OczywiÅ›cie, to mógÅ‚ być przypadek. Kovu planowaÅ‚ te podróż już od dawna. WÅ‚aÅ›ciwie to Zira chciaÅ‚a, aby przekroczyÅ‚ góry, aby dowieść swej siÅ‚y i wytrzymaÅ‚oÅ›ci. Ale czemu wyruszyÅ‚ akurat tamtej nocy? Jak to zwykle bywa, odpowiedź na to pytanie można byÅ‚o znaleźć na niebie.
„Doskonale, przyjacielu... Å›wietnie ci idzie.” SzeptaÅ‚ wieczorny wiatr, kiedy Kovu wspinaÅ‚ siÄ™ po stromej Å›cieżce na zachodniÄ… Å›cianÄ™ Ciemnej Góry. „Nie odwracaj siÄ™, idź naprzód!”
Ale wiatry nie mówiÄ…, przynajmniej nie te zwyczajne. Tylko takie, które sÄ… wywoÅ‚ane przez Królów PrzeszÅ‚oÅ›ci, potrafiÄ… cicho woÅ‚ać. A Mufasa wÅ‚aÅ›nie w ten sposób szeptaÅ‚ do ucha mÅ‚odego lwa Å‚agodne, acz wyraźne polecenie. W górÄ™! Przed siebie! Nie oglÄ…daj siÄ™! Syn Ziry byÅ‚ skutecznie odciÄ…gany od swojego stada. Martwy król, który nie mógÅ‚ pokazać siÄ™ żyjÄ…cemu lwu, używaÅ‚ sztuki, która posiadÅ‚ przez lata swej obecnoÅ›ci na niebie. W ten sposób osÅ‚abiaÅ‚ WygnaÅ„ców.
Kovu usiadÅ‚ na skale, aby chwilÄ™ odpocząć i odwróciÅ‚ siÄ™ ku swemu domowi. Mufasa byÅ‚ na to przygotowany i delikatnie przesunÄ…Å‚ deszczowÄ… chmurÄ™, tak aby zasÅ‚aniaÅ‚a widok brzegu rzeki. Czarnogrzywy nie mógÅ‚ wiec zobaczyć tego, czego widzieć nie powinien. WiÄ™c spokojnie wstaÅ‚ i ruszyÅ‚ na wschód, dalej od jego atakowanego stada.
Mufasa uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ i znów dmuchnÄ…Å‚ wietrznym szeptem. Ale wtedy jakiÅ› cieÅ„ przykryÅ‚ nad nim Å›wiatÅ‚o księżyca. Kovu nie spostrzegÅ‚ owego zjawiska, gdyż nie miaÅ‚ takiego prawa. CieÅ„ rzucaÅ‚ bowiem duch innego lwa, niemal bliźniaczo podobnego od wÄ™drowca na stoku.
- ZÅ‚amaÅ‚eÅ› pakt! – zawoÅ‚aÅ‚ Amini do Mufasy.
- Dalej, przed siebie... CO?! – zdumiaÅ‚ siÄ™ zmarÅ‚y król i odwróciÅ‚ gÅ‚owÄ™ ku nowoprzybyÅ‚emu. – A kim ty jesteÅ›, aby wiedzieć o takich rzeczach? – zbadaÅ‚ nieznajomego wnikliwym wzrokiem. – Nie jesteÅ› żadnym z królów, których znam.
- Nic dziwnego. – mruknÄ…Å‚ Amini gniewnym gÅ‚osem. – ZwykÅ‚em obracać siÄ™ w lepszym towarzystwie.
Mufasa uśmiechnął się słysząc tak hardą odpowiedź, ale wciąż usiłował skojarzyć przystojną twarz i czarną grzywę lwa.
- Ja ciÄ™ znam... widziaÅ‚em ciÄ™... – mruknÄ…Å‚.
- PomyÅ›l! – syknÄ…Å‚ Amini. – Kogo ci przypominam? – podszedÅ‚ bliżej do Mufasy, tak że obaj unosili siÄ™ nad idÄ…cym Kovu.
- Kovu... – szepnÄ…Å‚ król. – Ale to niemożliwe... Ty jesteÅ› ojcem Kovu!
- Punkt dla ciebie. – warknÄ…Å‚ Amini lodowatym gÅ‚osem. – Ale teraz ja mam pytanie: czemu go tu Å›ciÄ…gnÄ…Å‚eÅ›?
Mufasa parsknął złośliwym śmiechem i odparł.
