieniÅ‚a te zdawkowe wyrazy niezadowolenia w zarzewie prawdziwego buntu.

Kota chodziÅ‚a po jaskini wÅ›ciekÅ‚a, co chwila bez sÅ‚owa fukajÄ…c na przyjacióÅ‚ki. WÅ‚aÅ›ciwie nie byÅ‚a zÅ‚a na nikogo konkretnie, po prostu maskowaÅ‚a opryskliwoÅ›ciÄ… palÄ…cy żal za TakÄ…. CzekajÄ…c w kolejce do źródÅ‚a sÅ‚uchaÅ‚a szeptów lwic, a jej zÅ‚ość wciąż rosÅ‚a. „Co one mówiÄ…?” mruczaÅ‚a w myÅ›lach. „NarzekajÄ… na pogodÄ™, sÅ‚oÅ„ce, wiatr... Czemu żadna nie powie tego wprost: Dhalimu. To on nas zamÄ™cza swoimi szalonymi projektami, to on nas posyÅ‚a na pustynie nawet w najwiÄ™ksze burze. To jego wina, a my nawet nie potrafimy tego powiedzieć na gÅ‚os.”

- Kota, twoja kolej. – pogoniÅ‚a jÄ… Akra, tego dnia peÅ‚niÄ…ca obowiÄ…zek strażniczki źródÅ‚a. A zÅ‚otofutra tak zatonęła w gniewnych myÅ›lach, że przez dÅ‚uga minutÄ™ staÅ‚a nad studniÄ… bez ruchu. – ProszÄ™, ze źródÅ‚a króla. – dodaÅ‚a oficjalnÄ… formuÅ‚kÄ™ Akra, ale tego Kota już nie mogÅ‚a wytrzymać.

- ChcÄ™ siÄ™ napić wody, nie wody Dhalimu! – syknęła, wychodzÄ…c demonstracyjnie z kolejki. - Poczekam, aż to źródÅ‚o znów zacznie być źródÅ‚em stada, a nie tylko króla.

- Lepiej nie, Koto. – odezwaÅ‚ siÄ™ gÅ‚os od strony wejÅ›cia. – Możesz do tego czasu cierpieć straszne pragnienie.

Raia, bo to ona odpowiedziaÅ‚a zÅ‚otofutrej, wÅ‚aÅ›nie wchodziÅ‚a do jaskini. Lwica kuÅ›tykaÅ‚a wyraźnie, wciąż nie mogÄ…c siÄ™ oprzeć na zwichniÄ™tej dwa dni wczeÅ›niej Å‚apie. Tamtego wieczora nie polowaÅ‚a ani nie szukaÅ‚a intruzów na pustyni, gdyż król pilnie poleciÅ‚ jej (tak samo jak Nivie) odpoczywać. Wieczorem wyszÅ‚a na krótki spacer, aby rozprostować miÄ™snie, a zdarzyÅ‚o jej siÄ™ wrócić wÅ‚aÅ›nie w chwili wybuchu Koty. SÅ‚yszaÅ‚a też niektóre z wczeÅ›niejszych uwag ZÅ‚otych i pomimo pozorów spokoju, sama byÅ‚a na skraju wÅ›ciekÅ‚oÅ›ci. Obrażano jej króla.

- To źródÅ‚o bÄ™dzie źródÅ‚em Dhalimu, tak dÅ‚ugo, jak on pozostanie na wÅ‚adcÄ…. – dodaÅ‚a siostra królowej.

- A wiÄ™c może nie tak dÅ‚ugo... – odparowaÅ‚a Kota. W normalnych warunkach nigdy nie zdobyÅ‚aby siÄ™ na tak bezczelnÄ… deklaracjÄ™. Ale zmÄ™czenie, pragnienie i ogólna zÅ‚ość lwic tÅ‚umiÅ‚y w niej wszelkie hamulce. Nie żaÅ‚owaÅ‚a tych sÅ‚ów i wrÄ™cz byÅ‚a z nich dumna, widzÄ…c zdumienie na twarzy Rai.

- Co... coÅ› ty powiedziaÅ‚a? – jÄ™knęła piaskowofutra.

- Dhalimu nie bÄ™dzie królem wiecznie. – odpowiedziaÅ‚a z ogniem w oczach. – Ale po co mamy czekać, aż zgubi stado swoimi rzÄ…dami? Siostry... – SpojrzaÅ‚a na stado. – Obudźcie siÄ™. ZasÅ‚ugujemy na lepszego monarchÄ™ niż Dhalimu.

