Królowa Piasku
(wstÄ™py, takie jak w „dziedzictwie Skazy;)
Uwaga:
Piosenki zawarte w tekście są jedynie tłumaczeniami wersji angielskich (angielska wersja fanfiku powstawał wcześniej) i z tego powodu ich jakość poetycka może się wydać może się wydać mierna. Zachęcam wiec do zapoznania się z oryginałami (choćby na FLZ)
Dramatis Personae (w kolejności alfabetycznej):
Amini - wędrowny lew ze stada Horena. Ojciec Kovu.
Arista* – dawny król ZÅ‚otego Stada, ojciec Sparthy i Ziry. ZginÄ…Å‚ podczas wÄ™drówki w czasach Wielkiej Suszy.
Banzai - hiena, brat Shenzi i Eda
Danti* – niegdyÅ› Wygnaniec, później przyjÄ™ta do stada Simby. PrzyjacióÅ‚ka Ostasi.
Ed (alias Edward Szalony;) - hiena, brat Shenzi i Banzaia.
Hawaa – lwica ze ZÅ‚ej Ziemi.
Horen – wÄ™drowny lew, przywódca grupy Wietrznych Samotników.
Kiara – córka Simby i Nali, siostra Tanabiego. Księżniczka Lwiej Ziemi.
Kovu – Syn Ziry, adoptowany syn Skazy.
Maitha* – mÅ‚oda lwica, przyjacióÅ‚ka Kiary.
Mufasa – dawny król Lwiej Ziemi, syn Ahadiego, partner Sarabi.
Nala – Królowa Lwiej Ziemi (w czasach Simby). Partnerka Simba, matka Kiary i Tanabiego.
Nuka – syn Skazy i Ziry, brat Vitani i Kovu.
Onya* – Lwica z Lwiej Ziemi, w dzieciÅ„stwie przyjacióÅ‚ka Sarabi i Skazy (Taki).
Ostasi* - niegdyÅ› Wygnaniec, później przyjÄ™ta do stada Simby. PrzyjacióÅ‚ka Danti.
Pumba – guziec, przyjaciel Simby z czasów mÅ‚odoÅ›ci.
Rafiki – stary pawian. Szaman i doradca Simby.
Sakia* – stara lwica, przyjacióÅ‚ka królowej-matki Sarabi, niegdyÅ› lojalna poddana Skazy.
Sarabi – królowa-matka, niegdyÅ› partnerka Mufasy, matka Sambi, babka Kiary i Tanabiego.
Sarafina – przyjacióÅ‚ka Sarabi, matka Nali.
Shenzi – hiena, siostra Banzaia i Eda.
Skaza (Taka) – Król Lwiej Ziemi po Å›mierci Mufasy.
Simba – Król Lwiej Ziemi po Å›mierci Skazy. Syn Mufasy, ojciec Kiary i Tanabiego.
Sorphi* – lwica ze stada Simby.
Sparthi* – syn Aristy, brat Ziry. Książę ZÅ‚otego stada. ZmarÅ‚ w czasie Wielkiej Suszy.
Tanabi* – syn Simba i Nali, książę Lwiej Ziemi, mÅ‚odszy brat Kiary.
Tiko* – bratanek Zazu, uczÄ…cy siÄ™ fachu majordomusa, aby przejąć kiedyÅ› ten urzÄ…d.
Timon – surykatka, przyjaciel Simby z czasów mÅ‚odoÅ›ci.
Uru – niegdyÅ› królowa Lwiej Ziemi (w czasach Ahadiego). Matka Mufasy i Skazy (Taki).
Vinia* – lwica ze stada Simby.
Vitani – córka Skazy i Ziry, siostra Nuki i Kovu. Dziedziczka Skazy..
Zazu – stary majordomus na dworze Simby.
Zira – NiegdyÅ› królowa Lwiej Ziemi (na krótko, za czasów Skazy). Córka Aristy siostra Sparthiego, Matka Nuki, Vitani i Kovu.
... – i inne postacie, których wymienienie już teraz może zdradzić zbyt wczeÅ›nie fabułę opowieÅ›ci;)
Zira – córka Aristy, siostra Sparthiego, partnerka Skazy, matka Nuki. Królowa ZÅ‚otych Piasków i Lwiej Ziemi.
[Piosenka “Twój skarb”. Z poczÄ…tku radosna melodia, przechodzÄ…ca w poważnÄ… w refrenie]
[UjÄ™cie Ziry na granicy Lwiej Ziemi, pomiÄ™dzy sawannÄ… i pustyniÄ…. Zira biegnie na granicy piasków, w kierunku zachodzÄ…cego sÅ‚oÅ„ca.]
Z każdą chwilą, z każdym dniem
Cieszysz siÄ™ bogactwa snem
Każdy oddech daje twym marzeniom żyć
[Zbliżenia na twarz Ziry. Lwica jest spokojna i radosna. Po chwili widzimy jej wspomnienia: Zira w czasach Wielkiej Suszy, prowadzÄ…ca ZÅ‚ote Stado. Ujmiecie Skazy, który podbiega pomóc Zirze nieść Sparthiego.]
To, co gdzieś głęboko tkwi
W sercu aż po kres twych dni
To, co czyni cię kim jesteś, kim chcesz być
[Zira obejmuje Skazę w tylniej jaskini Lwiej Skały.]
