Dziedzictwo Skazy-XVIII

18 – Dziedzictwo Skazy

 

Ostatnia częśc cyklu o Skazie isukcesji po nim. Zachęcam do krytycznych komanatzy poniżej.


- Zmniejszcie Å›wiatÅ‚a! – Tanabi usÅ‚yszaÅ‚ kociÄ™cy gÅ‚os. Åšwiat wciąż przypominaÅ‚ czarnÄ… smołę, ale już wydawaÅ‚ ciche dźwiÄ™ki. – Promienie sÅ‚oÅ„ca na taras... Ale nie tak mocno! Nie powinni widzieć Tanabiego... Póki co, nie wyglÄ…da zbyt dostojnie... – Nie mógÅ‚ rozpoznać mówiÄ…cego, choć czuÅ‚, że skÄ…dÅ› go zna. – Skupcie je na Vitani! – wykrzyknÄ…Å‚ kociak. – Kto tym w ogóle kieruje? Ahadi? WiedziaÅ‚em, że zwalisz sprawÄ™!

- Spokojnie... daj im trochÄ™ autentycznoÅ›ci... pozwól na spontaniczność. – powiedziaÅ‚ Skaza.

Tanabi otworzyÅ‚ oczy... aby odkryć, że wciąż nie ma prawdziwych oczu. Znów oglÄ…daÅ‚ Å›wiat ze swego widmowego ciaÅ‚a. Na tarasie, za placami Vitani, Simby... i jego samego, leżącego na ziemi... staÅ‚a grupa lwich duchów. Skaza, Nuka... Zira? Tak, Tanabi byÅ‚ niemal pewien, że lwica tak podobna do Vitani jest jej matkÄ…. Dalej... babcia Sarafina?! Król byÅ‚ zdumiony, nawet jak na stan ogólnego zdumienia swojÄ… nowÄ… sytuacjÄ…. W dodatku, w Å›rodku grupy staÅ‚ lew... lewek, którego Tanabi nie kojarzyÅ‚. ByÅ‚ to maÅ‚y kociak, jednakże mówiÄ…cy gÅ‚osem dorosÅ‚ego lwa. Jego oczy bÅ‚yszczaÅ‚y na zielono, a futra w miejscu przyszÅ‚ej grzywy byÅ‚o ciemne.

- Spójrzcie! – zawoÅ‚aÅ‚a Zira i trÄ…ciÅ‚a SkazÄ™. – Twój zięć siÄ™ budzi. – Wszystkie zmarÅ‚e lwy zwróciÅ‚y oczy ku nowoprzybyÅ‚emu.

- Jest tu... – powiedziaÅ‚ ciemny kociak. – I tam... – wskazaÅ‚ na nieprzytomne ciaÅ‚o, obok Vitani. – Ten chÅ‚opak jest tak zajÄ™ty, że aż siÄ™ dwoi w oczach! – wybuchÅ‚ dziecinnym Å›miechem. – Kapujecie? Dwoi siÄ™ w oczach! – Ale zielonooki duch zauważyÅ‚, że jego żart nie zachwyciÅ‚ sÅ‚uchaczy. – Ech... przepraszam... Nieważne... Ahadi! ÅšwiatÅ‚o na Vitani! – krzyknÄ…Å‚ ku niebu. Tanabi dostrzegÅ‚, że chmury przesunęły siÄ™ odrobinÄ™.

- Ciii! – przerwaÅ‚ Skaza. – Teraz zadecyduje. – wskazaÅ‚ na królowÄ…, stojÄ…ca na przeciw Simby.

- ...skazujÄ™ ciÄ™ na... wygnanie! – zawoÅ‚aÅ‚a gÅ‚oÅ›no, ale uważny sÅ‚uchacz wychwyciÅ‚by drżenie jej gÅ‚osu. – OpuÅ›cisz LwiÄ… ZiemiÄ™... Jestem pewna, że ZÅ‚ote Stado przyjmie ciÄ™ do siebie ze wszystkimi honorami, jeÅ›li kiedyÅ› zdecydujÄ… siÄ™ powrócić do swej siedziby. Albo... Możesz zamieszkać ze swojÄ… partnerkÄ… i każdym, kto zgÅ‚osi takÄ… chęć, w Zielonej Jamie. – dokoÅ„czyÅ‚a królowa z ledwo widocznymi Å‚zami w oczach. Simba odparÅ‚ po chwili milczenia.

- Tak... pani. – spojrzaÅ‚ na NalÄ™, która ruszyÅ‚a na szczyt tarasu. Lwica najpierw podbiegÅ‚a ku rannemu synowi, ale uspokojona gestem Rafikiego, podeszÅ‚a do partnera.