Raia ze Å›wistem wypuÅ›ciÅ‚a powietrze z pÅ‚uc, myÅ›lÄ…c intensywnie. StÅ‚umiÅ‚a wszelkie emocje i pozwoliÅ‚a dziaÅ‚ać chÅ‚odnemu osÄ…dowi. WiedziaÅ‚, że jeÅ›li źle rozegra obronÄ™ swojego wÅ‚adcy, ten bÄ™dzie w niebezpieczeÅ„stwie. Szybko poznaÅ‚a, że Kota nie żartuje i jest zdecydowana na wszystko. „Taka!” pomyÅ›laÅ‚a. „Taka jÄ… tak zepsuÅ‚. OwinÄ…Å‚ jÄ… wokóÅ‚ Å‚apy i zachÄ™ciÅ‚ do buntu. Kto wie, może sam chce zajÄ…c tron ZÅ‚otych Piasków? Ale ja do tego nie dopuszczÄ™!”

- Simmi! – syknęła cicho na mÅ‚oda lwicÄ™. – Gdzie jest królowa?

- Jeszcze nie wróciÅ‚a ze spaceru.

- Natychmiast znajdź ją i sprowadź tu. Biegiem!

A sama weszÅ‚a do komnaty wodnej i z dużym trudem wdrapaÅ‚a siÄ™ na póÅ‚kÄ™ skalnÄ… ponad źródeÅ‚kiem. Stanęła tuż nad kapiÄ…cÄ… ze skaÅ‚y stróżkÄ…, wyglÄ…dajÄ…c jakby chciaÅ‚a bronić tego bogactwa groty przed kimkolwiek innym.

- To jest źródÅ‚o króla. – powtórzyÅ‚a zdecydowanym gÅ‚osem, choć w sercu czuÅ‚a tylko strach.

- Raia, przestaÅ„! – zawoÅ‚aÅ‚a Kota, przechadzajÄ…c siÄ™ pomiÄ™dzy zdezorientowanymi lwicami. – Nie ma go tu, nie musisz grać swojej roli.

- Król jest królem, choćby znajdowaÅ‚ siÄ™ na drugim kraÅ„cu pustyni.

- PosÅ‚uchaj tylko siebie! – żachnęła siÄ™ zÅ‚otofutra. JednoczeÅ›nie sama znalazÅ‚a póÅ‚kÄ™ skalnÄ… na drugiej Å›cianie komnaty. Lekko wschodziÅ‚a w nierówność skalnÄ… i spojrzaÅ‚a na stado z góry. – dlaczego go bronisz? Sama widzisz, co siÄ™ dzieje, sama wiesz, że Dhalimu jest szalony!

- Ty jesteÅ› szalona, skoro kwestionujesz wÅ‚adzÄ™ naszego monarchy. – odparÅ‚a piaskowofutra. – I dlatego wybaczÄ™ ci te sÅ‚owa i nic nie powiem królowi, jeÅ›li teraz zamilkniesz i obiecasz nie wracać do tematu.

- Raia... – zaczęła Kota gÅ‚osem delikatnym i czuÅ‚ym. – ProszÄ™, pomyÅ›l chwilÄ™. Nam wszystkim zależy jedynie na dobru stada...

- Tobie zależy na Tace. Aby on zdobyÅ‚ tron ZÅ‚otych Piasków! – przerwaÅ‚a jej siostra królowej. – Chcesz wÅ‚adzy!

- Co!? – jÄ™knęła zÅ‚otofutra. JednoczeÅ›nie poczuÅ‚a, że liczne spojrzenia lwic przenoszÄ… siÄ™ na niÄ… i Å›widrujÄ… jej ciaÅ‚o niemym pytaniem. Raia uÅ›miechnęła siÄ™ triumfalnie, gdy nagle...

- Dobry pomysÅ‚! – rzuciÅ‚a Akra. – Niech wróci tu Taka i zrobi porzÄ…dek. – PoÅ›ród stada rozlegÅ‚ siÄ™ akceptujÄ…cy pomruk. Raia odruchowo wyciÄ…gnęła pazury, gotowa do rzucenia siÄ™ na wroga. Jednakże ranna lwica nie wiedziaÅ‚a, czy owym wrogiem nie staÅ‚o siÄ™ jej caÅ‚e stado.

