19 – Epilog (kolejny obrót Kręgu)
Oto koniec historii o Zirze. Tej historii. Jeśli opowieść Wam się podobała (i wyrazicie to wystarczająco mocno;), epilog stanie się kiedyś prologiem do innej opowieści. Jakiej? Sami zobaczycie.
- Nie bała się. Była gotowa. – dokończył Taka, spoglądając na słuchaczy.
Lwice leżały nieruchomo, we wnętrzu Złotej Groty, niektóre z zamkniętymi oczyma, ale żadna z nich nie spała. Jego historia, podobnie jak wcześniejsza opowieść o Skazie, zaczarowała Złote na dobre. Nie była to zasługa talentów samego opowiadającego, a raczej treści jego słów. Nikt nie pozostał obojętny wobec nich, zwłaszcza w tamtym miejscu.
Taka, lew noszący imię po swoim sławnym dziadku, królu Skazie, był młodszym bratem króla Lwiej ziemi Dahabu oraz księżniczki Amali. Samiec, raczej kruchej budowy, miał piaskowe futro i czarną grzywę, zapewne spadek po słynnym przodku. Jednak pewien szczególny element urody wyróżniał go od zarówno Lwioziemców, jak i Złotych. Była to rudopiaskowa broda porastająca jego wychudłą szczękę. Być może nadawało mu to poważniejszego wyglądu, co pomimo młodego wieku czyniło go doskonałym trubadurem i arbitrem stad. Od kiedy pojął się zadania zachowania kontaktu pomiędzy rozdzielonymi Drugą Suszą Lwią Ziemią i Złotymi Piaskami, stał się także nieformalnym historykiem obydwu królestw. W ciężkich czasach, w których przyszło mu żyć, oprócz delikatnej roli dyplomaty i rozjemcy, również zadanie trubadura było poważne i potrzebne, gdyż wzmacniało ducha. Nawet Dhalimu to rozumiał, więc pozwalał mu odwiedzać Złote Stado.
- Jejku... – wyszeptała Kota, piękna lwica i lśniąco złotym futrze i zielonych oczach. – Nigdy nie patrzyłam w ten sposób na Zirę...
- Przestań! – przerwał król Dhalimu. Wielki, brązowogrzywy lew wstał i wszedł do kręgu lwic. – To tylko plotki... bajki...
- To historia twojej babki. – odparł pewnie Taka. – A więc i mojej babki: królowej Ziry. Pamiętaj o tym, sir.
Król zatrząsł się z gniewu, jakby chciał uderzyć młodszego i słabszego samca, ale zaraz potem wybuchł śmiechem.
- Tak! Mój kuzyn dobrze prawi! – zawołał. – Chwalmy Zirę, moją babkę, matkę mojego ojca, Kovu! Niech żyje chwała naszego rodu! – podszedł bliżej do księcia Lwiej Ziemi i szepnął mu do ucha. – Ale nie opowiadaj mi tu już żadnych bajek o zamachach na władców... nie chciałbym być zmuszony cię zabić!
- Nie tylko ja znam takie historie. – odparł ten. - Prędzej czy później i tak je usłyszysz... kuzynie! – dokończył lodowatym tonem. Monarcha znów się zaśmiał.
- Lubię cię, Taka. Co za szkoda, że jesteś drugi w kolejce do tronu... Co za szkoda, że Dahabu cię wygnał... Ale cóż, nic na to nie poradzisz... królobójstwo to wszak straszna zbrodnia, nie sadzisz?
- Mój brat mnie nie wygnał! – odparł spokojnie lew. – Podjąłem się mojej misji z własnej woli.
- Misji królewskiego posłańca? – zapytał Dhalimu z ironią. – I bajkomówcy? Cóż, dobrze mieć w życiu jakiś cel...
- Musze już iść, kuzynie. - syknął Taka i skłonił się przed królem, nie okazując jednak choć cienia szacunku. Dodał głośniej. – Mój brat czeka na wieści ze Złotych Piasków.
- Powiedz mu, że u nas jest dobrze. – rozkazał król.
- Powiem mu, co widziałem. – odparł Taka. Król uśmiechnął się, kryjąc palący go gniew.
- A więc dobrze, odpłaciłeś nam bajką za mięso, które zjadłeś i wodę którą wypiłeś. Lubię takie historyjki. Ale teraz wracaj do swej <misji>.