- Nala... musiaÅ‚am. – szepnęła Vitani.

- JakoÅ› sobie poradzimy. – powiedziaÅ‚ Simba. – Moja droga... ona ma racjÄ™. MusiaÅ‚a.

- MusiaÅ‚a? – zapytaÅ‚ Tanabi. OczywiÅ›cie, żywi go nie mogli usÅ‚yszeć, ale kierowaÅ‚ te sÅ‚owa do zmarÅ‚ych.

- Teraz ty jesteÅ› królem. – odparÅ‚ Skaza. – Sam odpowiedz na to pytanie.

Tanabi ujrzaÅ‚ w myÅ›lach wizjÄ™ swego ojca na Lwiej Skale. Starszy Simba, żyjÄ…cy na ruinach swojej klÄ™ski, błąkaÅ‚ siÄ™ po suchej sawannie. SzeptaÅ‚ z bólem w oczach. „Kim jestem? Tylko... cieniem Simby?”

- Tak... musiaÅ‚a. – oceniÅ‚ nowy król.

- Doskonale! – zawoÅ‚aÅ‚ zielonooki lewek do niewidzialnego rozmówcy nad nimi. – Ale czekaj! Nie zakrÄ™caj caÅ‚ego deszczu, bo przecież zaraz zrobimy tÄ™czÄ™! Nie! OtaczajÄ… mnie...

- To twój brat! – zauważyÅ‚ Skaza.

- Tym lepiej wiem o kim mówiÄ™. – odparÅ‚ lewek. – Zajmij siÄ™ lepiej ziÄ™ciem.

Król patrzyÅ‚ na zgromadzone cienie. PodszedÅ‚ do babki i zapytaÅ‚ napiÄ™tym gÅ‚osem.

- Babciu... gdzie jestem? Co się stało?

Lwica uśmiechnęła się i pogłaskała jego grzywę.

- Nie bój siÄ™... jesteÅ› wÅ›ród swoich. Starej i nowej rodziny.

- Tęskniłem za tobą, babciu...

- GÅ‚uptasek... ja zawsze byÅ‚am z wami... i wspieraÅ‚am twoje kroki, tak jak mogÅ‚am. ZwÅ‚aszcza te niedawne kroki, które naprawiaÅ‚y co ja kiedyÅ›...

- PrzestaÅ„, Sarafino! – przerwaÅ‚a Zira. – MiÄ™dzy nami panuje już pokój. Spójrz na wnuka, w nim jest przyszÅ‚ość.

- Tak jak w twojej córce. – odparÅ‚a Sarafina.

Skaza podszedł do Tanabiego i powiedział z żalem.

- Mój chÅ‚opcze... obawiam siÄ™, że twoje oko jest stracone. Zapewne nigdy nie odzyskasz wzroku w peÅ‚ni.

- Ale nie martw siÄ™. – wtrÄ…ciÅ‚ lewek, machajÄ…c Å‚apÄ… i zapewne wskazujÄ…c coÅ› komuÅ› na górze. – Jakże maÅ‚y jest ten Å›wiat... A od dziÅ› bÄ™dzie dla ciebie... nieco bardziej... pÅ‚aski. – Zielonooki zakryÅ‚ Å‚apÄ… jedno oko i dodaÅ‚. – Fajnie, nie?

- PrzestaÅ„! – syknÄ…Å‚ Skaza. – To kiepski temat do żartów.

- Czemu nie? – zapytaÅ‚ lewek, udajÄ…c zaskoczenie. – ChÅ‚opie... – zwróciÅ‚ siÄ™ ku Tanabiemu. – Co to bÄ™dzie za życie. Laski bÄ™dÄ… musiaÅ‚y dla ciebie polować do koÅ„ca Å›wiata. Laba!

- ZACHOWÓJ SIĘ! – ryknÄ™li Skaza i Zira jednoczeÅ›nie. Zielonooki skrzywiÅ‚ siÄ™ ku nim z wyrzutem.

- Dobra! NastÄ™pnym razem to ja bÄ™dÄ™ siedziaÅ‚ tam na górze. Przynajmniej bÄ™dÄ™ lepszÄ… PaniÄ…-ChmurkÄ…... – PodniósÅ‚ gÅ‚owÄ™ ku niebu i krzyknÄ…Å‚. – ÅšwiatÅ‚o, wiÄ™cej Å›wiatÅ‚a. Teraz ma być tÄ™cza!