- Król! PrzysiÄ™gaÅ‚yÅ›cie mu wierność! To jest zdrada! – ryknęła.

- Nie, to jest konieczność. – odparÅ‚a Kota. – Musimy obalić Dhalimu.

Piaskowofutra podniosÅ‚a w górÄ™ zranionÄ… Å‚apÄ™. WyglÄ…daÅ‚o to jak gest ucieszenia przyjacióÅ‚ek, proÅ›ba o uwagÄ™... gdyby nie wysuniÄ™te pazury i wyraz zaciÄ™tej pewnoÅ›ci na twarzy.

- O jednym mogÄ™ was zapewnić. ZabijÄ™ każdego, kto oÅ›mieli siÄ™ zbuntować przeciw królowi.

Cisza. Taka deklaracja podziaÅ‚aÅ‚a na stado jak struga zimnego deszczu. Raia, choć lwica surowa i niezbyt wylewna, cieszyÅ‚a siÄ™ poÅ›ród ZÅ‚otych i szacunkiem i miÅ‚oÅ›ciÄ…. Najlepsza myÅ›liwa drużyny wielokrotnie ratowaÅ‚a towarzyszki od gÅ‚odu. Kilka lwic bezpoÅ›rednio zawdziÄ™czaÅ‚o jej życie – piaskowofutra nie raz szukaÅ‚a zagubionych na pustyni sióstr. Poza tym, to wÅ‚aÅ›nie Raia zwykle panowaÅ‚a nad furiÄ… wÅ‚adcy i zapobiegÅ‚a licznym tragediom oraz konfliktom w ZÅ‚otych Piaskach.

- Nie... – szepnęła któraÅ› z lwic. – Nie zostawiaj nas...

- Nie bÄ™dzie żadnego buntu! – mówiÅ‚a dalej Raia, czujÄ…c iż jej zdecydowana deklaracja skutecznie przygasiÅ‚a wywrotowy ogieÅ„. Znaczna cześć lwic schyliÅ‚a gÅ‚owy, wstydzÄ…c siÄ™ nawet absurdalnych myÅ›li. – Stado pozostanie stadem, cokolwiek by siÄ™ dziaÅ‚o. Każda kÅ‚ótnia domowa jest zÅ‚a, ale ta wzbudzona w czasie kryzysu, jest tragediÄ…. Królowa, a moja siostra, zapewne opowiedziaÅ‚by to lepiej, ma dar wymowy i pewnie chÄ™tniej byÅ›cie posÅ‚uchaÅ‚y sÅ‚ów z królewskich ust... – Celowo wspomniaÅ‚a o Nivie, aby na szalÄ™ wiernoÅ›ci wobec monarchy poÅ‚ożyć jeszcze powszechnÄ… sympatiÄ™ wobec biaÅ‚ofutrej. – Ale postarajcie siÄ™ przyjąć także to co ja mówiÄ™. Dhalimu jest naszym monarchÄ… i sprzeciwiajÄ…c siÄ™ jemu, sprzeciwmy siÄ™ sobie samym. WÅ‚adca to gÅ‚owa stada. musimy o niÄ… dbać, jeÅ›li chcemy, aby zaprowadziÅ‚a nas do bezpiecznej przystani wÅ›ród tej piekielnej suszy...

- Nie, Raia! – krzyknęła Kota. – Dość mamy już tych pustych sÅ‚ów.

 

[Piosenka „WÅ‚adca serc”. Melodia podniosÅ‚a i niepokojÄ…ca. Refreny to chór lwic stada.]

[Kota stoi na póÅ‚ce skalnej obok wejÅ›cia do komnaty wodnej. Podnosi prawÄ… Å‚apÄ™ i wskazuje oskarżycielsko na RaiÄ™, stojÄ…cÄ… na póÅ‚ce na przeciwnej Å›cianie pomieszczenia.]

Kota (oskarżycielskim tonem, głośno, nuta wyrzutu):

Nie mów, że i ty nie widzisz

Jak pod królem cierpi lud

Z naszych jÄ™ków ciÄ…gle szydzisz

Choć wraz z nami cierpisz gÅ‚ód

[Opuszcza łapę, wskazując na zebrane lwice. Jedne kiwają z przyzwoleniem głową, inne wstydliwie odwracają wzrok. W środku grupy stoi młodziutka, śliczna lwiczka - Busu, z przerażeniem patrząca to na Kotę, to na Raię. Kilka razy już podnosi łapę, aby zrobić krok w tę, lub inna stronę, ale ostatecznie zamiera, niezdecydowana.]