Wiesz czego potrzeba ci
Niczym życia ciepłej krwi
Wiesz co chronisz, o co walczysz dzień za dniem
[Zira w dniu koronacji: wszystkie lwice kłaniają się jej.]
Pokaż życiem żeś jest wart
Wygrać z losem partię kart
O ten najcenniejszy skarb, największy sen
[ujęcie Skazy, bawiącego się z malutkim Nuką. Młoda Zira patrzy na to z uśmiechem.]
Refren:
Każdy w sercu skarb swój ma
Śmiało z nim w swe życie gna
I nie odda go nawet za zÅ‚ota wór
[Znów pustynia: ujÄ™cie Å‚ap Ziry, uderzajÄ…cych w biegu o piasek]
To jak ducha świeży liść
Powód aby dalej iść
Twego życia chluba oraz cel wÅ›ród chmur
[Zbliżenie na twarz Ziry: pojawia się napięcie i smutek.]
Pomyśl tylko: co ty masz
Czemu wciąż przed siebie gnasz
Wiedz, że musi to być zdobycz godna lwa
[Wspomnienia lwicy przesuwają się, ale w tle wciąż widzimy twarz Ziry.]
Poczuj radość, dumy smak
Tylko one sycÄ… tak
AbyÅ› dotarÅ‚ gdzie twój skarb spocząć ma
[Skaza wraca z polowania. Wygląda na wyczerpanego, ale udało mu się przynieść Zirze (w tym ujęciu w ciąży z Vitani) i Nuce smaczny kawał mięsa.]
Wiedz, że szczęście drogie jest
Musisz zdać najcięższy test.
Ale czym są trudy, aby wejść na szczyt
[Ujęcie Ziry, biegnącej przez pustynię, ale zmienia się w ujęcie Ziry wracającej na Lwią Skałę w dniu śmierci Skazy.]
Skarb w zasięgu twoich rąk
Nie wypuszczaj już go stąd
Śmiało walcz, byś miał to czego nie ma nikt
[Ujęcie Ziry, walczącej z hienami i podbiegającej do umierającego Skazy.]
Każdy w sercu skarb swój ma
Śmiało z nim w swe życie gna
I nie odda go nawet za zÅ‚ota wór
[Ujęcie ostatniej rozmowy Skazy i Ziry.]
To jak ducha świeży liść
Powód aby dalej iść
Twego życia chluba oraz cel wÅ›ród chmur
[ZnikajÄ…ce ujÄ™cie Ziry, niosÄ…cej ciaÅ‚o Skazy. Przechodzi w ujÄ™cie starszej Ziry, która zatrzymuje siÄ™ przy gÅ‚azie granicznym. W tle sÅ‚oÅ„ce niemal już zaszÅ‚o.]
01 – Na progu zmian
PrzeminÄ…Å‚ kolejny cykl KrÄ™gu Å»ycia. SÅ‚oÅ„ce niemal już zaszÅ‚o za horyzontem, tak jak caÅ‚a pora sucha już dobiegaÅ‚a swojego koÅ„ca. Zira czuÅ‚a zapach deszczu w powietrzu. Choć powietrze wciąż byÅ‚o suche, królowa wiedziaÅ‚a, że zmiana pogody nadchodziÅ‚a. Kolejny raz siÄ™ jej udaÅ‚o – ocaliÅ‚a swoje stado w najcięższym kryzysie i zabezpieczyÅ‚a jego byt... przynajmniej na najbliższy rok.
Lwica spojrzaÅ‚a na pustyniÄ™. Za niÄ… rozciÄ…gaÅ‚a siÄ™ żyzna sawanna, z monumentalnym wzniesieniem po Å›rodku – LwiÄ… Skałą, miejscem i uwielbianym i nienawidzonym przez niÄ…. A z przodu rozciÄ…gÅ‚a siÄ™ pustynia – mile zÅ‚otego piasku, kryjÄ…cego jej dawny dom i dawne życie. Stary i dawno zamkniÄ™ty rozdziaÅ‚. W tamtym momencie żyÅ‚a już na staÅ‚e pomiÄ™dzy Å›wiatami. To byÅ‚a granica, obrzeża Lwiej Ziemi. WÅ‚aÅ›nie tu spotkaÅ‚a SkazÄ™, gdy jej stado szukaÅ‚o mitycznego raju. Znaleźli może nie raj, ale bezpieczne schronienie, które uratowaÅ‚o im życie. A Zira odkryÅ‚a tu skarb cenniejszy od radoÅ›ci każdego nieba. Jego.
- Kochanie... Jak dawno temu to byÅ‚o? Sześć lat? – wyszeptaÅ‚a, wdychajÄ…c gorÄ…ce powietrze pustyni.. – A cztery, odkÄ…d ciÄ™ z nami niema. To dla mnie jak wieczność... – mruczaÅ‚a, Å‚amiÄ…cym siÄ™ gÅ‚osem. Od dnia Å›mierci Skazy nie uroniÅ‚a ani jednej Å‚zy, choć czÄ™sto pÅ‚akaÅ‚a wewnÄ…trz. Bez Å‚ez i Å‚kania, ale z równym smutkiem. CzÄ™sto jednoczeÅ›nie żaÅ‚owaÅ‚a swojej straty i radoÅ›ciÄ… wspominaÅ‚a piÄ™kne wspomnienia dawnego życia. – TÄ™skniÄ™ za tobÄ…. Wiem, że nie wolno ci... ale nawet jedno sÅ‚owo z nieba przyniosÅ‚oby mi ulgÄ™. Skazo! ProszÄ™, przemów do mnie!
