- Przekaż Skazie, że jestem jego wiernym synem... i nastÄ™pcÄ…! – krzyknÄ…Å‚ Nuka i popchnÄ…Å‚ bezbronne ciaÅ‚o Simby w ognista przepaść.
Ale wtem dym wokóÅ‚ nich zostaÅ‚ rozwiany nagÅ‚ym podmuchem wiatru. Nuka wyraźnie zobaczyÅ‚, że SimbÄ… wstrzÄ…sa fala niespodziewana fala energii, która pozwoliÅ‚a mu skoczyć... odbijajÄ…c siÄ™ od cienistej sylwetki za krawÄ™dziÄ…. Król przeleciaÅ‚ obok syna Skazy i ruszyÅ‚ przed siebie, ku wylotowi wÄ…wozu. To byÅ‚o niemożliwe – lew widziaÅ‚, że uzurpator miaÅ‚ zamkniÄ™te i zaÅ‚zawione oczy, a mimo to biegÅ‚ pewnie, omijajÄ…c liczne szczeliny i wyrwy w podÅ‚ożu.
- Czekaj! – ryknÄ…Å‚ Nuka i skoczyÅ‚ ku biegnÄ…cemu Simbie.
Chybił, choć nie powinien. Uzurpator, jakimś cudem, sekundę przed atakiem syna Skazy wyrwał się jeszcze szybciej do przodu, a Nuka niemal odbił się od niematerialnego cienia, kryjącego plecy uciekiniera.
- NIE! – ryknÄ…Å‚ i schyliÅ‚ siÄ™ do kolejnego skoku.
Ale w tym momencie wstrzÄ…s przeszyÅ‚ podÅ‚oże a ze Å›ciany wÄ…wozu obsypaÅ‚a siÄ™ masa ciężkiego żwiru. Nuka poczuÅ‚, że jego nogi zostaÅ‚y przysypane kamiennym pyÅ‚em. JÄ™knÄ…Å‚ z bólu i upadÅ‚ na ziemiÄ™. Uzurpator, wciąż prowadzony przez tajemnicza zjawÄ™, opuÅ›ciÅ‚ niebezpiecznÄ… strefÄ™ bez szwanku i ruszyÅ‚ jeszcze szybciej ku rzece. Plan Nuki zawiódÅ‚.
Lew wrzasnÄ…Å‚ gÅ‚oÅ›no i z bólu i z gniewu. OdwróciÅ‚ siÄ™ ku uwiÄ™zionym koÅ„czynom i zaczÄ…Å‚ desperacko odkopywać je spod rumowiska. Wypadek nie byÅ‚ na tyle poważny, aby go zabić, ale skutecznie unieruchomiÅ‚ go na dÅ‚ugie minuty. Simba już uciekÅ‚ z głębi doliny, a syn Skazy wiedziaÅ‚, że zanim wydostanie siÄ™ z puÅ‚apki, uciekinier dotrze do rzeki. A jeÅ›li nawet... BrÄ…zowo grzywy lew byÅ‚ prowadzony przez nienaturalnÄ… siłę, która zniweczyÅ‚a zasadzkÄ™ Nuki. Syn Skazy poczuÅ‚ falÄ™ wstydu tak boleÅ›nie, że pocaÅ‚owaÅ‚, iż Simba nie wróciÅ‚ i nie dobiÅ‚ go.
- Matko... Hawo... zawiodÅ‚em! – zaÅ‚kaÅ‚, odsypujÄ…c gruby żwir.
*
Simba nie wiedziaÅ‚, co siÄ™ z nim dziaÅ‚o. Na moment przed pewnÄ… zgubÄ…, poczuÅ‚ nowy zastrzyk energii i jakimÅ› cudem, jego wzrok wróciÅ‚. DoskoczyÅ‚ do bezpiecznej części skalnej póÅ‚ki, wyminÄ…Å‚ zaskoczonego ZÅ‚oziemca i ruszyÅ‚ przed siebie. Choć widziaÅ‚ pomimo dymu, jego pÅ‚uca domagaÅ‚y siÄ™ powietrza i otwartej przestrzeni. Simba siÄ™ dusiÅ‚.
Być może dlatego, na wpóÅ‚ omdlaÅ‚y, nie dostrzegÅ‚ wielu zadziwiajÄ…cych szczegóÅ‚ów swojej ucieczki. Nie pojÄ…Å‚, że widzi nie przez swoje oczy, ale dziÄ™ki zmysÅ‚om Dawnego. DotarÅ‚ instynktownie do wylotu doliny, a tam zastaÅ‚ kolejnÄ… niespodziankÄ™.
Młoda i piękna, szarofura i niebieskooka lwica stała na jego drodze, tuż nad brzegiem rzeki. Patrzyła na Simbę przerażona, a gdy podszedł bliżej, wybuchła płaczem. Upadła na ziemię z głośnym łkaniem i wyszeptała.