Prawisz nam o prawach prawych

Czy król też te mowy zna?

Może ślepo sądzi sprawy

Jak jest ślepa miłość twa

[Na sÅ‚owa „Może Å›lepo...” Kota zasÅ‚ania Å‚apÄ… oczy, udaje, że robi krok w wprzód i spada z póÅ‚ki. Przebitka kamery na wÅ›ciekłą RaiÄ™. Piaskowofutra unosi prawÄ… (rannÄ…) Å‚apÄ™, uciszajÄ…c wzburzone stado.]

Raia (może nawet gÅ‚oÅ›niej – ton oburzenia i niedowierzania.):

Zbyt surowe dla was prawa?

A jak chcecie żyć bez praw

[Zranioną, prawą łapą uderza o skalną ścianę. Ze skaleczenia kilka kropel krwi spada na skałę.

To królestwo, nie zabawa

I nie rzÄ…dzi król dla braw

[Pokazuje na niezdecydowaną Busu, a ta kuli się ze wstydu. Głos piaskowofutrej przybiera smutny, czuły i niemal matczyny ton.]

On dba byście w żyły w zgodzie

Z tym co każe Życia Krąg

[Wskazuje na źródÅ‚o pod sobÄ… i ostrożnie schodzi na dóÅ‚.]

To nie tyran, to dobrodziej

Mamy pokój z jego rÄ…k

[Zanurza łapę w zbiorniku, wyjmuje z niego skorupę kokosa, pełną picia. Podaje ją przestraszonej lwiczce.]

Ref. (CaÅ‚e stado prócz Rai i Koty):

WÅ‚adca serc – wÅ‚adca dusz

Czy to nie jest tyran już?

Gdy do piersi tuli nas

Czy nie dusi wtedy wraz

[Obraz wnÄ™trza jaskini odpÅ‚ywa, i widzimy zbiorowe wspomnienie stada – Dhalimu podczas pogrzebu Kiary: po zostawieniu ciaÅ‚a królowej-matki na szczycie ZÅ‚otej SkaÅ‚y, podchodzi do jednej z pÅ‚aczÄ…cych lwi i obejmuje jÄ… z bratniÄ… czuÅ‚oÅ›ciÄ…. Zbliżenie na twarz tej samicy – scena wokóÅ‚ zmienia siÄ™ ze szczytu ZÅ‚otej SkaÅ‚y na wnÄ™trze jaskini. Lwica nagle otwiera oczy, trzÄ™sie gÅ‚owÄ…. Z jej policzków spÅ‚ywajÄ… dwie Å‚zy, jednoczeÅ›nie oddycha głęboko, jakby przed chwilÄ… siÄ™ dusiÅ‚a.]

To przewodnik w trudny czas

Ale gdzie prowadzi nas

Czy ku niebu – w gwiezdny pyÅ‚

Czy do straty wszelkich sił

[Znów w tle obraz caÅ‚ego chóru ZÅ‚otych, ale na pierwszym planie wspomnienie – Dhalimu prowadzÄ…cy marsz lwic w piaskowej burzy.]

Druga zwrotka; Kota:

Pokój to krwiÄ… opÅ‚acony

Duma sługi, a nie lwa

[Zeskakuje pomiędzy stado. Spaceruje pomiędzy lwicami, zatrzymuje się przed Busu, i delikatnie szturcha ją łapą, zmuszając skuloną lwiczkę do wyprostowania się i podniesienia głowy.]

Cały kraj ma być szalony

Gdy szaleństwo władcy trwa?

[Patrzy prosto w oczy Busu, acz można odnieść wrażenie, że to właśnie wzrok Koty jest nieco szalony.]

Trzeba przerwać tę spiralę

SkoÅ„czyć spektakl próżnych Å‚ez

[Podchodzi do Å‚oża króla (uÅ‚ożonego kilka tygodni wczeÅ›niej przez RaiÄ™ i ruchem Å‚apy je rozsypuje.]

Å»yjmy wiÄ™c bez króla dalej

Przecież to jest życiem też!

[Podnosi kilka gałązek akacjowego chrustu i miażdży je w łapie.]

[Przebitka na Raię. Ona też chodzi pomiędzy lwicami, choć wyraźnie przy tym kuleje.]

Raia (głos jeszcze bardziej zaskoczony i pełny oburzenia.]

Podnieść na monarchę łapę?!