PorosiÅ‚a na próżno. ZmarÅ‚y król nigdy nie ukazaÅ‚a siÄ™ swojej partnerce. Zira czuÅ‚a jego obecność niemal zawsze, gdy rozmawiaÅ‚a z nim w samotnoÅ›ci. Ale byÅ‚a to niema obecność – oddech miÅ‚oÅ›ci i tÄ™sknoty, czuÅ‚y, ale cichy. I tamtym razem byÅ‚o podobnie. Lwice owiewaÅ‚ delikatny i ciepÅ‚y wietrzyk z pustyni, kojÄ…cy nerwy i serce. Ale nie byÅ‚a w stanie zrozumieć tego szeptu. Nieme sÅ‚owa z pewno mówiÅ‚y o miÅ‚oÅ›ci i byÅ‚y sÅ‚owami Skazy. Ale jak dokÅ‚adnie brzmiaÅ‚y? Nie wiedziaÅ‚a.
- Nie sÅ‚yszÄ™ ciÄ™, ale wiem, że jesteÅ›. DziÄ™kujÄ™. – odpowiedziaÅ‚a niewidocznemu rozmówcy Zira. – KiedyÅ› zjednoczymy siÄ™ na zawsze i wtedy już nic nas nie rozdzieli... Ale za nim to siÄ™ stanie, muszÄ™ wypeÅ‚nić twój testament. – Wiatr ucichÅ‚ nagle, jakby chcÄ…c tym uciszyć także lwice, ale ona zdawaÅ‚a siÄ™ tego nie zauważać. Wciąż mówiÅ‚a, by ulżyć niepokojowi i żalowi. – Kovu jest niemal gotów. WyÅ›lÄ™ go do stada Simby, na zwiad... i jeÅ›li to bÄ™dzie możliwe... po zemstÄ™. – zamilkÅ‚a i spojrzaÅ‚a w niebo, w kierunku póÅ‚nocy. Tak Å›wieciÅ‚a najdroższa jej gwiazda, ta która zabÅ‚ysÅ‚a w noc po Å›mierci Skazy. – BÅ‚agam, zrozum mnie! – szepnęła niepewnym gÅ‚osem. – To sztuczka... a wÅ‚aÅ›ciwie podstÄ™p. Ale musimy go użyć! JesteÅ›my zbyt sÅ‚abi, aby walczyć twarzÄ… w twarz. Nie mamy ciebie u boku, a Lwioziemcy sÄ… liczniejsi. My niemal umieramy z gÅ‚odu... naszym jedynym atutem jest wspomnienie po tobie i twojej mÄ…droÅ›ci. Musimy zabić SimbÄ™, aby wrócić na LwiÄ… ZiemiÄ™. Wiem, że ty nigdy nie skalaÅ‚eÅ› siÄ™ kÅ‚amstwem ani podstÄ™pem... Ale my musimy skÅ‚amać raz, aby na zawsze już przywrócić prawdÄ™. – westchnęła. – Wybacz mi, Skazo.
Wiatr ucichÅ‚ już na dobre, ale ciepÅ‚e uczycie obecnoÅ›ci trwaÅ‚o. Zira wciąż byÅ‚a pewna, że niewidoczne Å‚apy jej partnera gÅ‚aszczÄ…c jÄ… po gÅ‚owie. ZmarÅ‚y król byÅ‚ tam i sÅ‚uchaÅ‚. Lwica zamknęła oczy, rozkoszujÄ…c siÄ™ sÅ‚odko-gorzkÄ… pieszczotÄ….
- Staramy siÄ™ i idzie nam nieźle... jak na koÅ„cówkÄ™ pory suchej. – uÅ›miechnęła siÄ™, a jej twarz zÅ‚agodniaÅ‚a. Oblicze groźnej królowej-wojowniczki na chwilÄ™ staÅ‚o siÄ™ obliczem zakochanej kotki. Zira wciąż byÅ‚a piÄ™kna i nie zmieniÅ‚y tego lata wygnania. Ale te radosny uÅ›miech goÅ›ciÅ‚ na jej ustach rzadko, tylko kiedy mówiÅ‚a do Skazy. I nawet wtedy trwaÅ‚ krótko. Tak wiÄ™c po chwili Zira otworzyÅ‚a oczy i znów spojrzaÅ‚a w niebo. – Kovu jest godzien twojego imienia. Mam nadziejÄ™, że jesteÅ› z niego dumny. Wiem... – spuÅ›ciÅ‚a wzrok ku ziemi. – Wiem, że to powinien być Nuka. Ale bÅ‚agam, zrozum... Nuka nie miaÅ‚by szans podoÅ‚ać temu zadaniu. WychowaÅ‚am Kovu tylko w tym jednym celu, aby podążyÅ‚ twoimi Å›ladami. ByÅ‚am zbyt sÅ‚aba, aby opiekować siÄ™ wÅ‚aÅ›ciwie całą trójkÄ…. Ale przysiÄ™gam ci, że zrobiÄ™ wszystko, by Nuka i Vitani żyli godnym, królewskim życiem! Kovu jest kluczem do wskrzeszenia twojej potÄ™gi i chwaÅ‚y. Skazo! – wykrzyknęła w ciemność z całą mocÄ…. – Kocham ciÄ™ i jestem ci wciąż wierna. PomszczÄ™ twojÄ… Å›mierć i oddam twoim dzieciom ich dziedzictwo. Ale... – dokoÅ„czyÅ‚a Å‚amiÄ…cym siÄ™ szeptem. – Pomóż mi! BÄ…dź przy mnie i wspieraj mnie! WypeÅ‚niÄ™ twojÄ… wolÄ™... alby szybko zjednoczÄ™ siÄ™ z tobÄ… na niebie!