- Ale to twoja kolej na odpowiedź. – i dodaÅ‚ pewnym gÅ‚osem. – Nie zÅ‚amaÅ‚em paktu z Tarkim i SkazÄ…. Po mojej ostatniej interwencji, podyktowali mi surowe warunki, na które musiaÅ‚em siÄ™ zgodzić. PomyÅ›leli o wszystkim... prawie o wszystkim. – Znów uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ szeroko, dumny ze swego planu. Choć byÅ‚ martwy od siedmiu lat, ale po raz pierwszy w życiu... a także w swej gwiezdnej egzystencji, udaÅ‚o mu siÄ™ przechytrzyć brata. To zwyciÄ™stwo smakowaÅ‚o wybornie i Mufasa chciaÅ‚ siÄ™ pochwalić swoim sprytem. – UstaliliÅ›my, że żaden z Dawnych nie ma prawa przemawiać do żywego i żaden z nich nie może fizycznie interweniować w sprawy Å›wiata na dole. Ale ja tego nie robiÄ™. Jedynie... hulam sobie z wiatrem... jestem duchem wiatru! – dokoÅ„czyÅ‚ przekornym gÅ‚osem.
WiedziaÅ‚, że plan, który wymyÅ›liÅ‚ z ojcem już wkrótce siÄ™ wyda, ale nie miaÅ‚o to już znaczenia. Zira miaÅ‚a zostać wkrótce zabita, ZÅ‚ote Stado miaÅ‚o siÄ™ poddać Lwioziemcom, a Kovu, który nie zdąży wspomóc swoich walce, wróci do domu, zastajÄ…c już nowy porzÄ…dek. DziÄ™ki temu szybciej pogodzi siÄ™ ze swym losem, przekonany przez stado Simby. A jego małżeÅ„stwo z KiarÄ… ostatecznie zakoÅ„czy wrogość i nienawiść... Tak wiÄ™c Muafasa i Ahadi bÄ™dÄ… mogli wstÄ…pić na najwyższy firmament, po speÅ‚nieniu obowiÄ…zku wobec stada. No i Skaza bÄ™dzie już wolny od wiÄ™zi łączÄ…cej go z Zira... wszak lwica połączy siÄ™ z nim w zaÅ›wiatach. Może to nie byÅ‚a droga która upatrzyÅ‚ sobie czarnogrzywy król, ale nie miaÅ‚o to wiÄ™kszego znaczenia. „RobiÄ™ to także dla ciebie, braciszku.” pomyÅ›laÅ‚ Mufasa. „Wreszcie zniknÄ… powody naszego sporu.”
- Tarki dowie siÄ™ o tym! – syknÄ…Å‚ Amini. „O, czyżby to przyjaciel mego stryja?” zdumiaÅ‚ siÄ™ Mufasa. A Amini dodaÅ‚. – Masz go zawrócić.
- Sam go zawróć... jeÅ›li zdoÅ‚asz. – uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ martwy król. – Nie jesteÅ› ani SkazÄ…, ani moim stryjem. Masz prawo nawet do niego przemówić. ÅšmiaÅ‚o...
To nie byÅ‚o uczciwe. Amini nie potrafiÅ‚ kontaktować siÄ™ z żyjÄ…cymi. ByÅ‚ mocno zwiÄ…zany z ukochanym synem, ale niezwykÅ‚ym rodzajem wiÄ™zów, zbyt Å›cisÅ‚ym do zwykÅ‚ego kontaktu. Niemal... jak Skaza i Zira – tak blisko, że emocjonalna burza miedzy nimi gÅ‚uszyÅ‚a wszelkie sÅ‚owa.
- Nie, ty to zrób! – jÄ™knÄ…Å‚ Amini. – On musi wrócić na ZÅ‚a ZiemiÄ™ i udać siÄ™ na spotkanie z KiarÄ…! To ostatnia szansa powstrzymania wojny! – dostrzegÅ‚ drwiÄ…cy uÅ›miech na twarzy Mufasy. – Ale... ty chcesz wojny! – zawoÅ‚aÅ‚ gniewnie.
- Nie. – Mufasa potrzÄ…snÄ…Å‚ gÅ‚owÄ…. – Musze tylko poprawić drobny błąd Simby sprzed trzech lat. MuszÄ™... wyeliminować ZirÄ™. Tylko tak mój plan może siÄ™ powieść. – wtem zmarÅ‚y król dostrzegÅ‚ aurÄ™ zÅ‚oÅ›ci na twarzy Aminiego. – To ty byÅ‚eÅ› lwem, który wtedy ocaliÅ‚ ZirÄ™! – wyszeptaÅ‚ zdumiony.
A Amini zbiegł na skały i staną na drodze synowi.