- ...Nuka... – po czym znów spojrzaÅ‚a na Króla Lwioziemców i wysyczaÅ‚a lodowatym gÅ‚osem. – ZabiÅ‚eÅ› go! – i rzuciÅ‚a siÄ™ na potężnego lwa z niesamowita prÄ™dkoÅ›ciÄ….
*
- Czekamy na SimbÄ™! – rozkazaÅ‚a Nala, widzÄ…c lwice ruszajÄ…ce w zwartym szyku ku brodowi.
- Za caÅ‚ym szacunkiem, pani... – odparÅ‚a Sorphi. - ...ale zostaniemy to zmiażdżeni. Przy brodzie mamy szansÄ™ siÄ™ bronić... lub uciec.
Nala zamarÅ‚a. Po raz pierwszy zdaÅ‚a sobie sprawÄ™, jak poważna byÅ‚a ich sytuacja. WÅ‚aÅ›nie dostrzegli pojedynczego wyrzutka, przemykajÄ…cego na skale, wiÄ™c zaÅ‚ożenie, że Zira wie o ich obecnoÅ›ci byÅ‚o bardzo prawdopodobne. PrzeprawiajÄ…c siÄ™ na PóÅ‚nocny Brzeg zamierzali wykonać ich misjÄ™ szybko i sprawnie, zanim ZÅ‚oziemcy mogliby zareagować. Walka przeciwko siÅ‚om Ziry na wrogim terenie byÅ‚aby samobójstwem. Wróg znaÅ‚ okolice, a na dodatek nie byÅ‚ zmÄ™czony przekraczaniem rzeki. A ZÅ‚oziemcy mogli na nich uderzyć z absolutnego zaskoczenia, skaczÄ…c z klifu na plażę. Gdyby Lwioziemcy dostaliby siÄ™ bliżej Cmentarnego Brodu, gdzie dolina rzeki byÅ‚a szersza a plaża wiÄ™ksza, przynajmniej to zagrożenie zostaÅ‚oby zneutralizowane. Å»aden odpowiedzialny dowódca nie kazaÅ‚by podwÅ‚adnym bronić tak trudnej pozycji, jak obecne stanowisko Lwioziemców. Ale żaden rozsÄ…dny dowódca nie poprowadziÅ‚by też swoich lwów w nieznane. „Co nas opÄ™taÅ‚o, że weszliÅ›my w to bagno?” zapytaÅ‚a wÅ‚asnych myÅ›li królowa. „To wszystko wyglÄ…da tak absurdalnie... jakby byÅ‚o starannie zaplanowane!” dokoÅ„czyÅ‚a, czujÄ…c kolejnÄ… falÄ™ strachu. „Simba, to puÅ‚apka!” jÄ™knęła w duchu.
- Prowadź dziewczÄ™ta do brodu! – rozkazaÅ‚a Nala Sarabi. – Mamo, zostaÅ„ tutaj, jako łącznik. – odwróciÅ‚a siÄ™ do Sarafiny.
- Gdzie idziesz? – zdumiaÅ‚ siÄ™ jej matka.
- Simba jest w niebezpieczeÅ„stwie! – odparÅ‚a córka i ruszyÅ‚a wzdÅ‚uż rzeki, ku wÄ…wozowi. – Trzymajcie przeprawÄ™, dopóki nie wrócimy! – krzyknęła jeszcze z ciemnoÅ›ci.
- Nie myÅ›lmy za dużo. – poradziÅ‚a Sarafina. – Bo możemy siÄ™ przerazić.
Lwioziemki ruszyÅ‚y w zwartym szyku na zachód, ku Cmentarnemu Brodowi.
*
Zira pÄ™dziÅ‚a na czele stada. ByÅ‚a wciąż wstrzÄ…Å›niÄ™ta i nie mogÅ‚a uwierzyć, w to co siÄ™ staÅ‚o. Ostatnie godziny byÅ‚y mieszankÄ… cudu oraz katastrofy i nadal w przewaga jednego lub drugiego nie byÅ‚a przesÄ…dzona. Królowa klęła na siebie, że nie wpadÅ‚a na tak banalny plan, który przygotowaÅ‚ jej syn. Gdyby wykonać go bezbłędnie, z pomocÄ… caÅ‚ego stada, umożliwiÅ‚by niemal bezkrwawe zwyciÄ™stwo. Ale wtedy, bez Kovu, los wojny nie byÅ‚ jeszcze przesÄ…dzony. Wszystko miaÅ‚o zależeć od tego czy Nuce siÄ™ uda... oraz czy Zira zdąży na czas.
- Szybciej, siostry! To nasza szansa! – krzyknęła i przyÅ›pieszyÅ‚a.
*
Simba byÅ‚ wciąż wstrzÄ…Å›niÄ™ty swoim cudownym ocaleniem. Jednak tajemniczy opiekun znów czuwaÅ‚.