Ruszyła z powrotem ku Złej Ziemi. Biegła, niemal plącząc, ale siła woli wstrzymywała łzy. To nie był czas. Jeszcze nie.
Misja nie została wypełniona.
*
- Przepuść mnie do niej! – krzyczaÅ‚ Skaza.
W Å›wiecie nieba siÅ‚a ani wielkość siÄ™ nie liczÄ…. Martwy król byÅ‚ trzymany przez malutkiego kociaka, który obejmowaÅ‚ jego szyjÄ™ żelaznym uÅ›ciskiem. WyglÄ…dali zabawnie – ten mniejszy trzymaÅ‚ wiÄ™kszego i silniejszego. Skutecznie.
- Skazo, uspokój siÄ™! – syknÄ…Å‚ zielonooki lewek. – Wiesz czemu! Nie możesz interweniować! – czarnogrzywy lew znieruchomiaÅ‚ i upadÅ‚ bezwÅ‚adnie. Kociak wypuÅ›ciÅ‚ z Å‚ap jego gÅ‚owÄ™ i cofnÄ…Å‚ siÄ™ kilka kroków. – To musi siÄ™ wydarzyć.
- Tarki... – wyszeptaÅ‚ zaÅ‚amanym gÅ‚osem Skaza. Lew trzymaÅ‚ wÅ‚asnÄ… gÅ‚owÄ™, zasÅ‚aniajÄ…c twarz. – Wiem... ale i tak nie mogÄ™ siÄ™ z tym pogodzić.
Gwiezdny kociak podszedÅ‚ do króla i delikatnie zmierzwiÅ‚ mu grzywÄ™.
- Wiem, mój bratanku... Dlatego masz mnie. ChroniÄ™ ciÄ™, przed uczynieniem czego, czego mógÅ‚byÅ› żaÅ‚ować.
- MuszÄ™ przerwać tÄ™ chorÄ… grÄ™ Mufasy! – wyszeptaÅ‚ Skaza. – Nie obchodzi mnie, czy wymaga tego KrÄ…g Å»ycia, czy nie. NienawidzÄ™ tego porzÄ…dku, który domaga siÄ™ życia mojej rodziny! – SpojrzaÅ‚ na stryja oczyma peÅ‚nymi gniewu. Cienie lwów, te które mieszkajÄ… w gwiezdnym królestwie rzadko przejawiajÄ… uczucia. Ale Skaza aż od nich kipiaÅ‚. Wciąż czuÅ‚ siÄ™ częściÄ… Å›wita na Ziemi.
- Uspokój siÄ™, chÅ‚opcze. – odparÅ‚ lewek. – Mufasa i Ahadi muszÄ… dostać szansÄ™ zaÅ‚atwienia tego po ich myÅ›li. Obaj wiemy, że siÄ™ mylÄ…, ale majÄ… prawo do błędów. SÄ… Królami z PrzeszÅ‚oÅ›ci, jak my.
Skaza zamknął oczy i znieruchomiał. Jego gwiezdne ciało spoczywało na niewidocznej powierzchni niższego sklepienia. Płakał i myślał jednocześnie.
- Tarki... chciaÅ‚bym porozmawiać z Zira. – wyjÄ…kaÅ‚ w koÅ„cu. – Nie o przyszÅ‚oÅ›ci... tylko powiedzieć jej, jak bardzo tÄ™sknie za niÄ… i kociakami... MogÄ™? – zapytaÅ‚, choć bez nadziei. Lewek byÅ‚ nieugiÄ™ty.
- Wybacz... nie możesz. UmówiliÅ›my siÄ™ z MufasÄ… i Ahadim, że nie interweniujemy. – zauważyÅ‚, że jego bratanek już siÄ™ uspokoiÅ‚, choć gdzieÅ› w głębi wciąż kipiaÅ‚ od gniewu. – Zrozum... JeÅ›li Zirze siÄ™ uda, KrÄ…g zostanie przywrócony. Może w brutalny i bolesny sposób, ale przywrócony. Ale jeÅ›li zawiedzie... Cóż, nadejdzie nasza kolej.
- Ale Zira... Vitani? Nuka? Kovu? – szeptaÅ‚ Skaza. – BÄ™dÄ… cierpieć przez gÅ‚upotÄ™ Mufasy
Tarki spojrzał na bratanka z ciekawością i odcieniem podziwu.
- Widzę, że na prawdę pokochałeś Kovu. Czemu? Przecież nie jest twoim synem. Nigdy go nie widziałeś na własne oczy.
- Jest synem Ziry, a to mi wystarcza. – odparÅ‚ martwy król. – Kocham go, bo kocham jÄ…...
