Wygnańcy ćwiczyli.
To nie byÅ‚e zwykÅ‚e pozorowane walki, a prawdziwa, choć bezkrwawa bitwa, zarzÄ…dzona przez ZirÄ™. Lwica staÅ‚a na stoku termiciego kopca i spoglÄ…daÅ‚a na swoje podopieczne na równince poniżej. Dziesięć ZÅ‚oziemiek zostaÅ‚o podzielonych na dwa zespoÅ‚y, aby przećwiczyć atak w zwartym szeregu. W ostatecznym boju, wszyscy mieli uderzyć ramiÄ™ w ramiÄ™, oczywiÅ›cie, oprócz Ziry, dowodzÄ…cej z boku oraz Kovu, który zamierzaÅ‚ siÄ™ dostać... bliżej wroga, niż ktokolwiek inny. Obok Ziry staÅ‚a Vitani, bacznie przyglÄ…dajÄ…c siÄ™ treningowi.
- Patrz uważnie, moje dziecko. – szepnęła królowa. – JeÅ›li coÅ› mi siÄ™ przytrafi, to ty obejmiesz dowodzenie.
- Tak jest, matko! – dumnie potwierdziÅ‚a mÅ‚oda lwica. Ale wzrokiem szukaÅ‚a kogoÅ›, kogo spodziewaÅ‚a siÄ™ także zobaczyć w szeregu. – Czy Nuka nie weźmie udziaÅ‚u w walce? – zapytaÅ‚a z ciekawoÅ›ciÄ….
- OczywiÅ›cie, że weźmie. – odparÅ‚a natychmiast Zira. – Ale nie w gÅ‚ównym natarciu. MógÅ‚by stać siÄ™ naszym sÅ‚abym punktem... – Nagle zdaÅ‚a sobie sprawÄ™, że powiedziaÅ‚a wiÄ™cej, niż chciaÅ‚a. – Nie chodzi mi o to, że nie dotrzymaÅ‚by kroku... ale jako syn Skazy jest narażony na szczególnie zajadÅ‚e ataki. To mogÅ‚aby zniszczyć nasz plan jednoczesnego i równomiernego szturmu. BÄ™dzie mnie osÅ‚aniaÅ‚, gdy zaatakujÄ™ NalÄ™. A ty też pójdziesz u mojego boku. – dodaÅ‚a, spoglÄ…dajÄ…c córce w oczy.
- OczywiÅ›cie. – przytaknęła Vitani. – Nie zawiedziemy ciÄ™, matko!
- To nie mnie nie możecie zawieść. – mruknęła Zira i odwróciÅ‚a siÄ™ do Kovu. – A ty, synu... JesteÅ› gotów?
- Jak nigdy w życiu! – odparÅ‚ ten. – Nasz taktyka jest doskonaÅ‚a. Nie mam pojÄ™cia, czemu chcesz siÄ™ bawić w te szpiegowskie gierki. Pod twoim przewodem, zmiażdżymy ich w nawet w otwartym polu.
Zira poczuła się schlebiona, ale zmroziła syna twardym spojrzeniem.
- Nie! Wiem, że jesteśmy słabsi. Simba ma trzynaście lwic...
- LiczÄ…c Sarabi, SarafinÄ™ i SakiÄ™. – odparÅ‚ Kovu z pogardÄ…. – A one sÄ… zbyt stare, aby walczyć...
- Nie lekceważ Sarabi! – syknęła Zira z nienawiÅ›ciÄ… w oczach. – To okrutna wojowniczka. – a ciszej dodaÅ‚a także. – No i ten Tanabi... nic o nim nie wiemy.
Ale wtedy królowa daÅ‚a sygnaÅ‚ do ataku. Oba szeregi ruszyÅ‚y ku centrum równinki, z poczÄ…tku powoli, potem rozpÄ™dzajÄ…c siÄ™ do biegu. Dwie linie spotkaÅ‚y siÄ™ z sczepiÅ‚y w bezlitosnym pojedynku. Każda piÄ…tka lwica staÅ‚a siÄ™ jednym organizmem, walczÄ…cym, myÅ›lÄ…cym i czujÄ…cym razem. Po pierwszych sekundach szoku, rozpoczęły siÄ™ mordercze zapasy i próby rozerwania szeregu przeciwnika. W prawdziwej bitwie (przynajmniej, wedle zaÅ‚ożeÅ„ Ziry), walka miaÅ‚a siÄ™ rozstrzygnąć wÅ‚aÅ›nie w tedy – albo liczniejsi Lwioziemcy starliby atakujÄ…cych brutalnÄ… siłą, albo lepiej wyszkoleni WygnaÅ„cy rozproszyliby wroga i rozbiliby go na maÅ‚e grupki, wzbudzajÄ…c panikÄ™. SÅ‚absze i niedożywione lwice ze ZÅ‚ej Ziemi miaÅ‚y tylko jednÄ… szansÄ™ – zaskoczyć i przerazić siÅ‚y Simby. Zira wierzyÅ‚a, że nie bÄ™dzie to trudne... pod warunkiem, że ktoÅ› zajmie siÄ™ wrogim dowódcÄ….