To w swe serce szpony wbić!

[Potyka siÄ™, być może z powodu emocji. Jedna siedzÄ…cych samic natychmiast wstaje, aby podtrzymać chwiejÄ…ca siÄ™ przyjacióÅ‚kÄ™. Raia dziÄ™kuje skiniÄ™ciem gÅ‚owy, ale Å›piewa dalej.]

My z nim jedno – myÅ›lcie zatem:

Służmy mu, bo chcemy żyć

[Idzie dalej, lwice wodzÄ… za niÄ… peÅ‚nymi wyrzutów sumienia spojrzeniami.]

Chcecie zrzucić ładu brzemię?

Porwał was szaleństwa zew!

[Dociera do Koty. PrzyjacióÅ‚ki chwilÄ™ mierzÄ… siÄ™ wzrokiem. ZÅ‚otofutra nie ustÄ™puje.]

Wasza wolność to więzienie

Rządzi w nim śmierć oraz gniew

[Raia wskazuje Å‚apÄ… na rozrzucone posÅ‚anie króla i kiwa znaczÄ…co gÅ‚owÄ….]

Ref. (znów chór caÅ‚ego stada):

WÅ‚adca serc – miÅ‚ość da

Siły następnego dnia

[ZÅ‚ote nieÅ›miaÅ‚o podchodzÄ… i zaczynajÄ… zbierać akacjowy chrust, aby znów zbudować Å‚oże dla wÅ‚adcy. Zawiedziona Kota cofa siÄ™ kilka kroków.]

Czy bez jego czułych rad

Nas nie zmiażdży straszny świat?

Chociaż karze nas za zło

To ten ból też boli go

[Zbliżenia na poszczególne lwice. Oprócz zwykÅ‚ych blizn po skaleczeniach od burz piaskowych, w kilku przypadkach widzimy ewidentne Å›lady uderzenia lwiÄ… Å‚apÄ… (i to dużo wiÄ™kszÄ…, niż Å‚apa którejkolwiek z lwic)]

Każdy bunt to wybryk czczy

Bo nasz król to także my!]

[Złote kończą układać posłanie i w ciszy rozstępują się. Muzyka cichnie, a Raia rusza za Kota, pod ścianę komnaty.]

 

- Widzisz? – zapytaÅ‚a szeptem. – Nie zmusisz nas do zbrodni. A nawet jeÅ›li, to ja bÄ™dÄ™ broniÅ‚a Dhalimu do ostatniej kropli krwi. Z reszta... nie tylko ja. – NachyliÅ‚a siÄ™ ku uchu przyjacióÅ‚ki. – Niva prÄ™dzej umrze, niż spadnie choćby wÅ‚os z grzywy króla.

I w tedy do jaskini wbiegÅ‚a zadyszana Simmi. Niemal upadÅ‚a na progu, ale po kilku ciężkich oddechach przeÅ‚knęła sucha Å›linÄ™ i ruszyÅ‚a ku komnacie wodnej. Stado rozstÄ…piÅ‚o siÄ™, przepuszczajÄ…c mÅ‚odÄ… samicÄ™, a ta dopadÅ‚a źródÅ‚a i znużyÅ‚a pysk w wodzie. Po kilkunastu sekundach w jaskini zapadÅ‚a absolutna cisza, tak że byÅ‚o sÅ‚ychać jedynie gÅ‚oÅ›ne Å‚yki Simmi. W koÅ„cu lwica podniosÅ‚a gÅ‚owÄ™ i spojrzaÅ‚a na RaiÄ™ i KotÄ™. Na jej twarzy rysowaÅ‚ siÄ™ wyraz skrajnego przerażenia.

- Królowa... Niva nie żyje!

*

Taka dotarÅ‚ na LwiÄ… Ziemie spokojny i opanowany. Uprzejmie znosiÅ‚ radość i czuÅ‚oÅ›ci lwic ze stada, ale kiedy tylko oficjalna część powitania siÄ™ zakoÅ„czyÅ‚a, dyskretnie poprosiÅ‚ brata i siostrÄ™ na stronÄ™. CaÅ‚a trójka weszÅ‚a na szczyt Lwiej SkaÅ‚y, aby w promieniach zachodzÄ…cego sÅ‚oÅ„ca omówić sytuacje z bratnim stadzie.