- Spokojnie, Skazo... Powstrzymamy ten plan, jeÅ›li sprawy zajdÄ… za daleko. – przerwaÅ‚ Tarki. – Jednak dopóki Mufasa nie zÅ‚amie umowy, bÄ™dziemy tylko obserwować. Nie możesz nic zrobić. PamiÄ™taj, obiecaÅ‚eÅ›! – przypomniaÅ‚ kociak.
- Wiem, stryju. – odparÅ‚ martwy król. – A wiÄ™c możemy wracać na górÄ™... – Oba lwy ruszyÅ‚y po gwiezdnej Å›cieżce ku wyższemu sklepieniu. Ale nagle Skaza zatrzymaÅ‚ siÄ™. – Albo... idź sam. DogoniÄ™ ciÄ™. Chce jeszcze popatrzyć na ZirÄ™... Sam. – Tarki spojrzaÅ‚ na niego z niepokojem. – ObiecaÅ‚em! – powtórzyÅ‚ Skaza. – Nie bÄ™dÄ™ z niÄ… rozmawiaÅ‚... Ani z moimi dziećmi. – zielonooki lewek zmarszczyÅ‚ brwi. – MówiÄ…c „dzieci”, miaÅ‚em na myÅ›li także Kovu.... No dobrze, nie odezwÄ™ siÄ™ do żadnego, żywego lwa. Zadowolony? – zapytaÅ‚ cierpko.
- Zadowolony... – potwierdziÅ‚ Tarki. – Przykro mi, chÅ‚opcze, ale takie sÄ… zasady. – ruszyÅ‚ ku ciemnemu niebu i chwilÄ™ później zniknÄ…Å‚ w mroku. Czarnogrzywy lew westchnÄ…Å‚.
- ObiecaÅ‚em milczeć wobec żywych. – szepnÄ…Å‚. – Ale nie mówiÅ‚em nic o zmarÅ‚ych. – OdwróciÅ‚ siÄ™ ku zachodniemu niebu i zawoÅ‚aÅ‚. – Amini! Wzywam ciÄ™, Amini! – Na horyzoncie pojawiÅ‚a siÄ™ sylwetka czarnogrzywego lwa.
- Tak, Skazo? – zapytaÅ‚ nowo przybyÅ‚y. – Czego chcesz?
- Tego samego co ty. – uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ martwy król.
Duch podszedł do Skazy i obaj wymienili pełne szacunku ukłony. Amini westchnął, niepewnym głosem.
- Czy oni się nie domyślają?
- Cóż... – odparÅ‚ Skaza. – Tarki niemal na pewno, ale on jest z nami caÅ‚y sercem. Mufasa? Nie sÄ…dzÄ™. Nie wie niemal nic o tobie i Sparthim.
Czarnogrzywy wybuchł śmiechem. Był to śmiech czysty i radosny, wyrażający szczęście służenia swoim bliskim.
- DziÄ™kujÄ™ ci, Amini. – powiedziaÅ‚ Skaza. – Twoja opieka nad Kovu bardzo mi pomaga...
- Kovu jest moim synem. – przerwaÅ‚ lew. – Dbam o niego tak samo jak ty.
- Wiem, Amini. – zgodziÅ‚ siÄ™ Skaza. – I wiem, ze wciąż kochasz ZirÄ™. PotrafiÄ™ to zrozumieć... – Sam uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ ciepÅ‚o. – I dziÄ™kujÄ™ Gwiazdom, że mnie wspierasz. JeÅ›li i Sparthi nam pomoże, ocalimy ich, cokolwiek wymyÅ›li Mufasa. I jak, wspólniku?
- Jestem z tobÄ…, Skazo! – odparÅ‚ Amini i podniósÅ‚ Å‚apÄ™.
Martwy król delikatnie chwyciÅ‚ dÅ‚oÅ„ przyjaciela. Ich przymierze byÅ‚o silne, takie jakie musiaÅ‚o być w nadchodzÄ…cych, trudnych czasach.
*
Zira wróciÅ‚a do ZÅ‚otej Hali okoÅ‚o póÅ‚nocy. Wszystkie lwice już spaÅ‚y, tak samo jak Kovu. Vitani nie byÅ‚o, gdyż księżniczka miaÅ‚a zwyczaj czÄ™stego błąkania siÄ™ po pogrążanej w ciemnoÅ›ci Lwiej Ziemi. Nuka... zapewne znów byÅ‚ z HawÄ…. Ale to tylko radowaÅ‚o lwicÄ™. Zira czuÅ‚a, że ta noc zanosiÅ‚a siÄ™ na spokojnÄ… i cichÄ…. Niemal nikt nie czuÅ‚ jeszcze, co stanie siÄ™ już niedÅ‚ugo.
- Åšpij, mój syneczku. – szepnęła do ucha Kovu, po czym pogÅ‚askaÅ‚a jego czarnÄ… grzywÄ™. Lew leżaÅ‚ obok rozÅ‚ożystego pniaka, zwanego „ZÅ‚otym Tronem”, na którym w czasach dzieciÅ„stwa zwykÅ‚ spać. – Wypoczywaj i gotuj siÄ™ do twojej misji. – westchnęła i dodaÅ‚a, niespokojnym gÅ‚osem. – Przykro mi, Kovu, ale musisz. Wszyscy na ciebie liczymy, wszyscy na tobie polegamy. Zrób to dla swego ojca, rodzeÅ„stwa i caÅ‚ego stada.