- Tak jest, sir. – syknął wędrowiec, wybiegł z królewskiej jaskini i skierował się ku pustyni. Ruszył powoli, oszczędzając siły na trudny marsz przez pustkowie.
- Wyruszymy na polowanie za godzinę. – oznajmił lwicom Dhalimu. – Przez ten czas możecie odpocząć.
W porze suszy dawało się polować tylko nocą. Życie stało się ciężkie, i w Lwiej Ziemi i w Złotych Piaskach i innych królestwach, z którymi nawiązano kontakt i przymierza, dzięki podróżom Taki. Ale w ojczyźnie Złotego Rodu, życie było szczególnie ciężkie. Rządy króla Dhalimu czyniły je niemal piekłem i dla lwic i dla gości.
*
Kota dogoniła go, gdy już opuszczał Domowe Trawy. Słyszał wcześniej jej bieg, więc zatrzymał się i czekał, aż lwica dotrze. Jednak zanim go dotknęła, powiedział niepewnie.
- On może nas obserwować.
- Może. – potwierdziła lwica i objęła go mocno. – Ale nic mnie to nie obchodzi. – polizała go w policzek i dodała. - Mam dość tego strachu... i mam nadzieję, ze pewnego dnia i ty go odrzucisz.
Taka westchnął i odwrócił się ku ukochanej. Spojrzał w jej zielone oczy i powiedział zmęczonym i zbolałym głosem.
- Rozmawialiśmy o tym setki razy. Nie mogę nic zrobić! – Ona spuściła wzrok ku ziemi i odparła ze smutkiem.
- On chce, abym została jego partnerką. Żałoba po Nivie skończy się za tydzień.
- A więc będziesz królową... – powiedział Taka, udając radość. W rzeczywistości, gotował się od żalu.
- Będę zabawką tyrana! – chlipnęła Kota. – Nie widzisz tego? Nawet nie wiemy, jak zginęła Niva, ale jednego jestem pewna: zanim to się stało, miała ciężkie życie. Bił ją i poniżał, a w dodatku...
Taka westchnął ponownie i przerwał lwicy.
- Mogę ci zapewnić azyl na Lwiej Skale. Nie żyję z bratem na przyjaznej stopie, ale takiej prośbie nie odmówi.
- Nie! – wykrzyknęła Kota. – Całe moje stado cierpi. Cierpimy od suszy, ale to nie jest nawet w połowie tak straszne, jak rządy tyrana.
- Jest prawowitym królem! – odparł lew, ale sam nie uwierzył we własne słowa. – Jest synem mojego stryja Kovu i cioci Kiary. Co miałbym zrobić? Obalić go? – spojrzał w piękne oczy lwicy, w tamtym momencie, wypełnione łzami. – To mój krewniak! Nie mogę podnieść łapy na własną rodzinę. Mogę tylko powiedzieć bratu...
- ...który myśli tak samo jak ty. – dokończyła Kota. – I nic się nie zmieni.
- Kota... – szepnął Taka i uścisnął lwicę. – Kocham cię, i chciałbym, abyśmy byli razem. A nawet jeśli nie, to chciałbym, abyś żyła szczęśliwa i bezpieczna. Ale nie możesz ode mnie wymagać, abym złamał zasady, które głoszę innym. To nie chodzi o nas... to znacznie ważniejsze, niż los pojedynczego lwa. To jest Krąg Życia! Nie możemy walczyć przeciw niemu.
- Twój dziad mógł. – odparła Kota. – I twoja babka... Opowiadasz takie piękne historie, że aż żałuję, iż nie są prawdziwe.
- One są prawdziwe! – gorąco zapewnił Taka, ale lwica wciąż mówiła.
- Może kiedyś były. Ale co z tego, jeśli dziś nie ma już nikogo takiego jak Zira, Skaza, Hawaa, Tanabi czy Amini? Zostały tylko martwe legendy po nich.
- Mam go zabić? – zapytał wprost Taka. – Jestem słabszy, mam znikome szansę przetrwać pojedynek, ale jeśli chcesz, spróbuję. Nie boję się śmierci, ale boję się bezsensownej śmierci. Mogę wyzwać Dhalimiego, ale nawet gdybym, jakimś cudem, wygrał, nie miałbym prawa zając jego miejsca. To przecież...