- Ty jesteÅ› moim stryjecznym pradziadkiem. – szepnÄ…Å‚ Tanabi niepewnie. Lewek spojrzaÅ‚ na SkazÄ™ z uÅ›miechem.

- No nieźle... ten dzieciak wyglÄ…da na caÅ‚kiem bystrego. Po kim on to odziedziczyÅ‚? Fortuna jest Å›lepa. – Znów zakryÅ‚ jedno z oczu i parsknÄ…Å‚ Å›miechem.

- Tarki! – jÄ™knÄ…Å‚ Skaza. – To jest niegrzeczne.

- Być może. – odparÅ‚ lewek. – A kto powiedziaÅ‚, że szalony stryjek w rodzinie musi być grzeczny? – machnÄ…Å‚ z rezygnacjÄ… ku niebu po raz ostatni i podszedÅ‚ do Tanabiego. – MiÅ‚o ciÄ™ poznać, mój stryjo-prawnuku i... Ech, te drzewa genealogiczne! Jestem Tarki, syn Mohatu i Zauditu, brat tego tam... – wskazaÅ‚ na niebo. – Stryj Skazy i Mufasy... No wiesz... jak to tam dalej idzie.

- Ale... – jÄ™knÄ…Å‚ Tanabi. – JeÅ›li jestem martwy, po co tak lamentujecie nad moim okiem?

- Bo ty nie jesteÅ› martwy! – powiedziaÅ‚a Zira, podchodzÄ…c do króla i delikatnie dotykajÄ…c go Å‚apÄ…. – My tylko... korzystajÄ…c z twojej... niedyspozycji... – SpojrzaÅ‚a na ciaÅ‚o Tanabiego, pielÄ™gnowane przez Rafikiego. - ...wezwaliÅ›my ciÄ™, aby przekazać kilka rad. Ale idÄ… tu teraz inni goÅ›cie i to już na staÅ‚e.

Sylwetki Sarabi i Sakii podchodziły pod Lwią Skałę. Lwice stąpały powoli i ze strachem, szukając pomocy w niespodziewanej sytuacji. Skaza podbiegł do krawędzi tarasu i zawołał.

- Nie bójcie siÄ™... już jesteÅ›cie z nami!

- Taka! – krzyknęła zmarÅ‚a królowa-matka.

- Mój panie! – zawoÅ‚aÅ‚a martwa lwica.

- Chodźcie tutaj! – uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ Skaza. Duchy otaczajÄ…ce Tanabiego zwróciÅ‚y oczy ku nowoprzybyÅ‚ym. Lwice przystanęły na chwilÄ™, a Sarabi delikatnie trÄ…ciÅ‚a najbliższÄ… jej żyjÄ…ca LwioziemkÄ™, ale jej Å‚apa zagłębiÅ‚a siÄ™ w ciaÅ‚o, jak w wodÄ™. – Droga wolna! – dodaÅ‚ Skaza i obie przyjacióÅ‚ki ruszyÅ‚y biegiem ku martwemu królowi.

ZatrzymaÅ‚y siÄ™ tuż przed nim, a Sakia skÅ‚oniÅ‚a gÅ‚owÄ™. Skaza tylko uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™, a wtedy lwice niemal rzuciÅ‚y siÄ™ na niego z kociÄ™ca radoÅ›ciÄ…. Czarnogrzywy lew polizaÅ‚ czoÅ‚o swej poddanej, a później także swej dawnej miÅ‚oÅ›ci.

- Taka! – jÄ™knęła Sarabi. – Tak mi przykro...

- ...z powodu mojej gÅ‚upoty? – przerwaÅ‚ Skaza. – Zapomnijmy o tym... teraz jesteÅ›my już jednym. – odwróciÅ‚ siÄ™ do Sakii. – A ty nic nie mów! – rozkazaÅ‚, udajÄ…c zÅ‚ość. Ale zaraz dodaÅ‚ z rozbawionym uÅ›miechem. – Moja najwierniejsza lwico!

Sarabi podeszła do Ziry. Lwice mierzyły się długo wzrokiem, nie wiedząc jak zacząć rozmowę. Pierwsza ocknęła się Złota.

- Nie wracajmy do tego. Nie mam do ciebie żalu... i mam nadzieję, że ty nie masz do mnie. Teraz będziemy pracować razem, aby wspierać tych, co żyją.

W tym momencie Sarabi dostrzegÅ‚a Tanabiego poÅ›ród zmarÅ‚ych. Jej twarz zadrgaÅ‚a z bólu

- Tanabi! – szepnęła.

