Królowa Piasku-XVIII

18 – Królowa Piasku


Świt na Złej Ziemi.

Świt porażki i wstydu.

Zira, na czele stada, dotarła do Złotej Hali tuż po wschodzie słońca. Utykała, podobnie jak Vii, Thela i Doria – lwice które przetrwały wyprawę na Lwią Ziemię. Te również były ranne, ale urazy ciała nie były nawet w połowie tak bolesne jak blizny w sercu. Przegrali, być może z powodu zdrady, ale taka klęska paliła równie gorąco. Nie pomścili Skazy, dowiedzieli się, że Shakisa była, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, martwa.

Słońce oświetlało cztery wycieńczone lwice, za którymi podążała kolejna piątka, niedopuszczona do ataku z powodu wcześniejszych obrażeń. One były jednak w lepszej kondycji niż wojowniczki dnia poprzedniego. Anga niosła Hawę w zębach, podobnie jak Ndugu niosła Vitani, a na końcu procesji szedł ponury Nuka. Nie płakał, ale tylko dlatego, że zabrakło mu już łez. Wewnątrz palił go żal po Ramie i Aminim. Dopiero wtedy odkrył, jak bardzo był przywiązany do starej lwicy, którą nazywał ciocią. A Amini... ten zabłysł w emocjonalnym życiu lewka niczym supernowa, aby zgasnąć ledwie kilka dni później. To nie było uczciwe! Przecież Nuka stracił tak niedawno ojca, a potem zaraz ciotkę i nowego przyjaciela. Na dodatek zrozumiał, że jego matka wciąż znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, zagrożona przez nienawiść Simby.

- Chodź, Nuka! – zawołała Asana. – Może cię wsiąść na plecy...

- Jesteś tam ranna. – zauważył ponuro kociak.

- Prawie się zagoiło. – zachęciła go złota lwica. – I jeśli nie będziesz się wiercił...

- Lepiej nie, ciociu. – odparł Nuka. – Musisz wypoczywać... jak wszyscy.

Ale sam przyśpieszył i dogonił Angę z Hawą. Kotka spała po dramacie nocy, kołysząc się w chwycie opiekunki.

- Nie ważne... – powiedział syn Skazy. – Chciałem się tylko upewnić, że wszystko jest w porządku... – poczuł, że te słowa brzmią jakoś niestosownie. – A przynajmniej, nie jest najgorzej. – dodał.

Gdy weszli do Złotej Hali, niemal natychmiast położyli się spać. Zira tylko upewniła się wzrokiem, że Vitani usadzono na złotym tronie, po czym padła na ziemie tam gdzie stała. Po raz pierwszy w życiu, to Nuka poszedł do matki i dał jej całusa na dobranoc – dotychczas było odwrotnie. Ale Zira nawet nie zauważyła tej zmiany, bo już zdążyła zapaść w głęboki sen.

Więc Nuka poszedł do Angi, układającej do snu Hawę.

- Jest w szoku. – wyjaśniła lwica. – Ktoś musi przy niej czuwać cały czas.

Nuka odpowiedział głosem nad wyraz poważnym, jak na kociaka.

- Idź spać, ciociu. Ja z nią zostanę.

Więc lwica odeszła w spokojniejsze miejsce hali i legła twardym snem, a Nuka położył się i przytulił do kotki. Spała niespokojnym snem, od czasu do czasu mrucząc ze strachem. Ale po chwili kojącej obecności Nuki, uspokoiła się i pogrążyła w bardziej radosne marzenia. Nuka poczuł się również lżej, kołysany przez regularny oddech przyjaciółki. Zamknął oczy, mając nadzieję, że zaraz zaśnie, a kiedy się obudzi, straszne wydarzenia poprzednich dni okażą się jedynie koszmarem.

*

Niemal wszyscy ocknęli się do zmierzchu. Wstawali w ciszy, jakby wciąż nie wierząc, co się stało. Ostatnia otworzyła oczy Zira.