Kota przerwała tę przemowę pocałunkiem, po czym odpowiedziała łamiącym się głosem.
- Wiem i za to też cię kocham. Jesteś honorowy i zawsze posłuszny prawom. Los nie jest sprawiedliwy: kocham cię z powodu cechy, która nie pozwoli nam być razem. – spojrzała na ziemię. – Masz rację... Idź już, zanim Dhalimu nas zauważy. Kiedy znów przyjdziesz?
- Spróbuję za miesiąc. Jeśli nie będzie powodu, wymyślę go.
- A ja spróbuję wymknąć się na kilka dni. Daj tylko znak Akrze lub Simmi, a ja cię znajdę w Suchej Oazie. Ale nie mam pewności... za miesiąc będę już...
- Żegnaj Koto! – przerwał jej Taka. Nie mógł tego dłużej słuchać. Polizał policzek ukochanej i odwrócił się na południowy wschód. Ruszył tak szybko, jat tylko mógł, nie zważając na groźbę wyczerpania na pustyni. Właściwie, to mógł umrzeć w drodze. Wreszcie miałby spokój.
*
No i doczekał się. Nie dłużej niż godzinę po opuszczeniu Złotych Piasków, na chwilę przed zachodem słońca, dostrzegł pierwsze zwiastuny burzy piaskowej. Wiedział, że był zbyt daleko od włości kuzyna, by wrócić, a w okolicy nie było żadnego schronienia. A więc położył się płasko na ziemi i czekał.
„Dziwaczny wiatr.” Pomyślał. „Zerwał się tak szybko... Nie widziałem nigdy tak nagłej burzy, bo przecież dziś nie było żadnych znaków... cóż, chyba ostatecznie wpadłem. Ciekawe, czy tylko mnie porani, czy oczyści moje kości z mięsa. Chyba moja kariera jako arbitra dobiegł końca. O, Koto! Jak to dobrze, że już nie będziesz się musiała męczyć z takim nieudacznikiem jak ja.” I w tym momencie zrozumiał, że całe życie... uciekał od życia. Był młodszym bratem króla i pokornie pozwolił się wygnać, a nawet wygnał się sam, ruszając w podróże. Pełnił przydatną służbę, rozdzielał w czasach głodu wspólne tereny łowieckie graniczących ze sobą stad, ale podjął się tej misji, bo nie miał nic innego do roboty. „Arbiter!” pomyślał. „Kto będzie mnie pamiętał, kiedy ta burza piaskowa rozerwie mnie na strzępy. Znajdą innego rozjemcę i historyka, nie wspominając o mnie nawet jako o jako choćby drugoplanowym bohaterze ich opowieści! Kota miała rację...”
I wtedy pierwszy podmuch wiatru uderzył leżącego lwa. Ten w myślach zawołał rodziców, Vitani i Tanabiego, aby powitali go w krainie przodków. Jednak na wszelki wypadek, zawołał też o pomoc do Spartiego, patrona podróżujących przez pustynię. Miał niewielkie szanse przeżycia, ale skoro nie zabił go pierwszy podmuch...
„Hm? Co się dzieje?” zdumiał się, wciąż wciskając twarz w piasek. Wiatr ucichł.
Taka ostrożnie podniósł głowę i otworzył oczy. Przed sobą ujrzał chmurę piachu i natychmiast wyobraził sobie jak drobne ziarenka masakrują jego twarz, zanim silniejsze uderzenie burzy ostatecznie go dobije. Ale nic takiego się nie stało.
- Na Gwiazdy! Co to ma znaczyć? – wymamrotał, widząc ze złoty obłok przed nim unosi się nieruchomo w powietrzu, jedynie w środku kłębiąc się dziwacznie. Nagle dostrzegł sylwetkę, kształtującą się we wnętrzu chmury, sylwetkę lwicy. Ta odezwała się, ironicznym, ale przyjacielskim głosem.
- No proszę, kogo my tu mamy. Jesteś Taka, syn Vitani i Tanabiego! – Cień podszedł bliżej, obejmując go obłokiem. Lew poczuł, że drobinki piasku uderzają w jego furto, ale delikatnie, nie czyniąc mu najmniejszej krzywdy. Otworzył też oczy, które przed odruchowo zacisnął chwilę wcześniej. Nic się nie stało. – Zawsze cię lubiłam... zwłaszcza z powodu imienia! – dodała zjawa.