- Wszystko zależy od ciebie, Kovu. – szepnęła królowa, a w tej samej chwili drugi z szeregów ćwiczÄ…cych lwic zaÅ‚amaÅ‚ siÄ™. ZwyciÄ™stwo zdobyÅ‚ zespóÅ‚ Hawy.
- Doskonale! – wykrzyknęła Zira. – Hawo, Dotty, Spotty, Danthi i Ostasi... byÅ‚yÅ›cie Å›wietne! – zostawiÅ‚a dzieci na skalnym wystÄ™pie i zeskoczyÅ‚a w dóÅ‚, do wÅ‚asnego wojska. Najpierw podeszÅ‚a do przegranej drużyny. – WidziaÅ‚am, że nie popeÅ‚niÅ‚yÅ›cie żadnego błędu... One po prostu byÅ‚y dzisiaj lepsze. Ale zasady to zasady... Każda z was ma dziesiÄ™ciokrotnie przypÅ‚ynąć RzekÄ™ GranicznÄ…! – rozkazaÅ‚a zwyczajowÄ… karÄ™ dla przegranych i odwróciÅ‚a siÄ™ ku zwyciÄ™zcom. – Wspaniale! Jestem z was dumna!
- DziÄ™kujemy, wasza wysokość! – odparÅ‚a Hawaa, oficjalnym tonem.
- Rozejść siÄ™! – poleciÅ‚a Zira. – To wszystko na dzisiaj. – Kovu i Vitani zeskoczyli z kopca i ruszyli ku ZÅ‚otej Hali.
- DziÄ™kujemy, pani! – powtórzyÅ‚y wszystkie wojowniczki, a chwile potem ruszyÅ‚y za dziećmi królowej. Tylko Hawaa pozostaÅ‚a na polu bitwy.
- A ty... pewnie czekasz na NukÄ™? – zapytaÅ‚a Zira dociekliwie.
- Tak, pani... – odparÅ‚a niepewnie mÅ‚oda lwica. – Czy to ci przeszkadza, wasza wysokość?
Zira wybuchła śmiechem. Podeszła do Hawy i pogłaskała ją po głowie.
- Nie... oczywiÅ›cie, że nie! – uÅ›miechnęła siÄ™ czule. – Jak mogÅ‚o ci cos takiego przyjść do gÅ‚owy?
Młoda lwica milczała chwilę, po czym spuściła wzrok ku ziemi. Odpowiedziała cicho.
- Myślałam... że możesz być zła, że zbliżyłam się do twojego syna.
- ZÅ‚a? Czemu? – zapytaÅ‚a Zira.
- Ja... jestem Lwioziemka. – wyszeptaÅ‚a Hawaa.
- Co?! – warknęła królowa. ChwyciÅ‚a w Å‚apÄ™ gÅ‚owÄ™ lwicy i zwróciÅ‚a jÄ… ku sobie. SpojrzaÅ‚a w przestraszone oczy samicy i wymruczaÅ‚a groźnie. – Nigdy tak nie mów! – patrzyÅ‚a na zaskoczenie na twarzy Hawy. – Dopóki chcesz żyć z nami, jesteÅ› ZÅ‚oziemkÄ… sercem i duszÄ…!
- Ale nie krwiÄ…... – powiedziaÅ‚a Hawaa ponuro.
- Kim jesteÅ›? – zapytaÅ‚a Zira zimnym gÅ‚osem. – Kim sÄ… oni. – WskazaÅ‚a na lwice, wchodzÄ…ce do ZÅ‚otej Hali. – Kim ja jestem dla ciebie? – a mÅ‚oda lwica odparÅ‚a bez wahania.
- Jestem ZÅ‚oziemkÄ…. To moje stado. JesteÅ› mojÄ… królowÄ…, Ziro!
Władczyni uśmiechnęła się i nagle uścisnęła młodszą lwicę. Wybuchła śmiechem, widząc jej zakłopotanie.
- Tylko to muszÄ™ o tobie wiedzieć! JesteÅ› jednÄ… z nas i cieszÄ™ siÄ™ z tego. – cofnęła siÄ™ kilka kroków i znów spojrzaÅ‚a na twarz poddanej. – Nigdy nie waż siÄ™ mówić, że nie jesteÅ› stÄ…d. Chcesz być z nami?