OdwróciÅ‚a siÄ™ ku centrum komnaty i spojrzaÅ‚a na lwice z nie pokojem. DziesiÄ…tka (liczÄ…c nieobecnÄ… HawÄ™) miaÅ‚a stanąć oko w oko z najpoważniejszÄ… próbÄ… ich życia. Jak tylko Kovu zabiÅ‚by tyrana z Lwiej SkaÅ‚y, one musiaÅ‚y odzyskać królestwo. Nie mogÅ‚y czekać. GoniÅ‚a je nie tylko pamięć po zmarÅ‚ym królu, ale także brutalna konieczność – ZÅ‚a Ziemi nie byÅ‚aby w stanie utrzymać trzynastu lwów przez kolejnÄ… porÄ™ suchÄ…. Rozpaczliwie potrzebowali bogactw Lwiej Ziemi, a jedyna droga aby jest zdobyć prowadziÅ‚a przez pole bitwy.
- Nie bÄ™dziecie już gÅ‚odować... nigdy wiÄ™cej! – szepnęła Zira w ciemność ich schronienia. – Jako wasza królowa, obiecujÄ™, że odzyskam waszÄ… wÅ‚asność, lub zginÄ™ próbujÄ…c! ZÅ‚ote Stado znów stanie w chwale... obok prawdziwych Lwioziemców, poddanych króla Skazy!
*
Hawaa byÅ‚a mÅ‚odÄ… lwiczkÄ… o szarym futrze. Jej uroda byÅ‚a bardzo nietypowa, przynajmniej w stadzie lwów pustynnych i od razu zdradzaÅ‚a je prawdziwe pochodzenie. Tak, byÅ‚a LwioziemkÄ…, przynajmniej narodzona w Lwiej Ziemi. W sercu uważaÅ‚a siÄ™ za ZÅ‚oziemkÄ™ i brzydziÅ‚a siÄ™ Lwioziemcami. KochaÅ‚a swÄ… wybranÄ… rodzinÄ™... a zwÅ‚aszcza jednego jej przedstawiciela.
- Zejdź już, Hawo! – zawoÅ‚aÅ‚a Nuka do wspinajÄ…cej siÄ™ Lwicy. – Ten kopiec zaraz siÄ™ skruszy!
- No to bÄ™dziesz musiaÅ‚ mnie Å‚apać! – odparÅ‚a ta, ze Å›miechem. JednoczeÅ›nie usiÅ‚owaÅ‚a zdobyć przepiórcze jaja. Po marnej kolacji, zÅ‚ożonej z nieÅ›wieżego truchÅ‚a mangusty, smakowite ptasie jaja stanowiÅ‚y by pyszny deser. RobiÅ‚a to dla Nuki, choć ten zdawaÅ‚a siÄ™ być bardziej przerażony wyczynem lwicy, niż ucieszony jej poÅ›wiÄ™ceniem. MogÅ‚o to wydawać siÄ™ zabawne. Choć Nuka byÅ‚ starszy, to Hawaa byÅ‚a z pewnoÅ›ciÄ… silniejszym elementem tej pary. Mimo to, lew zawsze pozostawaÅ‚ jej „opiekunem”.
- ProszÄ™, zejdź już! – powtórzyÅ‚. – Albo ja wejdÄ™ do ciebie!
No, to byÅ‚a dopiero groźba. Nuka zapewne spadÅ‚by w poÅ‚owie wspinaczki. Ale ona wiedziaÅ‚a, że jest gotowy rzucić siÄ™ jej na pomoc, cokolwiek by to oznaczaÅ‚o. „Kochany Nuka...” pomyÅ›laÅ‚a. „MogÄ™ siÄ™ wspinać tu co dzieÅ„, jeÅ›li dziÄ™ki temu bÄ™dziesz siÄ™ martwiÅ‚ tylko o mnie...” A na gÅ‚os dodaÅ‚a. – Już idÄ™... Poczekaj chwilkÄ™!
Niemal dosiÄ™gÅ‚a przepiórczego gniazda Å‚apÄ…. WychylaÅ‚a siÄ™ z wystÄ™pu na termicim kopcu, jakieÅ› pięć metrów nad ziemiÄ… i zdenerwowanym NukÄ…. Zwinna lwica skoczyÅ‚a ku ptasiemu schronieniu i zrÄ™cznym ruchem wyjęła pierwsze z jaj. Jednak w tej samej chwili, jej ciaÅ‚o, zaczepione tylko na pazurach jednej Å‚apy, zaczęło siÄ™ nieuchronnie zsuwać w dóÅ‚.
- Uważaj! – jÄ™knÄ…Å‚ Nuka, widzÄ…c jÄ… w niebezpieczeÅ„stwie.
- Już koÅ„czÄ™... – odparÅ‚a lwica beztrosko, chwytajÄ…c kolejne jaja i do reszty tracÄ…c podparcie. RuszyÅ‚a w dóÅ‚ stoku, jedynie z lekka hamujÄ…c Å›lizg jednÄ… Å‚apÄ….
- Hawaa! – krzyknÄ…Å‚ Nuka i rzuciÅ‚ siÄ™ na Å›cianÄ™.