- Jako twój ojciec, rozkazujÄ™ ci wracać! – krzyknÄ…Å‚ zdecydowanym gÅ‚osem. – Twoja matka jest w niebezpieczeÅ„stwie!
Czarnogrzywy lew stanął i spojrzał za siebie, niepewnym wzrokiem. Pomyślał, że o czymś zapomniał. Ale o czym? Obiecał Vitani poćwiczyć walkę? Nie, to było coś ważniejszego. Hawaa... tak, przyrzekł Hawie, że będzie uważał na Nukę, bo ten...
- Wracaj! – ryknÄ…Å‚ Amini. – Nie myÅ›l, tylko czuj. Twoja matka jest w niebezpieczeÅ„stwie.
- Mama? – szepnÄ…Å‚ odruchowo Kovu. PoczuÅ‚ nagÅ‚y i niewyjaÅ›niony strach o ZirÄ™, po czym odwróciÅ‚ siÄ™ szybko i ruszyÅ‚ Å›cieżkÄ… w dóÅ‚. Jednak przed nim rozciÄ…gaÅ‚a siÄ™ jeszcze dÅ‚uga droga.
- No piÄ™knie! – syknÄ…Å‚ Mufasa. – Ale tak mu już nie pomożesz, a ja znam sposoby, aby wesprzeć moich krewnych... bez Å‚amania paktu!
Amini spojrzał na niego z gniewem, ale potem uśmiechał się, szczerząc zęby.
- Być może, ale ty nigdzie nie pójdziesz!
SkoczyÅ‚ na gwiezdne ciaÅ‚o zmarÅ‚ego króla i przygniótÅ‚ go do skaÅ‚y. Dusza nie może zabić, czy nawet zranić duszy... ale dobry uÅ›cisk dziaÅ‚aÅ‚ podobnie na żywego, jak i na martwego – Mufasa leżaÅ‚ na ziemi, usiÅ‚ujÄ…c wyÅ›lizgnąć siÄ™ z uÅ›cisku czarnogrzywego.
- OszalaÅ‚eÅ›? – zawoÅ‚aÅ‚. – JesteÅ›my obaj martwi! Nie zabijesz mnie!
- Pewnie nie... – zgodziÅ‚ siÄ™ Amini. – Ale przy okazji sprawdzimy, jak Dawni odczuwajÄ… ból. – mruknÄ…Å‚ zÅ‚oÅ›liwym gÅ‚osem i bezlitoÅ›nie przejechaÅ‚ szponami po twarzy Mufasy.
Lwie duchy splotÅ‚y siÄ™ w bezkrwawej walce, ale Kovu pewnie schodziÅ‚ z gór ku domowi.
*
Vitani byÅ‚a Å›piÄ…ca i znudzona. Jedyne co chciaÅ‚a, to wrócić z tego zimna i wilgoci do Å›rodka ciepÅ‚ej ZÅ‚otej Hali. Ale Nuka byÅ‚ bezlitosny. NalegaÅ‚ tak mocno, że niedobudzona, zgodziÅ‚a siÄ™ mu towarzyszyć. Zapewne, gdyby spytaÅ‚ jÄ… w peÅ‚ni Å›wiadomÄ…, nie zgodziÅ‚aby siÄ™. Niestety, byÅ‚o już za późno, bo od dobrej godziny leżeli na klifie nad rzekÄ…, czekajÄ…c na coÅ› bezskutecznie.
- Nuka, jak dÅ‚ugo jeszcze? – zapytaÅ‚a sennym gÅ‚osem.
- ChwilÄ™... – odparÅ‚ jej brat. – Musze być pewien, że przyjdÄ….
- Kto przyjdzie? – zdziwiÅ‚a siÄ™ Vitani, a w jej umyÅ›le zabÅ‚ysÅ‚o ostrzegawcze Å›wiatÅ‚o. Jej brat wyglÄ…daÅ‚, jakby faktycznie wypatrywaÅ‚ czegoÅ› po drugiej stronie rzeki.
- No... Simba i jego czereda. – odparÅ‚ szczerze. – SÄ…dzÄ™, że nadciÄ…gnÄ… tu caÅ‚ym stadem, ale na takim terenie to im niewiele pomoże.
Vitani wybuchła śmiechem. Tak, Nuka miał niesamowite poczucie humoru. Jego żarty zawsze ją zaskakiwały, były takie... szalone.
- Cisza! – syknÄ…Å‚ lew. – Jeszcze nas usÅ‚yszÄ….
Lwica zamarła, widząc zupełnie spokojną twarz brata. Był tak poważny, jakim go nie widziała od długiego czasu.