- Skazo? – zawołała w ciemność komnaty. Nikt się ośmielił się odpowiedzieć królowej, lub przypomnieć jej, że król nie żył. – Skazo, gdzie jesteś... – wtem klątwa wspomnień zalała umysł władczyni, a ta wydała krótki syk bólu. – Amini... – dodała ciszej, ale kolejny raz nikt nie mógł jej odpowiedzieć

Zira padał nieruchomo na ziemię i trwała tak przez długie minuty. W końcu wstała niepewnie i spojrzała na swoje stado. W milczeniu liczyła siostry, acz nie dlatego, że nie znała ich liczby, ale ponieważ wciąż nie wierzyła, że ta liczba zmniejszyła się od dnia poprzedniego. Potem powiedziała, łamiącym się głosem

- Siostry... zawiodłam was, jako królowa. – szmer zdumienia przebiegł pomiędzy lwicami. – Pozwoliłam na naszą klęskę i widzę w tym swoją winę. – pomruk stał się głośniejszy. – Powinnam ustąpić z tronu! – I nagle cisza przecięła wnętrze kopca. – Wybierzecie lwicę, która zostanie regentką, do czasu aż Nuka dojdzie do odpowiedniego wieku i...

Stado wybuchło. Wszystkie Złote zaryczały, wzbudzając groźne echo i trzęsąc ścianami kopca. Nawet Hawaa, w pierwszej chwili przerażona tym krzykiem, sama dołączyła z całą mocą swego kocięcego gardła. Złote Stado jednak ucichło, gdy Zira podniosła łapę.

- O co wam chodzi? – zapytała, przerażonym głosem. Wtem w hali rozbrzmiał nieśmiały krzyk kotki. Hawy.

- Nie, moja pani... Nie poddawaj się! Potrzebujemy cię wszyscy!

Lwice spojrzały na kociaka, urodzonego na Lwiej Ziemi, ale nie ze złością czy pogardą, ale podziwem.

- Ma rację! – zawołała Vii. – Ty jesteś naszą królową!

- ZŁOTA KRÓLOWA! ZŁOTA KRÓLOWA! – zagrzmiał krzyk całego stada. Zira powoli wdrapała się na hałdę ziemi w środku komnaty. Kiedy stanęła na szczycie, krzyki ucichły.

- Wiecie, co wczoraj zrobiłam? – zapytała.

- Dowiodłaś odwagi wobec silniejszego wroga! – odparł któraś z lwic. Zira w ciemnościach nie dostrzegła jednak która.

- Ale przez to zginęli nasi przyjaciele. – dodała.

- Od dziś będą nas wspierać z nieba! – krzyknęła inna ze Złotych.

- Razem z lordem Skazą! – dodała inna.

Nie było już miejsca na wątpliwości – Złote Stado było pewne czego chce, a chciało swojej królowej. Zira widziała w ich oczach przyjaciółek oddanie. Nikt nie winił jej za porażkę. Nikt nawet nie myślał, że można było walczyć lepiej i skuteczniej. A wszystkie Złote nadal były lojalne wobec pamięci po Skazie.

- Siostry! – zawołała. – Wrogowie, stronnicy uzurpatora, raz nas pokonali, ale nie jeszcze nie zwyciężyli. – ryk znów zabrzmiał w Złotej Hali. – Pamiętamy o naszym dziedzictwie i odzyskamy je! – lwice ryknęły po raz kolejny. – Powiodę was do zwycięstwa... lub zginę, próbując. Ale nie mam zamiaru umierać, dopóki nasza misja się nie skończy. A wy?

- ZŁOTA KRÓLOWA! ZŁOTA KRÓLOWA! – ryczały Złote, podnosząc łapy w salucie dla monarchini. Pod jej przewodnictwem, były jednym. Władczyni powoli zeszła z hałdy, uważając by nie urazić naciągniętych mięśni i skręconych stawów, po czym podeszła do Hawy. Kotka trzęsła się, ale z zimna, nie ze strachu. Patrzyła w oczy królowej pewnie, tym pewniej, od kiedy Nuka położył jej łapę na ramieniu.

- Moje dziecko... czemu poszłaś z nami?

- Nie jestem Lwioziemką! – odparła kotka poważnym głosem. – I nigdy nie byłam. Nie jestem jak oni i nie chce mieć udziału w ich strasznych czynach. Proszę, przyjmij mnie do swego stada...

Zira spojrzała na nią ze zdumieniem, milczała chwilę, po czym spytała.

- Gdzie jest twoja matka? – oczach dziecka pojawiły się dwie łzy.