- Oczywiście!
- Podzielasz nasze marzenia? – pytaÅ‚a Zira.
- Wiesz, że tak!
- Kochasz nas?
- Całym sercem!
- A wiÄ™c jesteÅ› jednÄ… z nas... I nie ważne, gdzie siÄ™ urodziÅ‚aÅ›. – podeszÅ‚a do skalnej Å›ciany i wskoczyÅ‚a na niskÄ… póÅ‚kÄ™ skalnÄ…. Tam usiadÅ‚a i spojrzaÅ‚a w dóÅ‚, na HawÄ™. – Czy pamiÄ™tasz dzieÅ„, gdy do nas dołączyÅ‚aÅ›? Ja pamiÄ™tam go doskonale... – zmrużyÅ‚a oczy, przywoÅ‚ujÄ…c wspomnienia. – Nigdy nie uważaÅ‚am ciÄ™ za gorszÄ…, z powodu twojego pochodzenia. A już w chwili, gdy sprzeciwiÅ‚aÅ› siÄ™ wÅ‚adzy Simby, wiedziaÅ‚am, że bÄ™dziesz jednÄ… z nas. JesteÅ›my do siebie takie podobne... WyglÄ…damy inaczej, nawet myÅ›limy inaczej, ale czujemy to samo. Radość z bycia wolnymi... żal po tych, co odeszli. JesteÅ›my ZÅ‚oziemcami! – zawoÅ‚aÅ‚a w pustkÄ™ wÄ…wozu. – Nasz duma, to nasza siÅ‚a! A ty masz tÄ… siłę w sobie!
[Piosenka „W serce spójrz”. Melodia tajemnicza i poważna. Rytm werbli w tle.]
[Zira stoi na póÅ‚ce skalnej, jakieÅ› dwa metry nad powierzchniÄ… równinki i HawÄ…. MÅ‚odsza lwica patrzy na niÄ… z podziwem. Zira wskazuje na HawÄ™.]
Zwrotka:
W serce spójrz, dziecino ma
JesteÅ› jak na skale kwiat
[Kuca i wskazuje maÅ‚y, skalny kwiatek. Zbliżenia na Å‚apÄ™ królowej. GÅ‚aszcze roÅ›linÄ™.]
Pełen mocy, twardo trwa
Choć go nie chce wściekły świat
[Próbuje wyrwać kwiat ze skaÅ‚y, ale ten trzyma siÄ™ mocno. Puszcza go...]
Tam gdzie serce, korzeÅ„ twój
Wiesz skąd rośniesz, skąd się plenisz
[...i wskazuje na szczelinę skalną pod spodem, gdzie widać korzenie rośliny.]
Wiesz, że żaden walki znój
CiÄ™ nie wyrwie z naszej ziemi
[Zeskakuje do Hawy i delikatnie trąca ją w bok. Obie ruszają w stronę rzeki, spoglądając na Lwią Skałę w oddali.]
Refren:
Masz to, czego braknie im
Jesteś, kogo nie chcą znać
[Zira prowadzi, Hawaa idzie za nią. Schodzą z klifu, wciąż oglądając się w kierunku Lwiej Skały na południu.]
Bo w ich wierszu psujesz rym
Mając czelność dumnie stać
[Na sÅ‚owo „czelność” Zira zatrzymuje siÄ™. Na sÅ‚owo „dumnie” odwraca do lwicy, a na sÅ‚owo „trwać” podnosi Å‚apÄ™ i zaciska pięść.]
Wiele siły w sercu masz
I niÄ… krzyczysz dziÅ› bez sÅ‚ów
[Wskazuje na rzekę w wąwozie poniżej i śpiewa z dumą.]
I w swej dumie zawsze trwasz
SÅ‚uchasz tylko wÅ‚asnych snów
[Obie wskazujÄ… do wody i dołączajÄ… do lwic, które ćwiczÄ… brodzenie w silnym nurcie.]
Zwrotka:
Spójrz na siebie, na mnie spójrz
Widzisz węzeł ten siostrzany?
[Z trudem kroczÄ… w wartkim nurcie, obok zmÄ™czonych lwic. Å»adna z nich (ani Zira, ani Hawaa, ani piÄ…tka przegranych.) nie wyglÄ…da na wÅ›ciekłą, a raczej na dumnÄ… z wÅ‚asnych postÄ™pów.]
Gdy idziemy przez dni znój
Który razem pokonamy
[WychodzÄ… na drugi brzeg i wspinajÄ… siÄ™ na klif.]
W naszych sercach jedna krew
To krew marzeń i nadziei
[Zira znów wskazuje LwiÄ… Skałę, Å‚apÄ… z wyciÄ…gniÄ™tymi pazurami.]