- To nie jest żart!? – jÄ™knęła, czujÄ…c chÅ‚ód ogarniajÄ…cy jej ciaÅ‚o. Nuka spojrzaÅ‚ na niÄ… z dumnÄ… minÄ….
- Jasne, że nie! – odparÅ‚. – WmówiÅ‚em Simbie, że na Cmentarzysku SÅ‚oni osiedliÅ‚y siÄ™ hieny, które okradajÄ… LwiÄ… Skałę. WiÄ™c zapewne dziÅ› przyjdzie je wygonić... O, spójrz! – wskazaÅ‚ na drugi brzeg. – Już sÄ…. PrzejdÄ… przez SÅ‚oniowy Bród, a na naszym brzegu bÄ™dÄ… bezradni. Zostawcie mi tylko SimbÄ™...
Vitani sÅ‚uchaÅ‚a tego z otwartymi ustami i nastroszonym futrem. Jej brat wÅ‚aÅ›nie stworzyÅ‚ okazjÄ™, aby zakoÅ„czyć wojnÄ™ w jednÄ… bitwÄ…... Albo w ten sam sposób jÄ… przegrać.
- JesteÅ› szalony! – jÄ™knęła.
- Uważaj, bo mówisz o przyszÅ‚ym królu Lwiej Ziemi. – uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™. – A teraz już nadszedÅ‚ czas, abyÅ› ruszyÅ‚a po mamÄ™ i lwice. Tylko nie atakujcie, zanim Simba nie wejdzie do wÄ…wozu. JeÅ›li mama uzna, że to niebezpieczne... nie atakujcie w ogóle. Tylko odwróćcie uwagÄ™ lwic, dopóki nie skoÅ„czÄ™.
Vitani nie miaÅ‚a nawet siÅ‚, aby odpowiedzieć. Z trudem zmusiÅ‚a siÄ™ do skierowania na wschód i ruszenia Å›cieżkÄ… ku domowi.
- Niech mnie mrówki pożrÄ…! – wykrzyknÄ…Å‚ Tarki, kiedy Nuka pobiegÅ‚ szczytem klifu ku Cmentarzysku SÅ‚oni. – Ten chÅ‚opak ma talent! Ma spore szanse zaÅ‚atwić SimbÄ™!
Ale Skaza tylko chwyciÅ‚ go i podniósÅ‚ na wysokość oczu. SpojrzaÅ‚ w twarz stryja i syknÄ…Å‚ groźnie.
- Zatrzymaj to!
- Skaza, postaw mnie! – Martwy król siÄ™ uspokoiÅ‚ i odstawiÅ‚ krewnego na niewidzialne podÅ‚oże. – PotargaÅ‚eÅ› mi grzywÄ™! – poskarżyÅ‚ siÄ™ Tarki, czeszÄ…c futro na gÅ‚owie. Z pewnoÅ›ciÄ… sÅ‚owo <grzywa> zostaÅ‚o użyte na wyrost. – Wiesz, że nie możemy nic zrobić.
- Mufasa maczaÅ‚ w tym Å‚apy! – krzyknÄ…Å‚ czarnogrzywy król. – ZÅ‚amaÅ‚ przymierze!
- Być może. – zgodziÅ‚ siÄ™ zielonooki lewek. – Ale musimy mieć niepodważalny dowód. A kiedy go znajdziemy, wkroczymy do akcji...
- Oni tam mogÄ… zginąć! – jÄ™knÄ…Å‚ Skaza, wskazujÄ…c na Złą ZiemiÄ™. – Nie pozwolÄ™ na to!
Jednak wciąż staÅ‚ w miejscy, niepewny, co robić. ChciaÅ‚ ruszyć za NukÄ…... ale i towarzyszyć Vitani. W dodatku wiedziaÅ‚, że powinien byÅ‚ obserwować intruzów, wÅ‚aÅ›nie forsujÄ…cych rzekÄ™.
- Pomóż mi! – poprosiÅ‚ stryja.
- Skaza, pomożemy im, czekajÄ…c! – odparÅ‚ Tarki. – Nuka ma wielkie szansÄ™ pokonać SimbÄ™... jego puÅ‚apka jest Å›wietna... – SpojrzaÅ‚ na bratanka ze zÅ‚oÅ›liwym uÅ›miechem. – Znacznie lepsza niż twoja... A ZÅ‚a Ziemia jest bezpieczna, bo Lwioziemcy nie zaryzykujÄ… ataku na nieznanym terenie. To byÅ‚oby samobójstwo!
- Nuka jest w poważnym niebezpieczeństwie!