- SÅ‚uchajcie... w ZÅ‚otych Piaskach dzieje siÄ™ źle. – zaczÄ…Å‚ bez zbÄ™dnych wstÄ™pów Taka. – Dhalimu nie wypeÅ‚nia powinnoÅ›ci króla.

- WiÄ™c... – ponagliÅ‚ go Dahabu. – Co w zwiÄ…zku z tym mielibyÅ›my zrobić?

- To nasz kuzyn! – odparÅ‚ z mocÄ… arbiter. – JesteÅ›my za niego odpowiedzialni, tym bardziej, że on nie okazaÅ‚ siÄ™ być odpowiedzialny za siebie.

- Ale jak moglibyÅ›my to zmienić? – zapytaÅ‚a Amala.

- Nie wiem. – przyznaÅ‚ Taka. – WÅ‚aÅ›nie dlatego was pytam. ZÅ‚ote Stado przysiÄ™gaÅ‚o swojemu wÅ‚adcy, wiÄ™c nie oÅ›mieli siÄ™ wystÄ…pić przeciw niemu. A ja... ja jestem arbitrem.

- Tak... – skinÄ…Å‚ gÅ‚owÄ… Dahabu. – GdybyÅ› byÅ‚ w stanie zÅ‚amać nietykalność monarchy, to... już byÅ› to zrobiÅ‚. – SpojrzaÅ‚ na brata znaczÄ…co, przypominajÄ…c niedawnÄ… scenÄ™ przy grobach. Taka uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ cierpko. – Ale zapytam hipotetycznie, gdyby...

- Nie. – odparÅ‚ czarnogrzywy. – On jest silniejszy i czeka na swoim terenie. Nie dokonaÅ‚bym tego.

- A ja? – zapytaÅ‚ ciszej król Lwiej Ziemi.

Arbiter zmierzyÅ‚ wzrokiem brata. Dahabu byÅ‚ silnym i zdrowym lwem, ale nie ulegaÅ‚o wÄ…tpliwoÅ›ci, że Dhalimu górowaÅ‚ nad nim budowa ciaÅ‚a. Poza tym, Lwioziemiec jeszcze nie doszedÅ‚ do siebie po napaÅ›ci trzech wÄ™drowców. Wciąż utykaÅ‚ na lewÄ…, przedniÄ… Å‚apÄ™, a blizny na jego boku dopiero zarastaÅ‚y Å›wieżym futrem. Taka ze smutkiem pokrÄ™ciÅ‚ gÅ‚owÄ….

- Nie wiem. Dużo byś ryzykował.

- PogrzaÅ‚o was? – pisnęła Amali. – Dah, ty musisz pilnować domu, a nie błąkać siÄ™ po cudzych królestwach. Taka, ty też siÄ™ nie do tego mieszaj. ZrobiÅ‚eÅ› swoje, twoje przymierze powstaÅ‚o. Możesz spokojnie zostać z nami na Lwiej Skale.

- MogÄ™. – odparÅ‚ czarnogrzywy, patrzÄ…c na brata. – Ale nie wolno mi. Jestem odpowiedzialny za to stado.

- Taka, sÅ‚uchaj... – przerwaÅ‚ Dahabu. – Niewiele mogÄ™ zrobić sam. Ale jeÅ›li zdobÄ™dziesz pewność, ze wszystkie lwice chcÄ… zdetronizować naszego kuzyna, to...

- ...zwoÅ‚amy kongres wszystkich królów lwich krain. – dokoÅ„czyÅ‚ mÅ‚odszy z braci. – Ja zwoÅ‚am, jako arbiter. I oni zadecydujÄ…, co dalej. JesteÅ› genialny.

- Hm... – szepnÄ…Å‚ Dahabu do siostry. – PrawdÄ™ mówiÄ…c, nie miaÅ‚em pojÄ™cia, co powie, ale przynajmniej podpuÅ›ciÅ‚em go do namysÅ‚u. – A gÅ‚oÅ›niej dodaÅ‚. – DziÅ› już nic nie zrobimy, chodź na dóÅ‚. Odpoczniesz i wyruszysz, kiedy uznasz za stosowne.