Wyśpiewamy świata zew
A ich niechby diabli wzięli!
[Zaciska pięść, jakby coś chwytając. Uśmiecha się złowieszczo.]
Refren, śpiewają już razem:
Mamy to, czego braknie im
My, których oni nie chcÄ… znać
[Zwierzęta z Lwiej Ziemi uciekają w popłochu, widząc Złoziemki.]
W wierszu ich psujemy rym
Mając czelność dumnie stać
[Na sÅ‚owo „czelność” pięć lwic, które wÅ‚aÅ›nie wyszÅ‚y z rzeki, dołącza do chóru.]
Wszyscy:
Siła w naszych sercach gra
I niÄ… krzyczymy dziÅ› bez sÅ‚ów
I w tej dumie przyjaźń trwa
PÄ™dzi szlakiem wÅ‚asnych snów
[Piosenka koÅ„czy siÄ™ operowym zaÅ›piewem caÅ‚ego chóru. Zira trzyma Å‚apÄ™ na sercu.]
- Åšwietna robota, dziewczyny! – uznaÅ‚a Zira, patrzÄ…c na wyczerpane, ale wciąż peÅ‚ne zapaÅ‚u, lwice. – Wracajcie do domu i odpocznijcie! – drugi zespóÅ‚ ruszyÅ‚ ku rzece i zaczÄ…Å‚ pÅ‚ynÄ…c z powrotem ku domowi. Królowa patrzyÅ‚a na to z klifu, dumnym spojrzeniem. – Moje stado... NASZE stado! – poprawiÅ‚a siÄ™. – Skaza byÅ‚by dumny... pewnie jest z was dumny, patrzÄ…c z gwiazd. – westchnęła i spojrzaÅ‚a na HawÄ™. – Wracaj już... Nuka powinien być już w ZÅ‚otej Hali. Ciekawe, co zÅ‚apaÅ‚ tym razem... – uÅ›miechnęła siÄ™ do wÅ‚asnych myÅ›li i dodaÅ‚a. – Co za baÅ‚agan... Lwice ćwiczÄ… siÄ™ w walce a lew poluje. Na prawdÄ™ różnimy siÄ™ od tych arogantów, tam... – wskazaÅ‚a LwiÄ… Skałę, a potem ruszyÅ‚a w dóÅ‚, ku rzece.
- Ziro? – zagadnęła niepewnym gÅ‚osem Hawaa.
- Tak, moja droga?
- Ja... kocham NukÄ™. – zaczęła nieÅ›miaÅ‚o. – I kiedy to wojna siÄ™ skoÅ„czy...
- ...bÄ™dÄ™ miaÅ‚a synowÄ…. Raczej nie uda ci siÄ™ mnie zaskoczyć. – dokoÅ„czyÅ‚a Zira pogodnym gÅ‚osem. WeszÅ‚y do rzeki i rozpoczęły bród.
- I nie masz nic przeciwko temu? – chciaÅ‚a siÄ™ upewnić Hawaa.
- OczywiÅ›cie, że nie! – brodzÄ…ca pÅ‚ynÄ…ca królowa. – CieszÄ™ siÄ™, że jesteÅ› z NukÄ… tak blisko. I sÄ…dzÄ™, że Skaza też byÅ‚by zadowolony. – DotarÅ‚y do drugiego brzegu i wyszÅ‚y z wody. – Ale mam nadziejÄ™, że wiesz, iż to Kovu, zgodnie z wola Skazy, bÄ™dzie dziedzicem Lwiej SkaÅ‚y. – dodaÅ‚a nieprzeniknionym gÅ‚osem.
- Tak, pani... Mnie wcale tron nie obchodzi... – dodaÅ‚a jednak ciszej. – Ale NukÄ™ tak.
Zira zatrzymaÅ‚a siÄ™ i odwróciÅ‚a do lwicy. W jej oczach nie widać byÅ‚o gniewu, a raczej żal.
- Wiem... ale nic na to nie mogÄ™ poradzić. Nuka nie może wyzwać Simby. W pojedynku nie miaÅ‚by szans. – podeszÅ‚a do Hawy i odjęła jÄ… ze wspóÅ‚czuciem. – Moja droga... Nuka ma wiele zalet, o czym wiesz sama... ale brutalna siÅ‚a do nich nie należy. Czyż nie? – zapytaÅ‚a retorycznie. – To Kovu zabije SimbÄ™ i w ten sposób odzyska tron dla rodziny. A Nuka... jako dziedzic mojego tytuÅ‚u, wÅ‚adcy ZÅ‚otych Piasków, bÄ™dzie traktowany i poważany jako czÅ‚onek rodu królewskiego.
- Wiem. – przytaknęła Hawaa. – JeÅ›li to zadowoli NukÄ™ i je bÄ™dÄ™ zadowolona.