Szarża Hawy cisnęła nim na ziemiÄ™. UpadÅ‚ niezgrabnie, uderzajÄ…c gÅ‚owÄ… o skałę. Prawdopodobnie tylko dlatego, że padÅ‚ tak szybko, cios wymierzony w jego oczy rozoraÅ‚ jedynie czoÅ‚o. Simba natychmiast wstaÅ‚, ale gdy tylko wyprostowaÅ‚ nogi znów zostaÅ‚ przygnieciony przez lecÄ…cÄ… lwicÄ™. Lew nie mógÅ‚ uwierzyć, że samica poruszaÅ‚a siÄ™ z takÄ… prÄ™dkoÅ›ciÄ…. ZdoÅ‚aÅ‚a wylÄ…dować i odwrócić siÄ™ do nastÄ™pnego ataku zanim on pozbieraÅ‚ siÄ™ po poprzednim. ZnaÅ‚ tylko jednÄ… lwicÄ™, która potrafiÅ‚aby pokonać cięższego i silniejszego samca w bezpoÅ›redniej walce. To byÅ‚a Zira, ale atakujÄ…ca nie przypominaÅ‚a królowej ZÅ‚ej Ziemi.
„No to sÄ… już dwie.” PomyÅ›laÅ‚ król i wtedy jego gardÅ‚o rozpaliÅ‚ przejmujÄ…cy ból.
Hawaa wskoczyÅ‚a na wroga, przycisnęła go do ziemi i wbiÅ‚a pazury w jego kark. Pchnęła Å‚apy w dóÅ‚, rwąć furto i mięśnie Simby. Jeden ze szponów zatrzymaÅ‚ siÄ™ dosÅ‚ownie milimetry od aorty szyjnej, tylko dziÄ™ki oporowi, jaki stawiaÅ‚y gÄ™ste wÅ‚osy grzywy. Król jÄ™knÄ…Å‚ od tego ciÄ™cia, ale zdoÅ‚aÅ‚ zrzucić lwicÄ™ nagÅ‚ym ruchem ciaÅ‚a. Lwica wyrwaÅ‚a szpony z rany, wzbudzajÄ…c maÅ‚e fontanny krwi. Jednak arterie Lwioziemca wciąż byÅ‚y caÅ‚e.
ZÅ‚oziemka wylÄ…dowaÅ‚a na czterech Å‚apach i od razu odbiÅ‚a siÄ™ od skalnej Å›ciany, aby znów uderzyć w SimbÄ™. Lew pomyÅ›laÅ‚ tylko: „To niemożliwe, nikt nie walczy jak ona!”, po czym podniósÅ‚ Å‚apy, aby zablokować nadchodzÄ…ce uderzenie. Hawaa dosiÄ™gÅ‚a jedynie jego grzywy, lecz i tak zacisnęła Å‚apÄ™ w furii. Simba zawyÅ‚, czujÄ…c niegroźne, ale wyjÄ…tkowo bolesne rwanie na karku. SkuliÅ‚ siÄ™, pozwalajÄ…c przeciwnicze przeskoczyć górÄ… i wyrwać kÅ‚ak jego futra. Hawaa znów, niemal w miejscu, odwróciÅ‚a siÄ™ odbiÅ‚a od ziemi, skaczÄ…c na króla. Ten uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ tylko, wiedzÄ…c, że bez trudu pokona lwice w siÅ‚owym pojedynku... ale w nastÄ™pnej sekundzie caÅ‚y Å›wiat eksplodowaÅ‚ wyjÄ…cym bólem. Simba zostaÅ‚ kopniÄ™ty dokÅ‚adnie w krocze i bezsilnie upadÅ‚ na ziemiÄ™. Jego zamglony wzrok zarejestrowaÅ‚ tylko cieÅ„ na skalnej Å›cianie – lwica podnosiÅ‚a Å‚apÄ™, aby zadać ostateczny cios...
...i wtedy przybyła Nala.
Jego partnerka skoczyÅ‚a na HawÄ™ i obie odtoczyÅ‚y siÄ™ od leżącego. Pomimo zaskoczenia, ZÅ‚oziemka szybko zrzuciÅ‚a LwioziemkÄ™ z pleców i wstaÅ‚a. Zanim Nala odzyskaÅ‚a równowagÄ™, Hawaa uderzyÅ‚a jÄ… w szyjÄ™. Lwica nie miaÅ‚a grzywy, która osÅ‚abiÅ‚aby energiÄ™ ciosu, wiÄ™c pazury ZÅ‚oziemki wbiÅ‚y siÄ™ lekko w szyjÄ™ Nali. Królowa padÅ‚a na ziemiÄ™, dziÄ™ki temu bezlitosne ciÄ™cie zsunęło siÄ™ po karku. Ale wÅ‚adczyni czuÅ‚a, że nastÄ™pne uderzenie bÄ™dzie bezlitosne.
Jednak Simba dobiegÅ‚ na czas. PokuÅ›tykaÅ‚ od tyÅ‚u do Hawaa i brutalnie przeoraÅ‚ jej plecy wysuniÄ™tymi pazurami. Osiem równolegÅ‚ych cieć zabÅ‚ysÅ‚o czerwieniÄ… na jej jasnoszarym futrze.
„Szarym, jak moich lwic.” PomyÅ›laÅ‚ Simba, ale zostaÅ‚ natychmiast trafiony odruchowym ciosem w twarz.