Gdy on wspinaÅ‚ siÄ™ pod górÄ™, ona zjeżdżaÅ‚a na dóÅ‚. Optymista nazwaÅ‚by to „kontrolowanym upadkiem”, ale Nuka optymistÄ… nie byÅ‚. Nieporadnie wdrapywaÅ‚ siÄ™, tak szybko jak mógÅ‚. Spotkali siÄ™ w Å›rodku dystansu – zaskoczona Hawaa uderzyÅ‚a lwa nogami i zrzuciÅ‚a go w dóÅ‚. Ale dziÄ™ki temu chwilowemu podparciu sama zatrzymaÅ‚a siÄ™ i chwyciÅ‚a lepiej. Nuka uderzyÅ‚ ciężko o ziemiÄ™.
- DziÄ™ki... NUKA?! – krzyknęła przerażona.
- Nie rób tego wiÄ™cej. – wyjÄ…kaÅ‚ obolaÅ‚y lew. LeżaÅ‚ u podnóża kopca, w chmurze kurzu.
Hawaa natychmiast puÅ›ciÅ‚a siÄ™ Å›ciany i kilku sekundach byÅ‚a już na dole. ZrobiÅ‚a to jednak tak zrÄ™cznie, z e nie wypuÅ›ciÅ‚a żadnego z czterech jaj. OdstawiÅ‚a swój Å‚adunek na ziemiÄ™ i podbiegÅ‚a do lwa.
- Nuka, przepraszam... Co ci jest? – zaÅ‚kaÅ‚a z żalem. Lew wydawaÅ‚ siÄ™ jednak być caÅ‚y, nie liczÄ…c chwilowego szoku.
- Nic... chyba nic. – odparÅ‚, kiedy Hawaa polizaÅ‚a jego twarz. – Nie jestem ranny... na pewno nie tutaj... Ale nie przestawaj, na pewno nie zaszkodzi!
Oba lwu wybuchły śmiechem. Nuka wstał i objął lwicę. Choć ta była silniejsza od niego, od razu poczuła się jak słaby i bezbronny kociak. Nuka był jej opiekunem i nic na świecie nie mogło tego zmienić.
- Przepraszam... chciałam tylko zdobyć dla nas jakiś deser.
- I udaÅ‚o ci siÄ™. – odparÅ‚ Nuka. – Solidna dawka adrenaliny! – ZaÅ›miaÅ‚ siÄ™ kolejny raz.
Ona, choć z początku wściekła na siebie, widząc radość Nuki, dołączyła do chichotu.
- No dobrze... może czas skonsumować naszÄ… zdobycz? – zapytaÅ‚a. – RatujÄ…c mnie, zasÅ‚użyÅ‚eÅ› na solidnÄ… nagrodÄ™.
- To samo w sobie byÅ‚o nagrodÄ…. – odparÅ‚ szarmancko Nuka. – Ale oczywiÅ›cie nie możemy pozwolić, aby takie delicje siÄ™ zmarnowaÅ‚y.
Podeszli pod sam kopiec, gdzie Hawaa zostawiÅ‚a jaja, i podzielili siÄ™ smakowitym trofeum. Choć na ZÅ‚ej Ziemi nawet tak maÅ‚a porcja jedzenia byÅ‚a skarbem, to oni jedli nie dla zaspokojenia gÅ‚odu, ale dla przyjemnoÅ›ci wspólnego posiÅ‚ku.
- Teraz jesteÅ›my prawdziwym stadem. – zauważyÅ‚a lwica. – Ja zdobywam jedzenie, a ty bronisz mnie w niebezpieczeÅ„stwie. Podoba mi siÄ™ to...
Nuka uśmiechnął się, ale zaraz spoważniał.
- Hawo... muszę o to zapytać. Czy na poważnie planujesz związać się ze mną?
Spojrzała mu prosto w oczy.
- OczywiÅ›cie, ze tak. – odparÅ‚a radosnym gÅ‚osem. – Kto inny bÄ™dzie mnie Å‚apaÅ‚, kiedy spadnÄ™? – dodaÅ‚a zaraz poważniejszym i zdecydowanym gÅ‚osem. – Kocham ciÄ™, Nuka. I widzÄ™, że możesz być że mnÄ… szczęśliwy. WiÄ™c nad czym siÄ™ tu zastanawiać, ja zdecydowaÅ‚am dawno temu. Teraz wszystko zależy od ciebie.
- No wÅ‚aÅ›nie. – westchnÄ…Å‚ lew i spojrzaÅ‚ w rozgwieżdżone niebo. – Tylko że ja nie wiem, czy ty możesz być ze mnÄ… szczęśliwa. – PodszedÅ‚ bliżej i objÄ…Å‚ lwicÄ™. CiÄ…gnÄ…Å‚ dalej. – Jestem synem Skazy... ale nie odziedziczyÅ‚em wielu z jego zalet. Nie bÄ™dÄ™ królem. Matka jest zdecydowana. To Kovu pomÅ›ci ojca.
Ona polizała jego czoło i zastygła w tej pieszczocie. Wiele razy rozmawiali na ten temat i wiele razy zapewniała go o tym samym.