- Ale Simba w jeszcze wiÄ™kszym. – odparÅ‚ kociak i znów siÄ™ rozeÅ›miaÅ‚. Nagle jednak zamilkÅ‚ i rozejrzaÅ‚ siÄ™ podejrzliwie. – Skazo, wiem, że wspierajÄ… ciÄ™ Sparthi oraz Amini. – martwy król spojrzaÅ‚ na ziemie, aby ukryć grymas zaskoczenia dekonspiracjÄ…. – Nie martw siÄ™, nie zÅ‚amaÅ‚eÅ› paktu. To byÅ‚ dobry pomysÅ‚... Wiem, że pomagajÄ… ci pilnować twoich bliskich. Åšwietnie. Tylko, że... WidzÄ™ aurÄ™ Sparthiego, który czuwa nad ZirÄ…. A gdzie jest Amini?
Skaza westchnął z ulga, słysząc, że stryj nie zamierza interweniować. Odparł.
- Z Kovu.
- Nie widzę ich... więc Kovu nie ma na Złej Ziemi. Przypadek?
Spojrzeli na siebie, wiedząc, że w gwiezdnym świecie przypadki nie istnieją.
- Masz racjÄ™. – przyznaÅ‚ Tarki. – Chyba faktycznie mamy problem.
*
Simba dotarÅ‚ do brzegu jako ostatni. Choć byÅ‚ znacznie silniejszy i potężniejszy od lwic, pÅ‚ywanie sprawiaÅ‚o mu potężnÄ… trudność. Nala niemal wciÄ…gnęła go na brzeg, po czym doprowadziÅ‚a do krÄ™gu czekajÄ…cych Lwioziemek. Król szepnÄ…Å‚ ostrożnie.
- Lepiej siÄ™ poÅ›pieszmy. – spojrzaÅ‚ na wschód. – Nie możemy ryzykować tu starcia z WygnaÅ„cami.
RuszyÅ‚ na zachód po nadrzecznej Å›cieżce, prowadzÄ…cej ku wÄ…wozowi. Lwice ustawiÅ‚y siÄ™ w ciasnej formacji i ruszyÅ‚y za nim. W stosunkowo jasnym Å›wietle peÅ‚nego księżyca Å›cieżka, równolegÅ‚a do rzeki, byÅ‚a dobrze widoczna. Lwioziemcy poruszali siÄ™ szybko, choć niepewnie. Tuż za SimbÄ… szÅ‚a Sarafina wraz z Sarabi. Starsze lwice, przez swoje już zawodzÄ…ce zmysÅ‚y, musiaÅ‚y trzymać gÅ‚owy nisko i dokÅ‚adnie obserwować szlak, w poszukiwaniu wybojów.
- Sarabi... – szepnęła Sarafina. – Nie sÄ…dzisz, że to podejrzane?
- Hm? – zdziwiÅ‚a siÄ™ królowa-matka.
- Åšcieżka. – wyjaÅ›niÅ‚a matka królowej. – JeÅ›li caÅ‚y klan hien tu żyje... to nie powinien wydeptać tej drogi?
Na szlaku pod ich stopami nie byÅ‚o hienich Å›ladów. Jedyne tropy, które wskazywaÅ‚y na przejÅ›cie tamtÄ™dy jakiegoÅ› zwierzÄ™cia, byÅ‚y znacznie wiÄ™ksze.
- Tanabi by poznaÅ‚, kto tÄ™dy szedÅ‚. – mruknęła Sarabi. – Ale dobrze, że on i Kiara zostali w domu, pod opiekÄ… Sakii.
Ujrzeli wejście do wąwozu Cmentarzyska Słoni. Było ciemne, ciche i martwe, oświetlane tylko przez księżyc i bladą poświatę wulkanicznych szczelin w głębi. Wydawało się straszne, ale nie sprawiało wrażenia niczyjego domu... nawet hieniego.
- JesteÅ›my na miejscu. – powiedziaÅ‚a Nala, rozglÄ…dajÄ…c siÄ™. – Ale nie widzÄ™ żadnego z tych padlinożerców...
- Å»adnych Å›ladów, żadnych tropów. – dodaÅ‚a Sarafina. – Nie podoba mi siÄ™ to.
Simba, choć czuÅ‚ siÄ™ niepewnie, zaÅ›miaÅ‚ siÄ™ beztrosko (a przynajmniej starajÄ…c siÄ™, aby brzmiaÅ‚o to beztrosko) i ruszyÅ‚ w głąb wÄ…wozu. PrzeczesywaÅ‚ wzrokiem odludne miejsce w poszukiwaniu wrogów, ale nie widziaÅ‚ nikogo. OdwróciÅ‚ siÄ™ ku stadu i powiedziaÅ‚.