- Zabij jÄ…! – rozlegÅ‚ siÄ™ przerażony gÅ‚os lwa, choć król nie mógÅ‚ go sÅ‚yszeć. WoÅ‚aÅ‚ bowiem Dawny... znany niegdyÅ› jako Ahadi.
Duch wiedziaÅ‚, że i tak zÅ‚amaÅ‚ już pakt, pomagajÄ…c wnukowi w wÄ…wozie. Cóż wiec powstrzymywaÅ‚o go przez kolejnym wykroczeniem? PodbiegÅ‚ do potomka i natchnÄ…Å‚ go czÄ…stkÄ… swojej mocy. Simba natychmiast odzyskaÅ‚ inicjatywÄ™ i przechwyciÅ‚ kolejny cios Hawy. W tym czasie, Nala gotowaÅ‚a siÄ™ do skoku.
- Åšwietnie... – mruknÄ…Å‚ gwiezdny lew, ale w tym samym momencie sam zostaÅ‚ przybity do ziemi przez widmo skaczÄ…cego lwa.
- NIE! – krzyknÄ…Å‚ Skaza. – Tarki, pomóż jej!
- Taka? – zdumiaÅ‚ siÄ™ Ahadi, siÅ‚ujÄ…c siÄ™ z wÅ‚asnym synem.
- Skazo, nie mogÄ™! Jestem tu arbitrem! – odkrzyknÄ…Å‚ zielonooki kociak.
Wiec czarnogrzywy wypuÅ›ciÅ‚ Ahadiego i sam skoczyÅ‚ ku żywym. Ale wtedy byÅ‚o już za późno. Simba ciÄ…Å‚ HawÄ™ w twarz, a uÅ‚amek sekundy później Nala uderzyÅ‚a jÄ… caÅ‚ym ciaÅ‚em. Energia szarży odrzuciÅ‚a ZÅ‚oziemkÄ™, która przeturlaÅ‚a siÄ™ kilka metrów do krawÄ™dzi brzegu i wpadÅ‚a do rzeki.
- NIE! – jÄ™knÄ™li na raz Skaza i Nuka.
Duch oglÄ…daÅ‚ to biegnÄ…c do brzegu, jego syn widziaÅ‚ scenÄ™ z wylotu wÄ…wozu. Nuka przyÅ›pieszyÅ‚, ale jego żaÅ‚osne kuÅ›tykanie i tak byÅ‚o wolne jak marsz termita. KuÅ›tykaÅ‚ na trzech Å‚apach, a czwartÄ…, bezwÅ‚adnÄ…, ciÄ…gnÄ…Å‚ z tyÅ‚u po ziemi. Z przerażeniem obserwowaÅ‚ ciężko rannÄ… HawÄ™, znikajÄ…ca za krawÄ™dziÄ… brzegu i SimbÄ™, ruszajÄ…cego za NalÄ…. Nuka skakaÅ‚ niezgrabnie ku rzece, ale miaÅ‚ paraliżujÄ…cÄ… Å›wiadomość, że byÅ‚o już za późno.
- NadchodzÄ…! – wrzasnęła Nala, widać biorÄ…c rannego lwa za awangardÄ™ ataku ZÅ‚oziemców. – Szybciej! – poÅ›pieszyÅ‚a partnera.
A Skaza spojrzał na ojca ze łzami w widmowych oczach.
- Znów to zrobiÅ‚eÅ›... – szepnÄ…Å‚.
- Nie, Taka... ja tylko chciaÅ‚em... – jÄ™knÄ…Å‚ zmarÅ‚y z król niepewnym gÅ‚osem.
- MusiaÅ‚eÅ› mnie naprawdÄ™ nienawidzić, skoro ta zÅ‚ość zostaÅ‚a w tobie nawet po Å›mierci. – syknÄ…Å‚ Skaza i zniknÄ…Å‚.
- SYNU! – krzyknÄ…Å‚ Ahadi, ale na miejscu byÅ‚ już tylko Tarki.
- ZÅ‚amaÅ‚eÅ› pakt, bracie! – powiedziaÅ‚ lewek lodowato. – Ta lwica zginęła przez ciebie.
- Nuka chciał zabić Simbę...
- Oko za oko, Ahadi? – zapytaÅ‚ gorzko Tarki. – Ani Skaza, ani ja tego nie zaczÄ™liÅ›my. Ale my skoÅ„czymy! – dodaÅ‚ i także rozpÅ‚ynÄ…Å‚ siÄ™ w powietrzu.
*
Sarafina słyszała odgłosy walki, więc ruszyła w kierunku wąwozu. Jednak zanim tam dotarła, usłyszała też plusk wody. Podbiegła od brzegu, aby ujrzeć...
- HAWAA! – krzyknęła przerażona, widzÄ…c nieruchome ciaÅ‚o lwicy, miotane tylko wartkim nurtem. „ZabiliÅ›my jÄ…!” jÄ™knęła w myÅ›li i poczuÅ‚a lodowaty paraliż w sercu. Jednak w tedy dryfujÄ…ca ZÅ‚oziemka otworzyÅ‚a oczy i niezgrabnie zaczęła mÅ‚ócić powierzchnie wody. Krew obficie tryskaÅ‚a z jej ran i rozmywaÅ‚a siÄ™ w spienionym nurcie. Sarafina mogÅ‚a zrobić już tylko jedno.