Ale ta rozmowa miaÅ‚a jeszcze jednego sÅ‚uchacza. Nuka, siedzÄ…cy na póÅ‚ce niedalekiego kopca termiciego, usÅ‚yszaÅ‚ niemal każde sÅ‚owo matki i ukochanej. PatrzyÅ‚ na nie ze smutkiem, ale i rosnÄ…ca determinacjÄ….
- Hawo, moja droga... – szepnÄ…Å‚. – BÄ™dziesz królowÄ…! To ja zabijÄ™ SimbÄ™ i zostanÄ™ dziedzicem ojca... – spojrzaÅ‚ na ZirÄ™, zmierzajÄ…ca ku zÅ‚otej Hali. – I pokażę ci, matko, kto jest twoim najwierniejszym dzieckiem. Tylko dajcie mi szansÄ™!
*
Lwice z Lwiej SkaÅ‚y wÅ‚aÅ›nie wracaÅ‚y z polowania. ByÅ‚ to szczęśliwy dzieÅ„, gdyż drużyna Nali powaliÅ‚a dwie dorosÅ‚e gnu, co zapowiadaÅ‚o wielkÄ… ucztÄ™ dla stada. U podnóża skaÅ‚y, zostaÅ‚y powitane przez tych, którzy zostali w domu – starsze lwice, samego króla i jego dzieci.
- Część mamo! – krzyknęła Kiara i polizaÅ‚a królowa po policzku. Nala upuÅ›ciÅ‚a truchÅ‚o gnu i objęła córkÄ™.
- Cześć, moje słonko. Jak ci minął dzień.
- W sposób nadspodziewanie spodziewany. – mruknÄ…Å‚ Tanabi, mÅ‚odszy brat księżniczki. MÅ‚odociany lew wyglÄ…daÅ‚ na znudzonego i zirytowanego. – PolowaliÅ›my na najstraszniejsze robale, jakie znaÅ‚ wujek Timon. – królowa podeszÅ‚a do syna i spróbowaÅ‚a polizać jego także, ale ten wyÅ›liznÄ…Å‚ siÄ™. – Uważaj, wciąż jestem caÅ‚y w bÅ‚ocie.
Nala uÅ›miechnęła siÄ™ i polizaÅ‚a go wiÄ™c po placach, udajÄ…c, że chce go wyczyÅ›cić jak kociaka. Tanabi aż zadrżaÅ‚ ze wstydu. Ale jego matka, ignorujÄ…c ten gest, zwróciÅ‚a siÄ™ ku Simbie i polizaÅ‚a partnera.
- Królowie PrzeszÅ‚oÅ›ci pobÅ‚ogosÅ‚awili nam. – powiedziaÅ‚a. – To byÅ‚o dobre polowanie.
Dwie lwice z drużyny wciÄ…gnęły zdobycz na skałę, a reszta stada ruszyÅ‚a ku jaskini. Wszyscy, z wyjÄ…tkiem królowej i Tanabiego.
- Mamo... możesz chwilÄ™ poczekać? – poprosiÅ‚ książę. Lwica spojrzaÅ‚a na syna i usiaÅ‚a w oczekiwaniu, gdy reszta lwic wchodziÅ‚a już na zbocze. – Mamo... chciaÅ‚bym ciÄ™ o coÅ› prosić.
- Tak, wiem – zaÅ›miaÅ‚a siÄ™ lwica. – Już nigdy nie bÄ™dÄ™ ciÄ™ myÅ‚a na oczach stada...
- Mamo... ja musze polować. – powiedziaÅ‚ lew.
Nala patrzyÅ‚a na niego ze zdumieniem. Tanabi byÅ‚ już niemal trzyletnim mÅ‚odzieÅ„cem, z na póÅ‚ wyroÅ›niÄ™tÄ… grzywÄ…, ale sercem buntowniczego kociaka. Tym jednak razem wyglÄ…daÅ‚ na caÅ‚kowicie poważnego i zdeterminowanego. Ta gÅ‚upia proÅ›ba wydawaÅ‚a siÄ™ być dla niego na prawdÄ™ ważna.
- Co takiego? – zapytaÅ‚a królowa.
- Pozwól pomagać wam w polowaniu. – poprosiÅ‚ Tanabi pokornym gÅ‚osem. – Ja siÄ™ tu duszÄ™! Tata nie pozwala mi chodzić z nim na zwiady, Kiara nawet nie chce ćwiczyć walki... CaÅ‚e dnia spÄ™dzam z wujkiem Timonem i wujkiem PumbÄ…. Z caÅ‚ym, należnym im szacunkiem, nie chce stać siÄ™ póÅ‚-surykatkÄ… i póÅ‚-guźcem!