- Zira! – wyszeptał zdumiony Taka. – Babcia Zira! – pochylił głowę z szacunkiem. – Witaj na ziemi, pani. A może to ja jestem martwy? – zapytał niepewnie. Ale czuł się żywy jak nigdy wcześniej. Nie, raczej nie zginął. – Co sprowadziło cię tutaj z nieba?
- Twoja głupota. – odparła królowa z rozbrajającą szczerością i podeszła do wnuka. Jej sylwetka zmieniła się z piaskowego obłoku w niemal materialne ciało. – Spójrz na siebie! Mógłbyś być porządnym lwem... gdybyś tylko chciał! – dotknęła jego ramienia. – Czemu odmówiłeś Kocie? Mógłbyś być już królem...
- ...z Przeszłości. – dokończył lew, a lwica roześmiała się głośno.
- Dobre! Pozwolisz, będę cytować. – odparła rozbawionym głosem. – Kiedyś poznasz Tarkiego i zobaczymy, czy... no, nie ważne. Tak, wiem, że jesteś słabszy. Wiem, że prawdopodobnie zginąłbyś w pojedynku... Ale przecież nie tego się boisz. Ktoś kto z własnej woli błąka się po pustyni w czasie suszy i pasatów, tylko po to, aby utrzymać łączność między zaprzyjaźnionymi stadami i nakłonić je do współpracy... jest albo szalony albo gotowy na śmierć. Albo taki i taki, co widzę na twoim przykładzie. Więc czemu nie chcesz wyzwać Dhalimiego?
- Jest moim krewnym. – odparł Taka. – I prawowitym królem. Nie mam prawa...
- ...bronić lwicy, którą kochasz? – dokończyła Zira. – Nie przyszło ci do głowy, że to raczej marne prawo?
- To Krąg Życia. – powiedział lew. – Moim obowiązkiem jest go strzec.
- Doskonale! – Zira klasnęła łapami. – Ale ja sądzę, ze jest odwrotnie: to on ma cię strzec. Ty też tak myślisz, tylko boisz się przyznać. Jesteś taki sam, jak twój dziadek!
- Złamałbym prawa...
- Dhalimu łamie prawa! To tyran! Nie dba o poddanych, a ty masz prawo go obalić... jako potomek królewskiego rodu. Złote Lwice nie ośmielą się podnieść łap na władcę, gdyż nie mogą go sądzić. Ale ty możesz, nie jesteś jego poddanym. Nie złamiesz żadnej przysięgi i pozostaniesz godzien objąć władzę.
- Jestem zbyt słaby, aby wygrać z Dhalimu. – powiedział Taka cicho.
- A Skaza był zbyt słaby, aby pokonać Mufasę. Był zbyt słaby, aby przetrwać suszę i uratować swoje stada. No i był zbyt słaby, aby odzyskać tron dla Vitani. Ale on to wszystko zrobił! Wiesz o tym, skoro opowiadasz te historie tak często... – podeszła jeszcze bliżej do wnuka i szepnęła mu do ucha. – Zdradzę ci sekret... Słabość to tylko stan umysłu.
- Pomogłabyś mi? – zapytał nieprzekonany lew.
- Już to zrobiłam, Taka. – odparła, powoli rozwiewając się z powietrzu. – Już to zrobiłam.
Po minucie delikatnego wiatru, reszki piaskowego obłoku znikły. Taka spostrzegł, że była już noc, zwykła i spokojna noc. Spojrzał uważnie dookoła, po czym wybuchł śmiechem.
A więc po opowiedzeniu tylu opowieści, zrozumiał, że... żadnej z nich nie zrozumiał. Śpiewał o bohaterach przeszłości, bez potrzeby zadania sobie pytania, czy takie lwy mogłyby być potrzebne w przyszłości. No więc po co opowiadał? Żeby zrobić wrażenie na Kocie? Tej Kocie, którą właśnie zostawił samą, na łasce szalonego tyrana? Zacisnął łapę w pięść i uderzył nią o ziemię. Królowa Piasku miała rację: jego słabość była tylko stanem umysłu. Miał to szczęście, że myśl można było, zmienić zawsze. Nie bez trudu, ale zawsze.
Taka miał więc coś ważnego do zrobienia. Odwrócił się i ruszył z powrotem ku Złotym Piaskom.