- Trzymaj siÄ™, maÅ‚a! – zawoÅ‚aÅ‚a i rzuciÅ‚a siÄ™ we wÅ›ciekÅ‚a rzekÄ™.
Dla starej lwicy byÅ‚ to wielki szok. Woda byÅ‚a zimna, a prÄ…d szybki, wiÄ™c Sarafina po chwili walki poddaÅ‚a siÄ™ mu bezradnie. Dopiero po kilkunastu sekundach odzyskaÅ‚a panowanie nad roztrzÄ™sionym ciaÅ‚em i rozejrzaÅ‚a siÄ™ wokoÅ‚o, szukajÄ…c Hawy. Jej dawna podopieczna pÅ‚ynęła, lub lepiej powiedzieć: byÅ‚a niesiona prÄ…dem tuż przed niÄ…, wiÄ™c lwica odepchnęła siÄ™ kilka razy od fal i dotarÅ‚a do tonÄ…cej. Natychmiast podniosÅ‚a gÅ‚owÄ™ Hawy wyżej nad powierzchnie wody, a ta zaczęła kaszleć i pluć z zalanych pÅ‚uc. „DziÄ™ki Gwiazdom!” pomyÅ›laÅ‚a Sarafina. „Ona żyje.”
- Nuka! Nuka! – chlipaÅ‚a ZÅ‚oziemka, poddajÄ…c siÄ™ prÄ…dowi rzeki. Dopiero po dÅ‚uższej chwili zorientowaÅ‚a siÄ™, ze jest trzymana przez dawnÄ… opiekunkÄ™.
- O, popatrz! – szepnęła z gorzkim uÅ›miechem. – Nawet nie próbujÄ… nas ratować. – wskazaÅ‚a na brzeg, gdzie Lwioziemki staÅ‚y skupione obok brodu i wypatrywaÅ‚y w ciemnoÅ›ci wroga. – JeÅ›li nie ma już Nuki, to nikt po nas nie przyjdzie. – Potem spojrzaÅ‚a na SarafinÄ™ nieco trzeźwiejszym wzrokiem i spytaÅ‚a. – Ciociu... a tobie co siÄ™ staÅ‚o?
- Hawo! – wysapaÅ‚a stara lwica. – Nie dam rady dociÄ…gnąć ciÄ™ do brzegu... musisz mi pomóc.
- Spróbuj sama... Ja pÅ‚ynÄ™ do Nuki. – odparÅ‚a ZÅ‚oziemka sennym gÅ‚osem. Ale stara lwica zaraz poznaÅ‚a, że to nie ze zmÄ™czenia Hawaa szepce tak cicho. Lwiczka mdlaÅ‚a już od utraty krwi. Za tonÄ…ca ciÄ…gnÄ…Å‚ siÄ™ dÅ‚ugi, czerwonawy Å›lad na wodzie, a futro jej opiekunki byÅ‚o już różowe od mieszanki krwi i wody. Rana od krÄ™gosÅ‚upa do pachy byÅ‚a Å›miertelna, gdyż naruszyÅ‚a tÄ™tnicÄ™ Å‚apy.
- Nie... – jÄ™knęła stara lwice i przytuliÅ‚a siÄ™ do podopiecznej.
- Simba zabiÅ‚ NukÄ™... i zabiÅ‚ mnie... – szepnęła Hawaa. – A wczeÅ›niej SkazÄ™, ShakisÄ™ i Yakte... czy to siÄ™ kiedyÅ› skoÅ„czy? Jeden lew nie ma prawa niszczyć tylu żyć... To nie sprawiedliwe. – zamknęła oczy i zapytaÅ‚a z beztroskÄ… ciekawoÅ›ciÄ…. – Czy woda jest taka zimna, czy to tylko ja już nic nie czujÄ™ z upÅ‚ywu krwi?
- Cicho... – chlipnęła Sarafina. – Spróbujmy dotrzeć do brzegu.
Ale nie byÅ‚o takiej możliwoÅ›ci. Obciążona HawÄ… lwica nie mogÅ‚a siÄ™ ruszać. Woda w istocie byÅ‚a zimna, wiÄ™c powoli paraliżowaÅ‚a jej mięśnie i wysysaÅ‚a siÅ‚y. Sarafina zrozumiaÅ‚a, że nawet porzucajÄ…c HawÄ™ nie zdoÅ‚a dopÅ‚ynąć do brzegu. Wysoki poziom wody uczyniÅ‚ prÄ…d bezlitoÅ›nie silnym, bo w przeciÄ…gu kwadransa przebyÅ‚y poÅ‚owÄ™ drogi do Potężnego Wodospadu. Księżyc wyszedÅ‚ zza chmur i oÅ›wietliÅ‚ rzekÄ™ oraz obie lwice. Starsza obserwowaÅ‚a puste brzegi, skÄ…d nie mógÅ‚ już nadejść żaden ratunek. A nawet jeÅ›li... ZÅ‚oziemka wykrwawiaÅ‚a siÄ™ na Å›mierć z rany, której nikt by nie uleczyÅ‚.