- Może siÄ™ myliliÅ›my. Nie widzÄ™ hien i wÄ…tpiÄ™, czy tu sÄ…. Nie zostawiÅ‚y żadnych Å›ladów. Jednak sprawdzÄ™, na wszelki wypadek. Czekajcie tu.
Lwice spojrzały po sobie niepewnie.
- Nie chcesz, abyÅ›my poszÅ‚y z tobÄ…? – zapytaÅ‚a Nala.
- Nie potrzebujÄ™ ochrony! – syknÄ…Å‚ król i dodaÅ‚ gÅ‚oÅ›niej. – ZostaÅ„cie tu i pilnujcie odwrotu. JakiÅ› Wygnaniec może siÄ™ tu przypÄ™tać. – Po czym ruszyÅ‚ szybko w głąb cmentarza.
*
Droga z Cmentarzyska SÅ‚oni byÅ‚a znacznie dÅ‚uższa, niż z PóÅ‚nocnego Brodu. Vitani biegÅ‚a tak szybko, jak mogÅ‚a, ale widziaÅ‚a, że nie przyprowadzi stada wczeÅ›niej, jak za godzinÄ™. OznaczaÅ‚o to sporo czasu dla Nuki, na wykonanie jego planu... ale lwice nie byÅ‚a pewna, czy chce, aby jej brat ryzykowaÅ‚. To byÅ‚o szalone! JeÅ›li matka uznaÅ‚a, że nie warto Å›ciÄ…gać Lwioziemców na Złą Ziemie, zapewne nie byÅ‚o warto. Vitani byÅ‚a peÅ‚na najgorszych przeczuć, zwÅ‚aszcza, że wiedziaÅ‚, iż Nuka powziÄ…Å‚ swój zamiar pod wpÅ‚ywem emocji, nie rozumu. Tak zazdroÅ›ciÅ‚ Kovu jego misji, że wynalazÅ‚ na poczekaniu sposób, aby go wyrÄ™czyć. Podobne plany koÅ„czyÅ‚y siÄ™ zwykle w dwojaki sposób: albo spektakularnym zwyciÄ™stwem, albo kompletnÄ… katastrofÄ….
„I to jest także moja wina.” PomyÅ›laÅ‚a lwica. „Powinnam to zauważyć wczeÅ›niej i powiedzieć matce...” Nagle zauważyÅ‚a lwiÄ… sylwetkÄ™ na skaÅ‚ach. W pierwszym odruchu, widzÄ…c szare futro Lwioziemca, wysunęła pazury do ataku. Jednak sekundÄ™ później zrozumiaÅ‚ swojÄ… omyÅ‚kÄ™: w jej kierunku biegÅ‚a Hawaa.
- Vitani! – wysapaÅ‚a przerażona lwica. – ZaspaÅ‚am i zgubiÅ‚am NukÄ™! On jest w niebezpieczeÅ„stwie... musimy go znaleźć! – Vitani zatrzymaÅ‚a siÄ™ przed przyjacióÅ‚kÄ… i odparÅ‚a.
- Idzie na cmentarz... i wabi SimbÄ™. – wtem zrozumiaÅ‚a, że Hawaa może wiedzieć wiÄ™cej o zamiarach Nuki niż ktokolwiek inny. – Ale co on robi? SprowadziÅ‚ tu caÅ‚e stado Lwiej Ziemi!
- Za późno! – jÄ™knęła lwica. – Obudź nasze siostry, a ja biegnÄ™ do Nuki!
Córka Skazy chciaÅ‚a dowiedzieć siÄ™ wiÄ™cej, ale nie byÅ‚o czasu. RuszyÅ‚a wiÄ™c dalej w swój szaleÅ„czy bieg, zostawiajÄ…c przyjacióÅ‚kÄ™ na skaÅ‚ach. BiegnÄ…c, powoli odzyskiwaÅ‚a spokój. ZdaÅ‚a sobie sprawÄ™, że jeÅ›li uda siÄ™ Nuce, majÄ… wielkie szanse na zwyciÄ™stwo. OczywiÅ›cie, zakÅ‚adajÄ…c, że jej brat zabije uzurpatora i ZÅ‚oziemcy przybÄ™dÄ… na czas. Trudne, ale możliwe.
A Hawaa ruszyÅ‚a wolniej, już zmÄ™czona wczeÅ›niejszym biegiem. W tamtym momencie nie myÅ›laÅ‚a o wojnie, stadzie ani Simbie, baÅ‚a siÄ™ tylko o NukÄ™. Jej ukochany zamierzaÅ‚ wyzwać na pojedynek potężnego lwa. „Skazo, twój syn jest w niebezpieczeÅ„stwie.” PomyÅ›laÅ‚a. „Pomóż mu!”