- Nie żyje... Simba ją zabił, kiedy dowiedział się, że poszłam was ostrzec...

Ryk oburzenia wybuchł w hali. Lwice nie mogły uwierzyć w to, co słyszały.

- Nie żyje. – powtórzyła Zira wstrząśniętym głosem. – A ty szłaś nas ostrzec?

- Przybyłam za późno, pani. – chlipnęła kotka. – Wybacz.

- Na Gwiazdy... – jęknęła zdumiona odwagą i siłą woli kociaka. – Jesteś nasza... bohaterką! Zaryzykowałaś życie dla nas!

- Na próżno, pani... – chlipnęła i wybuchła płaczem.

- Ale... twoja matka była stronniczką Simby... – mruknęła Zira z niedowierzaniem. – Czemu on by...

- SIMBA NIE JEST KRÓLEM! – krzyknęła z płaczem kotka. – NIE JEST TAKI JAK PAN SKAZA! TO ZWYKŁY TYRAN! – i dodała ciszej, ale jeszcze żałośniej. – Nie chce mieć z nim nic wspólnego. Proszę, ty bądź moją władczynią, ciociu Ziro.

Lwica westchnęła i spojrzała na Nukę. Lewek prosił oczyma: pozwól jej zostać! Pozwól jej zostać! Ale to nie było konieczne. Zira była tak zafascynowana czynem Hawy i tak oczarowana odwagą kotko, że nie sama nie chciała jej oddawać. Jednak zaproponować powrót do Simby musiała.

- Czy wiesz, co to oznacza? Jeśli zostaniesz z nami, będziesz cierpiała głód i pragnienie, gdyż czas naszego powrotu na Lwią Ziemię nie jest bliski. – Królowa wiedziała, że za kilka miesięcy urodzi się Kovu i kociaki Dorii, Vii oraz Theli. Tak więc stado zostanie obarczone obowiązkiem utrzymania nowego pokolenia, co skutecznie uniemożliwi im walkę. Będą musieli czekać, aż kociaki podrosną. Więc spojrzała na Hawę z niemal matczynym ciepłem w oczach. – Możemy przeprawić cię na drugi brzeg, a ty możesz powiedzieć Simbie, że uprowadziliśmy cię siłą. Wrócisz na Lwią Skałę i będziesz żyła w dostatku, ale my nie zapomnimy, co dla nas zrobiłaś, i w dniu, kiedy wrócimy do królestwa, nie stanie ci się krzywda. Przysięgam!

- Nie! - załkała Hawaa. – Chcę zostać, cokolwiek by to znaczyło. Nauczę się polować, przydam się w stadzie...

- Już się przydałaś. – przerwała Zira. – I już zasłużyłaś na naszą wdzięczność. Ale pytam cię: czy jesteś gotowa, aby żyć na tej ubogiej ziemi? Nie możemy obiecać ci luksusów i łatwego życia... a jedynie miłość i wierność naszego stada.

- Jestem gotowa, moja królowo! – uśmiechnęła się Hawaa przez łzy.

- A wiec witaj na Złej Ziemi, moje dziecko! – zawołała Zira, a lwice ryknęły z szacunkiem i dumą. Straciły siostrę i brata, ale tego dnia stado zostało wzmocnione po niedawnych ranach. Wzmocnione przez odważną duszę, która nie bała się losu Wygnańca.

- Niech żyje królowa! – szepnęła Hawaa i została czule przytulona do serca Ziry.

*

I to właściwie jest prawdziwy początek historii. Od tego dnia zaczęła się prawdziwe życie na Złej Ziemi, twarde i męczące. Ale w tej walce z samym Kręgiem Życia było coś wzniosłego i wspaniałego, coś, czego nie każdy w życiu doświadczył. Ta droga była znaczona łzami, ale łzami bohaterów. Odwagę łatwo jest dostrzec nawet na co dzień, jeśli się patrzy uważnie.

- Nuka! – zawołała Hawaa słabym głosem. – Jestem GŁODNA!

Leżała na ziemi przed wejściem do Złotej Hali, czekając aż lwice wrócą z ich wyprawy. Skromny zapas żywności, który Zira zostawiła kociakom, szybko się wyczerpał, a Hawaa czuła potworne rwanie w żołądku i stwierdziła, że ma zawroty głowy. Zamglonym już wzrokiem zauważyła Nukę, idącego ku niej z jakimś ładunkiem w ustach.