- Ciociu, to na nic. – szepnęła Hawaa. – Ale sama spróbuj.
Lwica zaśmiała się przez łzy.
- Nie, nie mogÄ™. – odparÅ‚a. – Nie tylko dlatego, że nie zdoÅ‚am. Nie wolno mi zostawić ciÄ™ po raz kolejny. – wyjaÅ›niÅ‚a smutnym gÅ‚osem. – KiedyÅ› to zrobiÅ‚am i do dziÅ› nie potrafiÄ™ sobie darować. – wtuliÅ‚a siÄ™ w zakrwawione futro Hawy. – Przynajmniej na tej ostatniej drodze jesteÅ›my razem.
I tak płynęły dłuższy czas, wsłuchując się w rosnący ryk wodospadu. W końcu Hawaa mruknęła słabym głosem.
- Ocknij siÄ™... Nie możesz umrzeć przede mnÄ…. – i zaÅ›miaÅ‚a siÄ™ cicho. – Ciekawe...
- Tak, kochanie? – zapytaÅ‚a Sarafina.
- Czemu to siÄ™ staÅ‚o, ciociu? – szepnęła. – Wszystko mogÅ‚o pójść lepiej... Simba byÅ‚by martwy... Każda Å›mierć jest smutna, ale byÅ‚by to jeden smutek... Oba stada zjednoczyÅ‚yby siÄ™ pod wÅ‚adzÄ… Ziry i Nuki... Pamięć Skazy zostaÅ‚aby przywrócona, ale przecież Lwioziemcom nikt nie mógÅ‚by zakazać wspominania Simby i Mufasy... I my byÅ›my żyÅ‚y... Czemu tak siÄ™ nie staÅ‚o?
Sarafina nie miaÅ‚a na to gotowej odpowiedzi, czuÅ‚a tylko tÄ™pe rwanie w sercu. WiedziaÅ‚a, że Å›mierć Hawy paliÅ‚a ostatni most pomiÄ™dzy stadami. Od tamtej chwili pozostaÅ‚a już tylko jedna droga – wojna. A ona nie mogÅ‚a już temu zaradzić.
- Nie wiem, moja droga. Może powiedzÄ… nam tam. – odpowiedziaÅ‚a niepewnie, wskazujÄ…c na gwiazdy. – ProszÄ™, spróbuj wybaczyć mi i Lwioziemcom... ChcieliÅ›my dobrze.
- To nie ja powinnam przebaczać. – powiedziaÅ‚a Hawaa i spojrzaÅ‚a w niebo. – Spójrz na póÅ‚noc. GdzieÅ› tam lÅ›ni gwiazda Skazy. Mam nadziejÄ™, że on wybaczy mi porażkÄ™. I że nie chroniÅ‚am Nuki...
- Taka? – wyszeptaÅ‚a Sarafina ku sklepieniu. – Å»aÅ‚ujÄ™, że wszystko poszÅ‚o tÄ… drogÄ…... ale poszÅ‚o.
- Gotowa? – zapytaÅ‚a Hawaa. – SÅ‚yszÄ™, że to już niedaleko. – Tak, huk wodospadu brzmiaÅ‚ z bliska.
- Gotowa! – szepnęła Sarafina. – Zaraz przekonamy siÄ™, kto miaÅ‚ racjÄ™.
- Ci co kochali i pozostali wierni... – odparÅ‚a Hawaa. – Po obydwu stronach. Ech... jak ja nie cierpiÄ™ wody... Nuka, idÄ™ do ciebie!
ObejmujÄ…ce siÄ™ lwice znikÅ‚y za krawÄ™dziÄ… wodospadu - kolejny obrót KrÄ™gu Å»ycia zostaÅ‚ dopeÅ‚niony.
*
- To byÅ‚a Sarafina! – rozlegÅ‚ siÄ™ szept pomiÄ™dzy lwicami, oglÄ…dajÄ…cymi siÄ™ na rozszalaÅ‚a rzekÄ™. – Dorwali SarafinÄ™!
- Cisza! – syknęła Sarabi. – Trzymać szyk... wypatrywać wroga.
- Simba! – zawoÅ‚aÅ‚a Sorphi z ulgÄ…. Tak, od zachodu nadbiegaÅ‚ król z partnerkÄ…. – Możemy już wracać!
- Tak wam siÄ™ Å›pieszy? – zapytaÅ‚ gÅ‚os gdzieÅ› z klifu.
Lwice spojrzaÅ‚y w górÄ™, aby ujrzeć cienie przyczajonych ZÅ‚oziemców. Stado Ziry czekaÅ‚o na okazjÄ™ do ataku. Nala i Simba dołączyli do obronnego szyku, a lwice zaczęły niepewnie spoglÄ…dać na monarchÄ™.