- Tani! O czym, ty mówisz? – zaÅ›miaÅ‚ siÄ™ Nala, ale dostrzegÅ‚a Å›miertelnie poważny wyraz na twarzy syna. – Polowanie nie jest rolÄ… lwa... – pogÅ‚askaÅ‚a jego grzywÄ™.
- Tak, wiem. RolÄ… lwa, jest rzÄ…dzić, albo być wygnanym ze stada. – Nala zmarszczyÅ‚a brwi, sÅ‚yszÄ…c gorycz w gÅ‚osie dziecka. – Ale ja i tak już zamieniÅ‚em siÄ™ rolami z KiarÄ…. Tata mówi, że to ona przejmie wÅ‚adzÄ™, wiÄ™c ja chciaÅ‚bym chociaż poudawać, że jestem przydatny w stadzie.
- Oj, Tanabi... – mruknęła królowa, wciąż gÅ‚aszczÄ…c go po gÅ‚owie. JednoczeÅ›nie jednak, patrzyÅ‚a gdzieÅ› na horyzont. – Å»yjemy w ciężkich czasach... Ojciec mówi, że wojna z WygnaÅ„cami wybuchnie niedÅ‚ugo. Musimy być gotowi do walki. To dlatego tak siÄ™ o was martwimy. Ale obiecujÄ™, że kiedy to siÄ™ skoÅ„czy, wszystko bÄ™dzie inaczej.
Tanabi odskoczył to tyłu i spojrzał na matkę z irytacją. Odparł, napiętym głosem.
- Ja tego nie rozumiem. Ty i tata wciąż nas straszycie tymi legendarnymi WygnaÅ„cami. Już od dzieciÅ„stwa... Nigdy żadnego nie widziaÅ‚em i chyba nieprÄ™dko zobaczÄ™. Przed czym my drżymy? Przed duchami! Czemu tata nie skoÅ„czyÅ‚ z tym raz na zawsze? – zapytaÅ‚ z gniewnÄ… ciekawoÅ›ciÄ…. Nala westchnęła i ruszyÅ‚a ku pobliskiemu pagórkowi. Syn poszedÅ‚ za niÄ….
- Mój drogi... to nie jest takie proste. WygnaÅ„cy, którym przewodzi Zira, nienawidzÄ… nas. ChcÄ… wygnać nas z tej ziemi.
- A ja chce być królem. – odparÅ‚ Tanabi. – Ale co z tego? Skoro jeszcze nie spróbowali walki, to znak, że sÄ… sÅ‚abi.
- No wiec co byÅ› zrobiÅ‚ na miejscu ojca? – zapytaÅ‚a Nala.
- Cóż... – książę zastanawiaÅ‚ siÄ™ kilka sekund, po czym odparÅ‚ pewnym gÅ‚osem. – To co byÅ‚oby konieczne. ZaproponowaÅ‚bym im kapitulacjÄ™ na honorowych warunkach, a jeÅ›li by siÄ™ zgodzili, przyjÄ…Å‚bym chÄ™tnych do stada. JeÅ›li nie... cóż, opornych wygoniÅ‚bym dalej, tak aby już nigdy nam nie zagrozili. – spojrzaÅ‚ na matkÄ™, czekajÄ…c na odpowiedź. Ale ta milczaÅ‚a, wiÄ™c mówiÅ‚ dalej. – SwojÄ… drogÄ…, to niezwierzÄ™ce, trzymać ich tak blisko naszej żyznej sawanny i nie pozwalać im polować, ani korzystać z naszych wodopojów. Å»ycie na ZÅ‚ej Ziemi, podczas pory suchej, musi być straszniejsze, niż możemy sobie wyobrazić.
Nala zatrzymaÅ‚ siÄ™ na szczycie i usiadÅ‚a na ziemi. Tanabi spoczÄ…Å‚ obok niej i spojrzaÅ‚ na póÅ‚noc.
- Och, Tanabi... nie wiesz o czym mówisz. – odparÅ‚a królowa. – Wiem doskonale, czym jest gÅ‚ód. W czasie rzÄ…dów Skazy, gÅ‚odowaliÅ›my niemal trzy lata. I jeszcze ta susza...
Lew zmarszczył brwi i zaskoczony zapytał.
- Susza? Tata mówiÅ‚, że gÅ‚odowaliÅ›cie, bo hieny kradÅ‚y wszystkie zdobycze...
- No tak... z resztÄ… nie ważne. – mruknęła Nala. – ChciaÅ‚am tylko powiedzieć, że wiem, czym jest gÅ‚ód i pragnienie. Ja cierpiaÅ‚am niedostatek z powodu błędów Skazy...
- ...i suszy. – dodaÅ‚ Tanabi.