- Daj spokój z Kovu, niech robi, czego od niego wymagajÄ…. Ja chce ciebie... nie tron. Wiem, ze byÅ‚byÅ› lepszym królem niż Kovu... Ale jako wÅ‚adca nie miaÅ‚byÅ› tyle czasu dla mnie. Ale ja chcÄ™ ciÄ™ jako mojego wÅ‚asnego króla. Nie mam zamiaru dzielić siÄ™ z innymi lwicami. – Oboje uÅ›miechnÄ™li siÄ™. – Kiedy ta wojna siÄ™ skoÅ„czy, mam nadziejÄ™, ze poprosisz mnie, abym zostaÅ‚a twojÄ… partnerkÄ….
- A ja mam nadziejÄ™, że siÄ™ zgodzisz. – odparÅ‚ Nuka. – Po prostu chciaÅ‚bym móc uczynić ciÄ™ królowÄ…, jak na to zasÅ‚ugujesz.
- Ja jestem królowÄ…. – powiedziaÅ‚a lwica. – Naszego maÅ‚ego stada. – Delikatnie popchnęła go w kierunku rzeki. – Chodź wsiąść kÄ…piel. JesteÅ› caÅ‚y w piachu, najjaÅ›niejszy panie!
- MyÅ›laÅ‚em, że wyczyÅ›cisz mnie... hm... bardziej lwim sposobem. – mruknÄ…Å‚ Nuka zalotnie.
- Jedno nie przeszkadza drugiemu. – zaÅ›miaÅ‚a siÄ™ Hawaa. – Ale teraz chodźmy do rzeki. PÅ‚ywanie po posiÅ‚ku... no, może nie jest najzdrowsze, ale bywa caÅ‚kiem miÅ‚e.
- DziÄ™kujÄ™ za wspaniałą kolacjÄ™, moja droga. – powiedziaÅ‚ Nuka i ruszyÅ‚ za lwicÄ…. Ale jednoczeÅ›nie myÅ›laÅ‚ intensywnie. „A jeÅ›li mógÅ‚bym uczynić ciÄ™ królowÄ…? JeÅ›li przekonaÅ‚bym matkÄ™, że jestem godnym tronu? DostaÅ‚abyÅ› to, na co zasÅ‚ugujesz, moja pani!”
Lwy dotarÅ‚y do Rzeki Granicznej i zaczęły baraszkować w pÅ‚ytkiej wodzie tego niemal wyschniÄ™tego potoku. Byli do siebie podobni – niemal dojrzali, ale w sercach pozostajÄ…cy beztroskimi kociakami. Nawet twarde życie na ZÅ‚ej Ziemi nie zgasiÅ‚o iskry ich radoÅ›ci. Å»yli życiem, które wiÄ™kszość zwierzÄ…t uznaÅ‚oby za prawdziwe piekÅ‚o. A mimo to syn ZÅ‚ej Ziemi i córka Lwiej SkaÅ‚y cieszyli siÄ™ tak szczerze, jak potrafili. Z pustymi żołądkami, ale peÅ‚nymi sercami.
*
Vitani widziaÅ‚a ich z niedalekiego kopca. PrzyszÅ‚a popatrzyć na gwiazdy, ale zamiast tego trafiÅ‚a na brata i swojÄ… przyjacióÅ‚kÄ™. OglÄ…daÅ‚a ich z mieszanymi uczuciami. Z pewnoÅ›ciÄ… byÅ‚a szczęśliwa, że Nuka znalazÅ‚ sobie partnerkÄ™. Zawsze martwiÅ‚a siÄ™, że zostanie sam. MÅ‚ody lew byÅ‚ z pewnoÅ›ciÄ… przystojny, swojÄ… oryginalnÄ… urodÄ…, ale sÅ‚aboÅ›ci jego ciaÅ‚a mogÅ‚y mu przeszkodzić w dorosÅ‚ym życiu. Vitani cieszyÅ‚a siÄ™, że Hawaa, silna i niezależna lwica tak doskonale uzupeÅ‚niaÅ‚a siÄ™ z jej bratem. Z drugiej jednak strony, musiaÅ‚a przyznać, ze im zazdroÅ›ci. Å»ycie Vitani wypeÅ‚niaÅ‚ w caÅ‚oÅ›ci plan Ziry. NieskoÅ„czone nauki z Kovu, gdzie czuÅ‚a siÄ™ niedostrzeganym workiem treningowym, nigdy nie pocieszanym i nigdy nie chwalonym. PodzielaÅ‚a marzenia matki caÅ‚ym sercem, ale... chciaÅ‚aby mieć, jak Nuka, też skrawek życia obok wojny stad. ChciaÅ‚a mieć cel, do którego darzyÅ‚aby już po wszystkim. Dlatego tak czÄ™sto pytaÅ‚a gwiazd o radÄ™. A te milczaÅ‚y.
Nawet kiedy czuÅ‚a kojÄ…ca obecność nieznanego, a zarazem doskonale znanego ducha, nie sÅ‚yszaÅ‚a żadnych wskazówek.
- Może to wÅ‚aÅ›nie jest naszym zadaniem? – mruknęła, spoglÄ…dajÄ…c na NukÄ™ i HawÄ™. – Znaleźć wÅ‚asne miejsce, bez niczyjej pomocy?
Powoli zeszła z kopca i ruszyła w kierunku domu. Cokolwiek zamierzał robić Nuka, ona chciała się tej nocy wyspać.