- Odwrót, sir? – zapytaÅ‚a Vinia.
- Nie możemy. – syknÄ…Å‚ król. – Kiedy ruszymy, ruszÄ… i oni , dopadajÄ…c tych z tyÅ‚u... A gdzie jest Sarafina?
- Mamo? – zawoÅ‚aÅ‚a Nala niepewnie. Szept przeszedÅ‚ pomiÄ™dzy lwicami. – Gdzie jest moja matka? – zapytaÅ‚a przerażona.
- Moja pani... tak mi przykro... – szepnęła Sorphi. – Ta ZÅ‚oziemka... jÄ… zabiÅ‚a.
Nala zamarła, a Simba poczuł, że nie mogą czekać. Jego stado był na skraju paniki.
- Gdzie jest Nuka? – zawoÅ‚aÅ‚a Zira ze skaÅ‚. – I gdzie jest Hawaa?
- Tam gdzie jej miejsce! – odkrzyknęła Vinia. – Na dnie rzeki!
- Hawaa? – szepnÄ…Å‚ Simba ze zdumieniem. – Znam to imiÄ™....
Ryk bólu rozlegÅ‚ siÄ™ na klifie. Zira syknęła z wÅ›ciekÅ‚oÅ›ci, ale powstrzymaÅ‚a stado od nieplanowanego szturmu.
- ZabiliÅ›cie nasza siostrÄ™. – krzyknęła. – Nie bÄ™dziemy mieć dla was litoÅ›ci!
- HAWAA! – usÅ‚yszeli zbolaÅ‚y gÅ‚os. – HAWAA! – ÅšcieżkÄ… nad brzegiem rzeki, kuÅ›tykajÄ…c na trzech Å‚apach, szedÅ‚ Nuka, wciąż powtarzajÄ…c imiÄ™ ukochanej. Simba wreszcie skojarzyÅ‚, kim byÅ‚a ta lwica. Wspomnienie przywoÅ‚aÅ‚o mu na myÅ›l szarofutrÄ… i niebieskooka kotkÄ™, która zaginęła w pierwszych dniach jego wÅ‚adzy. „Gwiazdy!” zawoÅ‚aÅ‚ w duszy. „ZabiÅ‚em wÅ‚asnÄ… poddanÄ…!” OdetchnÄ…Å‚ ciężko i wydaÅ‚ jedyny rozkaz, jaki wydać mógÅ‚.
- ODWRÓT!
Dwunastka Lwioziemców skoczyÅ‚a do zimnej rzeki. Nie istniaÅ‚ już szyk, ani porzÄ…dek, a jedynie paniczny chaos. Wróg zerwaÅ‚ siÄ™ do ucieczki tak nagle, że Zira aż zamarÅ‚a, nie mogÄ…c wydać komendy do ataku. Królowa obserwowaÅ‚a lwy pÅ‚ynÄ…ce, każdy oddzielnie, byle dotrzeć szybko na drugi brzeg. I po chwili byÅ‚o już zbyt późno na atak – wróg poszedÅ‚ w rozsypkÄ™, ale skryÅ‚ siÄ™ już w nurcie rzeki. ZÅ‚oziemcy moli zaryzykować desant na poÅ‚udniowy brzeg... Ale królowa szybko odrzuciÅ‚a tÄ™ możliwość. Hawaa nie żyÅ‚a, Kovu byÅ‚ daleko... SpojrzaÅ‚a na starszego z synów i zrozumiaÅ‚a, że Nuka nie jest zdolny ani do walki ani do przeprawy. Rzeka szumiaÅ‚a groźnie, jakby domagajÄ…c siÄ™ ofiar.
„Mam nadzieje, że wszyscy potoniecie!” krzyknęła w myÅ›li i ruszyÅ‚a w dóÅ‚ klifu.
Po chwili dotarÅ‚a do Nuki. Jej syn wciąż powtarzaÅ‚ imiÄ™ ukochanej i bezmyÅ›lnie wpatrywaÅ‚ siÄ™ przed siebie, na zachód. Zira dotknęła go delikatnie, ale on nie zareagowaÅ‚. Dalej kuÅ›tykaÅ‚ wzdÅ‚uż rzeki, gÅ‚uchy na wszystko. Vitani podeszÅ‚a do niego również.
- Weź kilka lwic i szukajcie Hawy. – rozkazaÅ‚a królowa. – Może jeszcze żyje... – dodaÅ‚a, ale bez nadziei w gÅ‚osie. – Albo nie, zrobi to Danthi. Ty pomóż mi zaprowadzić go do domu...
- Nie, matko. – odparÅ‚a cicho Vitani. – Zostaw go... on musi...
Lew, który odszedÅ‚ na kilka metrów od lwic nawet nie zwróciÅ‚ uwagi na tÄ™ rozmowÄ™. Wciąż, niezmordowanie, kulaÅ‚ na trzech Å‚apach i woÅ‚aÅ‚ HawÄ™ po imieniu.