- Nuka... tak mi przykro... – chlipnęła. – Ja się nie chcę skarżyć... ale JESTEM GŁODNA!

Syn Skazy podszedł do przyjaciółki położył przed nią pustynnego szczura.

- Może nie jest pyszny, ale bardzo sycący! – powiedział, udając wesoły nastrój.

Ona niemal rzuciła się na martwą zdobycz i połknęła ja w kilku kęsach, prawie nie przeżuwając. Kiedy skończyła ten głodowy posiłek, spojrzała na Nukę z przerażeniem w oczach.

- Ja... ja zjadłam całego! Przepraszam, Nuka, ja nie chciałam!

- Nic się nie stało. – odparł lewek. – Ja już jadłem. – skłamał i zaśmiał się głośno, aby zagłuszyć burczenie w brzuchu.

- Nuka, przepraszam. Ja się poprawię i będę...

- Ciii – powiedział kociak i przytulił przyjaciółkę. – Jesteś bardzo dzielna. Bardzo! – delikatnie polizał jej czoło. – Wrócę tu niedługo, ale muszę upolować coś dla Vitani.

- Aha... – mruknęła cicho Hawaa. – Zaczekam tu.

A syn Skazy ruszył ku wzgórzom Złej Ziemi, goniony przez promienie palącego słońca.

*

Jego matka, tak jak inne lwice ze stada, nie była daleko. Ot, za pobliskim pasmem wzgórz, w dolinie zwanej Cmentarzyskiem Słoni. Miała tam cos ważnego do załatwienia.

- Ratuj się kto może! – krzyknęła hiena, ale w następnej sekundzie została śmiertelnie ugodzona pazurami Ziry.

Złote Lwice powoli kroczyły doliną, zabijając każdego padlinożercę, który nawinął im się po drodze. Oczywiście, oszczędzały małe szczeniaki, zbyt młode, być mieć coś wspólnego z zabójstwem Skazy, ale nie miały oporów przed czynieniem ich sierotami. Całe cmentarzysko rozbrzmiewało krzykami strachu i bólu. Lwice szły bez pośpiechu, umożliwiając większości hien ucieczkę. Eksterminacja złoczyńców nie była ich celem – wiedziały, że los wygnańca jest gorszy od śmierci, więc wyganiały padlinożerców na tułaczkę.

- NIECH ŻYJE KRÓL! – ryczały Złote i kroczyły dalej. Były ranne, słabe i kuśtykały, ale nawet dziesiątka wyczerpanych lwic była dla klanu hien dziesiątką posłańców śmierci. Padlinożercy nawet nie próbowali odpierać ataku, tylko rzucali się pojedynczo do bezwładnej ucieczki. Tak, jak zakładały mścicielki.

- Skazo! – krzyknęła Zira, gdy dotarły do krańca wąwozu a hieny już przedzierały się przez kolczaste zarośla, aby uciec na Wielka Pustynię. – Połowa winowajców została ukarana... A ja nie spocznę, dopóki nie dostanę także tej drugiej połowy! – jej głos odbił się złowieszczo od ścian doliny i pomknął ku niebu. Skaza spoglądał na ziemię z ciężkim od żalu sercem. Nie był w stanie przekazać partnerce, że nie to było jego ostatnią wolą.

A trzy miesiące później, kiedy pora sucha już wypalała ziemię bezlitosnymi promieniami słońca, kolejna procesja wyruszyła ze Złej Ziemi. I znów całe stado, tym razem jednak skierowało się na południe i po przejściu wysychającego koryta Rzeki Granicznej, weszło na sawannę Lwiej Ziemi. Tylko Anga została z Nuką, Vitani, Hawą i kociakami urodzonymi kilka dni wcześniej. Reszta Złotych towarzyszyła królowej w niezwykłej okazji – narodzinach księcia.

Zira szła powoli i uważnie, jako że poród miał nastąpić lada chwila. Zmierzała na Lwią Ziemie gdzie jej syn miał zostać królem. Stado zatrzymało się przy Kocięcym Schronieniu i otoczyło jamę żelaznym kręgiem. Królowa weszła do środka, a jej siostry czuwały.