- Tak... i suszy. Ale oni... – wskazaÅ‚a na odlegÅ‚e ZÅ‚e Ziemie. - ...cierpiÄ… na wÅ‚asne życzenie. Gdyby Zira zÅ‚ożyÅ‚a hoÅ‚d ojcu, nie zostaliby wygnani.
Tanabi oglÄ…daÅ‚ tajemniczy widok na horyzoncie. Krajobraz wydawaÅ‚ siÄ™ przerażajÄ…cy, ale jednoczeÅ›nie piÄ™kny. ZÅ‚ote skaÅ‚y i gigantyczne kopce termicie nawet z tej odlegÅ‚oÅ›ci zapowiadaÅ‚y przygodÄ™. Podmuch suchego wiatru z póÅ‚nocy sprawiÅ‚, że lew poczuÅ‚ suchy pyÅ‚ w gardle. „Kim oni sÄ…?” zapytaÅ‚ w myÅ›lach. „Å»yjÄ… w tamtym piekle, tylko po to, aby być blisko Lwiej Ziemi.” DodaÅ‚ na gÅ‚os.
- Dlaczego ojciec nie przekonał ich, aby żyli z nami?
„Bo sam ich wygnaÅ‚.” PomyÅ›laÅ‚a gorzko Nala, budzÄ…c powódź dawnych wspomnieÅ„. Ale szybko odpowiedziaÅ‚a spokojnym gÅ‚osem. – To byÅ‚oby na nic. Zira to wrodzona nienawiść. Nigdy nie pokÅ‚oniÅ‚aby siÄ™ królowi.
- A reszta jej stada? – dopytywaÅ‚ siÄ™ książę.
- Także majÄ… zatwardziaÅ‚e serca. – stwierdziÅ‚a królowa.
- Wszyscy? – zdumiaÅ‚ siÄ™ lew. – MuszÄ… mieć ku temu dobry powód... albo przynajmniej wierzyć, że go majÄ…... Czemu wspierali SkazÄ™?
- Niech ci o tym opowie ojciec. – zaproponowaÅ‚a Nala. SÅ‚owa syna wyciÄ…gnęły z zakamarków pamiÄ™ci bolÄ…ce wspomnienia... i poczucie winy.
- Ale mamo! Taty tu wtedy nie było! Wiesz znacznie więcej od niego!
- Król wie lepiej. – ucięła królowa. – Zawsze!
- Cóż... – mruknÄ…Å‚ Tanabi. – To już wiem, czemu musze gnić w tej dusznej jaskini, kiedy wy polujecie. Bo król wie. Szkoda, ze jestem zbyt gÅ‚upi, aby pojąć tÄ™ mÄ…drość. – dokoÅ„czyÅ‚ z gniewem i odwróciÅ‚ siÄ™.
RuszyÅ‚ biegiem ku Lwiej Skale, a Nala zostaÅ‚a na szczycie. Ale nawet nie zauważyÅ‚a znikniÄ™cia syna. Obrazy z przeszÅ‚oÅ›ci zasnuÅ‚y jej umysÅ‚. Po raz pierwszy, od czasu wygnania ZÅ‚oziemców, wspominaÅ‚a dzieciÅ„stwo. I to nie ten wczeÅ›niejszy okres, gdy jako maÅ‚y szkrab bawiÅ‚a siÄ™ z SimbÄ…, ale czas późniejszy.... Kiedy wierzyÅ‚a, że znalazÅ‚a ojca. BaÅ‚a siÄ™ takich myÅ›li, uważajÄ…c je niemal za zdradÄ™ Simby, ale... „Nalo... Mam partnerkÄ™ i syna, ale to nie jest przecież jedyna rodzina jaka mam. Wy wszyscy jesteÅ›cie moimi krewnymi i przyjacióÅ‚mi. Jestem królem i chciaÅ‚bym żebyÅ› traktowaÅ‚a mnie jak ojca... Nawet jeÅ›li nie udaje mi siÄ™ być dobrym ojcem. Ale chcÄ™... staram siÄ™.” PowiedziaÅ‚ kiedyÅ› Skaza. Kiedy to byÅ‚o? Nala pamiÄ™taÅ‚a, że w tych dniach byÅ‚a wyczerpana, spragniona i gÅ‚odna... ale również szczęśliwa i spokojna. I gdyby historia potoczyÅ‚aby siÄ™ inaczej...
- NIE! – szepnęła i potrzÄ…snęła gÅ‚owÄ…, jakby chciaÅ‚a strÄ…cić wspomnienia. – DokonaÅ‚am sÅ‚usznego wyboru. Simba jest królem i nic tego nie zmieni!
Ruszyła za synem.