„Wiec...” pomyÅ›laÅ‚a Zira. „To jednak byÅ‚a katastrofa. Ale tak niewiele brakowaÅ‚o.”
Ciszę rzecznego brzegu głuszył jedynie szum rzeki i monotonny głos Nuki.
*
Vitani znalazła plamy krwi na kamieniach przy wodospadzie. A gdy rankiem wracała ku Hali, spotkała Nukę, wciąż człapiącego wolno ku zachodowi i powtarzającego swoje wołanie bez końca. Minęła go w ciszy i ruszyła biegiem zameldować się matce.
A Nuka wróciÅ‚ do ZÅ‚otej Hali dwa dni później.
Wciąż trochę utykał, ale jego noga wyglądała na gojąca się. Był brudny, mokry i niemiłosiernie wychudzony. W jego oczach płonął ogień, aż przestraszona Vitani w pierwszym odruchu dotknęła jego czoła. Te jednak nie było rozgrzane. Tak więc gorączka trawiła tylko umysł lwa. Nuka podszedł do matki i upadł na ziemie przed nią.
- Wybaczysz mi, matko? – zapytaÅ‚ wycieÅ„czonym gÅ‚osem.
Zira byÅ‚a wÅ›ciekÅ‚a, ale nie na niego, a na siebie. CzuÅ‚a siÄ™ winna i porażki syna i Å›mierci Hawy. ChciaÅ‚a poÅ‚ożyć siÄ™ obok Nuki, przytulić go i zapÅ‚akać razem z nim. Ale... nie wiedzÄ…c czemu, nie mogÅ‚a tego zrobić. „JeÅ›li bÄ™dzie czuÅ‚ siÄ™ winny, to doda mu siÅ‚.” SzeptaÅ‚ jakiÅ› gÅ‚os w jej umyÅ›le.
- Tak. – odparÅ‚a, ale jej gÅ‚os byÅ‚ lodowaty.
- Ja... – wyszeptaÅ‚ Nuka. – Ja... mam już tylko ciebie. ZrobiÄ™ wszystko, abyÅ› byÅ‚a ze mnie dumna.
- Kovu jest dziedzicem Skazy. – powiedziaÅ‚a Zira. Wcale nie chciaÅ‚a kolejny raz ranić starszego syna, ale to byÅ‚o konieczne.
- Wiem... – odparÅ‚ Nuka. – BÄ™dzie królem...
Po czym syn Skazy wstaÅ‚ z ziemi i powoli ruszyÅ‚ ku wyjÅ›ciu ze zÅ‚otej Hali. W progu niemal wpadÅ‚ na Kovu, wracajÄ…cego ze zdobyczÄ…. Czarnogrzywy wypuÅ›ciÅ‚ miÄ™so z paszczy, widzÄ…c chorego i przybitego brata. „To moja wina.” PomyÅ›laÅ‚. „Nie byÅ‚o mnie przy nim.”
- Nuka... – mruknÄ…Å‚. – Przykro mi... JeÅ›li mógÅ‚bym cos dla ciebie...
- ZostaÅ„ królem. – odparÅ‚ Nuka suchym gÅ‚osem. – Królów nikt nie sÄ…dzi. – Po czym znów ruszyÅ‚, sam, przed siebie, bez żadnego celu.
Kovu podniósÅ‚ miÄ™so i wszedÅ‚ głębiej do ZÅ‚otej Hali. Vitani przywitaÅ‚a go skinieniem, a on podbiegÅ‚ do matki i pochyliÅ‚ siÄ™ przed niÄ….
- A wiÄ™c jesteÅ›... – powiedziaÅ‚a królowa. „Ale tamtej nocy mnie nie byÅ‚o.” PomyÅ›laÅ‚ Kovu cierpko. – Dobrze, twój trening jest niemal zakoÅ„czony. – SpojrzaÅ‚a na syna smutno. – Musisz siÄ™ od teraz starać jeszcze bardziej, bo mamy nowÄ… dusze do pomszczenia. Musimy wybić ich bez litoÅ›ci! Za SkazÄ™! Za Aminiego! Za... HAWĘ! – krzyknęła w ciszÄ™ termiciego kopca.
*
- Wszystko dobrze? – zapytaÅ‚ Simba swojÄ… partnerkÄ™. Nie wiedziaÅ‚ czemu, przecież wszystko poszÅ‚o źle.
Byli na szczycie Lwiej SkaÅ‚y, a Nala znów spoglÄ…daÅ‚a na póÅ‚noc. Królowa przesiadywaÅ‚a tam dÅ‚ugie godziny od czasu Å›mierci matki.
- Zejdź na dóÅ‚... – poprosiÅ‚ Simba. – Ona nie pewno nie chciaÅ‚aby, abyÅ› tak siÄ™ martwiÅ‚a.
- Zira zginie. – syknęła Nala, gÅ‚osem tak lodowaty, że król aż zamarÅ‚. – Nie ma litoÅ›ci dla tej morderczyni.
- Ale teraz musisz zejść na dóÅ‚. – szepnÄ…Å‚ Å‚agodnie wÅ‚adca Lwiej Ziemi.