Trójka rodzeÅ„stwa ruszyÅ‚a ku wÄ…skiej Å›cieżce na dóÅ‚. SchodzÄ…c ze szczytu, Taka kilka razy zatrzymywaÅ‚ siÄ™, aby spojrzeÅ„ na widok ze skaÅ‚y. Nie wchodziÅ‚ tam od dobrego roku, a w dodatku wydarzenia ostatnich miesiÄ™cy zdawaÅ‚y siÄ™ dla niego wiecznoÅ›ciÄ… – dlatego stÄ™skniÅ‚ siÄ™ za domem i niczym maÅ‚y kociak podziwiaÅ‚ kolejny raz piÄ™kno rodowej siedziby. I w pewnym momencie Å‚apÄ… dotknÄ…Å‚ regularnych rys w kamieniu. „Co to takiego?” pomyÅ›laÅ‚, ale po chwili znalazÅ‚ proste wyjaÅ›nienie. „To tutaj wisiaÅ‚ kiedyÅ› Mufasa, a Skaza wyciÄ…gnÄ…Å‚ go z powrotem na Å›cieżkÄ™. SkaÅ‚a pamiÄ™ta te wydarzenia lepiej niż lwy.” Ale ruszyÅ‚ dalej, zostawiajÄ…c Å›lady przeszÅ‚oÅ›ci w spokoju. „Może to nawet nie sÄ… te rysy, ale mógÅ‚by nimi być. Ważne, ze przypominajÄ… historiÄ™.”

- Wspomnienia? – zapytaÅ‚a Amali.

- Można tak powiedzieć odparł czarnogrzywy.

Na dóÅ‚ zeszli bez przygód i stanÄ™li w jaskini kiedy ostatnie promienie sÅ‚oÅ„ca tonęły na horyzoncie. Jak siÄ™ okazaÅ‚o, w grocie czekaÅ‚ na nich nowy gość – Mtanga. WÄ™drowiec leżaÅ‚ w komnacie sypialnej, dyszÄ…c ciężko. Biti podawaÅ‚a mu wÅ‚aÅ›nie tykwÄ™ wody.

- Mtanga! – uÅ›miechnęła siÄ™ Amali. – Już jesteÅ›...

- Kochanie... – powiedziaÅ‚ powoli samiec. – StaÅ‚o siÄ™ coÅ› bardzo zÅ‚ego... SpojrzaÅ‚ na resztÄ™ stada.  czy możecie nas zostawić samemu z Dahabu i TakÄ…? – Lwioziemki niepewnie spojrzaÅ‚y na króla, ale kiedy ten skinÄ…Å‚ gÅ‚owÄ…, wyszÅ‚y zgodnie z jaskini. Amali jeszcze polizaÅ‚a partnera po policzku, ale potem także udaÅ‚a siÄ™ za stadem. A wÅ‚adca i czarnogrzywy usiedli obok wÄ™drowca, czekajÄ…c na opowieść. – Królowa Niva nie żyje. – powiedziaÅ‚ w koÅ„cu Mtanga.

- J... jak to... – jÄ™knÄ…Å‚ Taka.

- Po prostu: znaleziono jÄ… martwÄ… na pustyni. – odparÅ‚ lew. – Nikt nie wie, co siÄ™ staÅ‚o, ale...

- Ale... – powtórzyÅ‚ zaskoczony Dahabu.

- Lwice bojÄ… siÄ™ króla. – szepnÄ…Å‚ konspiracyjnym tonem wÄ™drowiec.

W jaskini rozlegÅ‚ siÄ™ zÅ‚owrogi zgrzyt. To król wysunÄ…Å‚ pazury i zaryÅ‚ nimi o kamiennÄ… podÅ‚ogÄ™. Przed oczyma Dahabu stanęło widmo Anasy, umierajÄ…cej na piasku. WÅ‚adca napiÄ…Å‚ mięśnie, zacisnÄ…Å‚ szczeki i trwaÅ‚ przez chwilÄ™ w milczeniu. To Taka odezwaÅ‚ siÄ™ pierwszy.

- Nie, to niemożliwe. – zaprzeczyÅ‚. – Dhalimu jest szaleÅ„cem pyszaÅ‚kiem, ale nie zabiÅ‚by swojej partnerki.

- Nie widziaÅ‚em tego. – skÅ‚amaÅ‚ gÅ‚adko wÄ™drowiec. – Ja tylko powtarzam, co mówiÄ… ZÅ‚ote. Tym biednych lwicom trzeba pomóc.

- Taka... – wychrypiaÅ‚ w koÅ„cu Dahabu. – Nie mogÄ™ nic ci kazać, jesteÅ› arbitrem, ale...