Simba spotkał ich przypadkiem, w czasie polowania. Miał tylko siedem lwic ze sobą, poza tym był zupełnie zaskoczony.

- Zira! – zawołał z gniewem, ale i niepewnością. – Wynoś się z mojej ziemi!

Ale odpowiedziała mu tylko cisza, przerywana tylko jękami rodzącej królowej. Zawołał więc ponownie.

- Czekasz na oficjalny wyrok? No dobrze: jako król Lwiej Ziemi, skazuję ciebie i twoje stado na wygnanie. Kara za powrót będzie śmierć! – ale wciąż nie słyszał odpowiedzi. Widział natomiast złowieszczy wzrok lwic pilnujących Ziry. – Mówię poważnie! – dodał Simba ze strachem.

- Jesteś nikim! – syknęła Zira z ziemnej jamy. – Twój czas się wkrótce skończy... uzurpatorze!

A wtedy rozległ się pierwszy pisk nowonarodzonego kociaka. Simba zawahał się, słysząc tak nieoczekiwany odgłos. Spojrzał na swoje lwice i powiedział.

- Musimy wrócić po posiłki. – i odwrócił się ku Lwiej Skale.

Kiedy wrócili całym stadem, Złoziemców już nie było. W Kocięcym Schronieniu unosił się jedynie zapach nowonarodzonego kociaka. Książę Kovu przyszedł na świat na Lwiej Ziemi.

*

Zira musiała odpocząć. Przez pierwsze dni po narodzinach Kovu myślała tylko o kociaku. Była dumna z syna, który zapowiadał się na silnego lwa. Choć nie był synem Skazy, jego ciemne futro i bystry wzrok przypominał zmarłego króla. Zira miała nadzieję, że pójdzie w świetlane ślady duchowego ojca.

Ale trzy dni od porodu, zostawiła go pod opieką Angi, aby załatwić dawno obiecana sobie sprawę. Wyruszyła ze Złej Ziemi i skierowała się na północ. Minęła Cmentarzysko Słoni oraz suche rozlewisko Rzeki Granicznej. O zachodzie słońca dotarła na granicę pustyni, tam gdzie kiedyś poznała Skazę. Pamiętała doskonale to miejsce, choć pagórek, na którym po raz pierwszy zobaczyła króla, był już zarośnięty suchą trawą. Od czasu końca suszy, pustynia nieco cofnęła się na północ. Ale miejsce było wciąż to samo, czuła to.

Spojrzała na północny zachód, w kierunku jej starego domu, Złotych Piasków. Ale to nie wspomnienie dzieciństwa przywiodło ją w to miejsce. Przyszła, by kolejny raz porozmawiać ze Skazą. Albo przynajmniej, pomówić do niego.

- Wiem, że mnie słyszysz, Skazo! – zawołała ku piaszczystej równinie. – I czuje, że co dzień jesteś blisko... Wytrzymam tu bez ciebie tylko tak długo, jak będę musiała wypełniać moją misję. Wychowam twoje dzieci, kochany i nauczę je, jak pomścić cię i przywrócić twą chwałę! – powiedziała pewnym głosem. – Kocham cię, Skazo, i już zawsze będę. Ale... pomóż mi! Tak ciężko jest iść bez ciebie...

Niemal wybuchła płaczem, ale powstrzymała się  w ostatniej chwili. Nie miała czasu na łzy i postanowiła, że nie zapłacze aż do swego ostatecznego zwycięstwa. Kiedyś powiedziała Aminiemu, że stara Zira umarła, a nowa jeszcze się nie narodziła, ale w tamtej chwili, to nie była już prawda. Bo narodziła się do nowego życia, jako matka, przywódczyni i mścicielka. Nie była już Królową Lwiej Ziemi, ale teraz stała się Królową Piasku.

A to zobowiązywało do odwagi, nawet wobec walki z całym Kręgiem Życia. Nie bała się. Była gotowa.

Logowanie

Cytaty

Chwila, chwila! Proszę o czas! Trzeba coś wyjaśnić! Ty znasz ją, ona zna ciebie, ale chce zjeść jego i... to wszystko ma być w porządku? GŁUPA RŻNIECIE?!

-- Timon