*
- O nie, nie ma mowy! – odparÅ‚ Tarki. – Mufasa jeszcze nie zÅ‚amaÅ‚ paktu.
- No to co robimy? – zapytaÅ‚ Skaza, myÅ›lÄ…c intensywnie. Sytuacja wymknęła siÄ™ spod kontroli i martwy król czuÅ‚ siÄ™ bezradny. Gdyby wspomógÅ‚ partnerkÄ™, dzieci lub stado, musiaÅ‚by siÄ™ liczyć z reakcjÄ… brata. A czuÅ‚, że Mufasa tylko na to czeka. WiedziaÅ‚, co siÄ™ dzieje i byÅ‚ przygotowany pomóc swoim.
- Trzeba zawierzyć tym na dole. – poradziÅ‚ gwiezdny kociak. – Pilnuj córki i obserwuj, a ja pójdÄ™ za NukÄ…. Zgoda?
- Zgoda. – mruknÄ…Å‚ Skaza i ruszyÅ‚ za Vitani.
*
Nuka nie bał się, choć wiedział, że powinien. Skradał się szczytem klifu w kierunku cmentarza i obserwował Simbę, kroczącego poniżej. Potężny lew stąpał powoli, rozpraszany przez rosnący strach. Ten widok dodawał sił synowi Skazy.
- Boisz siÄ™, uzurpatorze? – uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ Nuka i zrzuciÅ‚ garść żwiru do doliny. Na dole rozlegÅ‚ siÄ™ stukot, a Simba zamarÅ‚ w panice. – Szukasz wroga? – szepnÄ…Å‚ ZÅ‚oziemiec. – Sam jesteÅ› swoim wrogiem. Twoja duma zmusiÅ‚a siÄ™ do ryzyka. Pozwól, że wykorzystam to... i ciÄ™ zabijÄ™.
Zaśmiał się głośno, a echo odbiło jego chichot. Simba podskoczył w miejscu i przywarł plecami do skalnej ściany. Dopiero po kilkunastu sekundach opanował się na tyle, by ruszyć dalej.
- To sÅ‚abe i gÅ‚upie hieny! – wymamrotaÅ‚. – PoradzÄ™ sobie z nimi.
DotarÅ‚ do dalszej części wÄ…wozu i wkroczyÅ‚ w ciężkie chmury siarkowego dymu. Ziemi co chwile oddychaÅ‚a kolejnymi wyziewami, zamieniajÄ…c powietrze z gorÄ…ca masÄ™. Simba poczuÅ‚, że jego oczy piekÄ…. WytarÅ‚ twarz Å‚apÄ…, aby stwierdzić, że pÅ‚acze od tego żaru. Nie widziaÅ‚ niemal niczego. „Jakim cudem, te paskudy tu żyjÄ…?” pomyÅ›laÅ‚ i ruszyÅ‚ dalej. A Nuka już na niego czekaÅ‚.
[Piosenka „NadszedÅ‚ czas”. Melodia triumfalna, ale i zÅ‚owieszcza, coÅ› pomiÄ™dzy „Przyjdzie czas” a „Lulilulilaj”. Wojenne werble w tle.]
[Nuka schodzi w wÄ…wóz, zasnuty chmurami żóÅ‚tego dymu wulkanicznego. Idzie pewnie, a Simba wciąż potyka siÄ™, oÅ›lepiony wyziewami. Niemal wpada do skalnej szczeliny, ale zatrzymuje siÄ™ w ostatniej chwili.]
Cóż za widok! Szokuje ciÄ™ tak
Przypomina ci coÅ› z dawnych dni?
Lecz to ja jestem królem, a jak!
A jak ślepy dziś błąkasz się ty
[Nuka stoi na póÅ‚ce skalnej, tuż nad SimbÄ… i czeka aż ten podejdzie bliżej.]
To ironia? A wróćmy w te dni
Kiedy dumny, zepsuty do cna
Wypędziłeś kociaka za drzwi
Czy pamiętasz? Ten kociak to ja!
[Na sÅ‚owo <ja> uderza Å‚apÄ… we wÅ‚asnÄ… pierÅ›. Potem pochyla siÄ™ nad SimbÄ… z Å‚apÄ… wysuniÄ™tych pazurów.]
I okradÅ‚eÅ› z bogactwa mój ród
Wziąłeś ojca i matki mej sny
Me rodzeÅ„stwo skazaÅ‚eÅ› na gÅ‚ód
I na tronie mym usiadłeś ty!