- Wiem. – skinÄ…Å‚ gÅ‚owÄ… czarnogrzywy. – PójdÄ™ tam raz jeszcze i zbadam, co siÄ™ staÅ‚o z NivÄ…. Choć to nie bÄ™dzie Å‚atwe. Nie jestem tam mile widzianym goÅ›ciem.

- WiÄ™c pójdź tam jako brat króla Lwiej Ziemi i przekaż mu pozdrowienia od kuzyna... – odparÅ‚ zdecydowany wÅ‚adca. – A jeÅ›li odkryjesz, że miaÅ‚ cokolwiek wspólnego z tÄ… Å›mierciÄ…, to... przekażę Dhalimu moje życzenia osobiÅ›cie! – ryknÄ…Å‚ niemal na caÅ‚e gardÅ‚o. SpojrzaÅ‚ w oczy brata i dodaÅ‚, nieco ze wstydem w gÅ‚osie. – Wybacz, że wysyÅ‚am ciebie. Ale muszÄ™ mieć pewność, że robiÄ™ dobrze. A póki co, muszÄ™ pilnować stada.

- Sir, może ja bÄ™dÄ™ potrafiÅ‚ pomóc? – zapytaÅ‚ Mtanga, z trudem kryjÄ…c chytry uÅ›miech. Lwy spojrzaÅ‚y na niego zdumione. – Ponoć Dhalimu jest potężnym i groźnym wojownikiem. Z caÅ‚ym szacunkiem Taka... ale nie masz przeciwko niemu szans. – Czarnogrzywy skinÄ…Å‚ gÅ‚owa z pokora. – A przynajmniej, samemu. Jestem wÄ™drowcem, znam wielu takich jak ja. Dajcie mi kilka tygodni czasu, a znajdÄ™ lwy, które pomogÄ… przywróciÅ‚ Å‚ad w ZÅ‚otych Piaskach.

- Tak, to dobry pomysÅ‚. – powiedziaÅ‚ Dahabu. – OczywiÅ›cie, jeÅ›li sami nie zaatakujecie wÅ‚adcy, a zyskacie upoważnienie innych lwich monarchów. Ale dobrze, przygotuj taki oddziaÅ‚. Taka, ty mimo wszystko musisz iść jak najszybciej. JeÅ›li to Dhalimu zabiÅ‚ partnerkÄ™, wszystkie ZÅ‚ote sÄ… w niebezpieczeÅ„stwie.

- WyruszÄ™, jak tylko wypocznÄ™. – zgodziÅ‚ siÄ™ Taka.

- Ja pójdÄ™, kiedy bÄ™dÄ™ mógÅ‚. – wtrÄ…ciÅ‚ Mtanga. Nieco nadwerężyÅ‚em nogÄ™ podczas marszu. Ale też postaram siÄ™ wykonać swojÄ… rolÄ™ jak najszybciej. – A w myÅ›li dodaÅ‚: „I liczÄ™, że wy swoje role odegracie sprawnie. Powodzenia, moi aktorzy!”

 

NiedÅ‚ugo potem Lwioziemcy i ich goÅ›cie uÅ‚ożyli siÄ™ do niespokojnego snu. Lwice byÅ‚y zdenerwowane, choć nie wiedziaÅ‚y konkretnie czego majÄ… siÄ™ bać. Amali, wtulona w bok Mtangi, wzdychaÅ‚a przez sen, zarówno z trwogi o partnera, jak i mÅ‚odszego brata. WÄ™drowiec zaÅ› musiaÅ‚ Å›nić już sny o potÄ™dze. Dahabu zasnÄ…Å‚ z wyrazem wÅ›ciekÅ‚oÅ›ci na pysku i wysuniÄ™tymi jak do walki pazurami. JÄ™czaÅ‚ i warczaÅ‚ przez sen. A Taka spaÅ‚ cichy i rozluźniony. Tak, baÅ‚ siÄ™ o los ZÅ‚otych Lwic i Koty, ale wiedziaÅ‚, że już niedÅ‚ugo wróci, aby stanąć u ich boku. Nie wiedziaÅ‚, jak potoczy siÄ™ przyszÅ‚ość, ale zamierzaÅ‚ zrobić wszystko, aby drogie mu lwice wyszÅ‚y z tej katastrofy obronnÄ… Å‚apÄ…. CzuÅ‚ takÄ… pewność i spokój, jaki mógÅ‚ odczuwać jedynie żoÅ‚nierz tuż przed krwawÄ… bitwÄ….

Logowanie

Cytaty

Tam twój dom, gdzie twój zadek!

-- Pumba