*
- Co za uczta! – uÅ›miechnęła siÄ™ Hawaa, patrzÄ…c na zdobycze Nuki.
ByÅ‚y to dwie mangusty, dziesięć pustynnych szczurów i tyleż samo przepiórek skalnych. Ale w wykrzyknieniu lwicy nie byÅ‚a ironii – dla ZÅ‚oziemców taki posiÅ‚ek byÅ‚ wspaniaÅ‚oÅ›ciÄ…. OczywiÅ›cie, to miaÅ‚a być tylko zakÄ…ska po treningu, a na prawdziwe polowanie mieli ruszyć wszyscy, o zmroku. Jednak ta drobna dawka energii po morderczym wysiÅ‚ku byÅ‚a konieczna.
Złoziemki leżały przed wejściem do Złotej Hali, odpoczywając i gawędząc cicho. Tylko Nuka chodził pomiędzy nimi, podając posiłek. Ponieważ nie ćwiczył, na tle reszty wydawał się wcieleniem wigoru i siły. Lwice przyjmowały przekąskę, kiwając głowami ze szczera wdzięcznością.
- Wybaczcie, że nie znalazÅ‚em nic wiÄ™cej, ale pora sucha chyba wysmażyÅ‚a wszystkie gryzonie w okolicy. – stwierdziÅ‚. PrzechodzÄ…c obok matki, szepnÄ…Å‚ jej do ucha. – Ale gdyby Kovu mi pomagaÅ‚, upolowalibyÅ›my dwakroć tyle. – Zira udaÅ‚a, że go nie sÅ‚yszy.
Kiedy posiłek był skończony, wszystkie lwice udały się do hali, aby choć trochę przespać się przed wyjściem na polowanie. Tylko Nuka i Hawaa zostali na zewnątrz. Lew podszedł to lwicy i delikatnie skubnął ją zębami za uchem.
- Chodź, mam dla ciebie deser. – ruszyÅ‚a za nim, ale zaraz zapytaÅ‚a z niepokojem.
- Ale Nuka... nie powinieneś rozdzielić go dla wszystkich?
- ZachowaÅ‚em go, dla prowadzÄ…cej zwyciÄ™skÄ… grupÄ™. – uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ Nuka.
- Wczoraj, kiedy przegraÅ‚am, powiedziaÅ‚eÅ›, że ci którym idzie gorzej, powinni siÄ™ lepiej odżywiać. No i daÅ‚eÅ› mi dodatkowÄ… porcjÄ™. – zauważyÅ‚a.
- Złapałem ją w nadgodzinach. Chodź!
Dotarli do niewielkiej niecki, niedaleko ZÅ‚otej Hali. ByÅ‚a to ich tajna kryjówka, jeszcze z dzieciÅ„stwa, ostatnio znów używana czÄ™sto. Na dnie zagłębienia leżaÅ‚y kolejne trzy przepiórki. Nuka podsunÄ…Å‚ je lwicy z szarmanckim uÅ›miechem.
- DziÅ› to ja funduje obiad.
Trzy przepiórki później leżeli na skale, obejmujÄ…c siÄ™. Hawaa niemal zasnęła, znużona wysiÅ‚kiem i utulona przez lwa. Nuka tylko mruczaÅ‚ zadowolony, nagle jednak szepnÄ…Å‚, poważnym gÅ‚osem.
- Hawo... Matka mówiÅ‚a, że Kovu zostanie królem, bo to on zabije SimbÄ™... tak? – nie czekaÅ‚ na odpowiedź, ale ciÄ…gnÄ…Å‚ dalej. – WiÄ™c... gdyby siÄ™ okazaÅ‚o, że ktoÅ› inny pomÅ›ci SkazÄ™... może on odziedziczyÅ‚by tytuÅ‚ króla?
Hawaa otworzyła oczy, zdumiona tą myślą. Wiedziała jednak, do czego zmierza Nuka.
- Tylko pomyśl... Może ta osoba zaskoczy wszystkich, robiąc coś, czego nikt się po nim nie spodziewa?
Lwica myÅ›laÅ‚a ze strachem, ale i z nadziejÄ…: „On tak chce być królem... i ja tego chcÄ™, bo go kocham. Gdybym tylko byÅ‚a wstanie pomóc....”
A Nuka mruczaÅ‚ w myÅ›li w tej samej chwili: „Tron! A po co mi sam tron? Ale to jedyne droga, aby pokazać Hawie, ile jestem na prawdÄ™ wart! MuszÄ™ wymyÅ›lić sposób, jak zabić SimbÄ™. Dla ciebie, mamo, abyÅ› wreszcie byÅ‚a ze mnie dumna.... I dla ciebie, Hawo... ZasÅ‚ugujesz, aby być królowÄ…!”