[Tnie króla w gÅ‚owÄ™. Na czole króla wytryskujÄ… cztery równolegÅ‚e ciÄ™cia po pazurach. Król upada na ziemie, spanikowany, oÅ›lepiony i zdezorientowany. Nuka widzi, że go nie dosiÄ™gnie z góry, wiÄ™c rusza po skalnych puÅ‚kach w dóÅ‚. Jego oczy, przywykÅ‚e do dymu, widzÄ… Å›cieżkÄ™ wyraźnie, a Simba zaciska z bólu powieki. Wstaje i rusza w przypadkowym kierunku, tylko przez przypadek nie wpadajÄ…c do pobliskiej szczeliny.]
Refren:
Lecz to kończy się już! (echo: kończy się już! kończy się już!)
Ery nadchodzi zmierzch! (ery zmierzch! ery zmierzch!)
Na twym imieniu kurz (mieniu kurz, mieniu kurz)
Wkrótce osiÄ…dzie też! (siÄ…dzie też! siÄ…dzie też!)
[Nuka staje w poÅ‚owie drogi i Å›piewa na tyle gÅ‚oÅ›no, że wzbudza echo. Simba wydaje siÄ™ tego nie sÅ‚yszeć – jest zbyt oszoÅ‚omiony dusznym dymem. Kaszle i idzie niepewnie.]
I świat uśmiechnie się (śmieje się, śmieje się)
Kiedy ostatni raz (jeszcze raz, jeszcze raz)
Serce uderzy twe! (serce twe! serce twe!)
Wiedz, że nadszedÅ‚ już twój czas
[Na sÅ‚owa <uderzy twe...> Simba odkrywa, że stoi na skalnej póÅ‚ce nad lawÄ… i nie ma już dokÄ…d uciekać. Pod nim wrze lawa.]
AbyÅ› ty winy odkupić mógÅ‚
Życie oddasz, więc zginać dziś masz
I tak zwracasz mi mój stary dÅ‚ug
Długie lata przetrzymany aż
[Nuka zbliża siÄ™ do niego, spoglÄ…dajÄ…c groźnie, otoczony przez tumany dymu. Przypomina Skaże z poczÄ…tku „Przyjdzie czas”.]
To poczÄ…tek jest moich dni
By naprawić twój okrutny błąd
Dawna zemsta z ojcowskiej krwi
Woła o krwawy nad winnym sąd
[Bez trudu uderza SimbÄ™. Silniejszy z lwów nie blokuje ciosu, bo nic nie widzi, a nie unika, bo boi siÄ™ spaść do lawy.]
ÅšciÄ…Å‚eÅ› królewskich dni piÄ™kny kwiat
Ja zasadzÄ™ znów drzewo tej krwi
I pokażę jak Skazy syn zgadł
Że ten tron przynależny jest mi
[Nuka zadaje kolejny cios, a dym ponad nim ukÅ‚ada siÄ™ w chmurÄ™, przypominajÄ…ca LwiÄ… Skałę w pÅ‚omieniach, jak pod koniec Króla Lwa. Nuka wznosi Å‚apÄ™ do kolejnego uderzenia i rozwiewa część wyziewów. WyglÄ…da to, jakby gasiÅ‚ pÅ‚omieÅ„.]
Refren:
Lecz to zacznie się już (zacznie już! zacznie już!)
Nowej ery świt lśni (ery lśni! ery lśni!)
Z chwały ojca dziś kurz (dziś kurz! dziś kurz!)
ZmyjÄ™ strugÄ… twej krwi (strugÄ… krwi! strugÄ… krwi!)
[Simba odruchowo się cofa na samą krawędź, a skała pod nim zaczyna pękać.]
I świat uśmiechnie się (śmieje się, śmieje się)
Kiedy ja pierwszy raz (pierwszy raz, pierwszy raz)
Jak król osÄ…dzÄ™ ciÄ™! (sÄ…dzÄ™ ciÄ™! sÄ…dzÄ™ ciÄ™!)
Wiedz, że nadszedÅ‚ już mój czas
[Simba dostrzega co siÄ™ dzieje, otwiera zaÅ‚zawione oczy i spoglÄ…da na NukÄ™, który przymierza siÄ™ do Å›miertelnego ciosy. Twarz króla przypomina przerażonego Mufasy, zanim zostaÅ‚ zrzucony przez SkazÄ™.]
[UjÄ™cie kruszÄ…cej siÄ™ skaÅ‚y pod nogami Simby. Muzyka urywa siÄ™ w póÅ‚ taktu i ekran natychmiast ciemnieje.]