- Nie pÅ‚acz, szefowo! – przerwaÅ‚ Tarki. – On tu jest tylko z wizyta. Trzymamy go nieco wyżej, aby nie czuÅ‚ zabiegów tego sztukmistrza! – WskazaÅ‚ Å‚apÄ… na ciaÅ‚o Tanabiego i opatrujÄ…cego je Rafikiego. – A ty, mój królu, lepiej nawet na to nie patrz!

- Babciu! – wykrzyknÄ…Å‚ Tanabi i podbiegÅ‚ do lwicy. ObjÄ™li siÄ™ czule, ale i ze smutkiem. – Tak mi przykro, że do tego wszystkiego doszÅ‚o...

- Nie, mój drogi. – odparÅ‚a ta. – Mój czas i tak nadchodziÅ‚. A lepiej mi byÅ‚o umrzeć... w ciekawy sposób, zamiast sczeznąć w jakiejÅ› jamie.

- DokÅ‚adnie! – zgodziÅ‚ siÄ™ Tarki, patrzÄ…c na Sarabi i SakiÄ™. – Moja panie... co za technika! To byÅ‚a walka stulecia. Ci mÅ‚odzi tylko walÄ… siÄ™ po pyskach... – WskazaÅ‚ na Tanabiego. - ...ale wy jeszcze pamiÄ™tacie dawne sztuki wojenne. Jestem zachwycony.

- Jak myÅ›lisz? – zapytaÅ‚ ZirÄ™ Skaza. – Czy mogÄ™ uderzyć wÅ‚asnego stryja?

- Teraz jesteÅ› Królem z PrzeszÅ‚oÅ›ci... – zauważyÅ‚a. – TrochÄ™ to nie wypada...

- SÅ‚yszaÅ‚em! – powiedziaÅ‚ Tarki. – Dobrze, już sobie idÄ™. ZaprowadzÄ™ te dwie nowe na górÄ™. – wskazaÅ‚ Sarabi i SakiÄ™.

- Nie, ja to zrobiÄ™. – zdecydowaÅ‚a Zira. – Ty musisz powiedzieć, co wiesz, nowemu królowi. Sarafino, pójdziesz z nami? A tobie, Tanabi, życzÄ™ szczęścia. BÄ…dź grzeczny, a Vitani ciÄ™ nie zamÄ™czy...

Sarafina objęła swego wnuka i zwróciÅ‚a siÄ™ do Sarabi.

- Idziemy?

- Idź, Sarabi. – powiedziaÅ‚ Skaza. – Mufasa czeka na górze.

Lwica uśmiechnęła się i spojrzała na Tanabiego.

- Å»egnaj, mój drogi. PamiÄ™taj o mnie... mój królu. BÄ™dziesz wielkim wÅ‚adcÄ…...

- Kocham ciÄ™, babciu. – odpowiedziaÅ‚ Tanabi, Å‚amiÄ…cym siÄ™ gÅ‚osem. – Czy kiedyÅ› mnie jeszcze odwiedzisz?

- Co noc, jeÅ›li bÄ™dziesz patrzyÅ‚ na gwiazdy. – powiedziaÅ‚ królowa-matka i ruszyÅ‚a za ZirÄ… i przyjacióÅ‚kami. Za chwilÄ™, caÅ‚a czwórka rozmyÅ‚a siÄ™ i znikÅ‚a w promieniach sÅ‚oÅ„ca. Skaza odwróciÅ‚ siÄ™ do króla i powiedziaÅ‚ poważnym gÅ‚osem.

- Tanabi, nie mamy zbyt wiele czasu... Za kilka chwil obudzisz siÄ™ tam, na dole... Tak, bÄ™dzie bolaÅ‚o, ale nie istnieje sposób, by tego uniknąć. Jednak, zanim wrócisz, powinieneÅ› nas posÅ‚uchać. – spojrzaÅ‚ w oczy ziÄ™cia i ciÄ…gnÄ…Å‚ dalej. – To wszystko udaÅ‚o siÄ™ dziÄ™ki stryjowi Tarkiemu. On umarÅ‚ jako kociak, ale pozostaÅ‚ mocno zwiÄ…zany ze Å›wiatem na dole. PomagaÅ‚ nam caÅ‚y czas.

- W.. czym? – zapytaÅ‚ król. – Masz na myÅ›li twoja rehabilitacjÄ™... i zmianÄ™ na tronie? – Skaza uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™, ale byÅ‚ to gorzki uÅ›miech.

- Tanabi... nie zrobiliÅ›my tego dla zabawy... nawet nie dla mojej urażonej dumy. Nasz Å›wiat rzÄ…dzi siÄ™ Å›cisÅ‚a logikÄ…, którÄ… w dużym skrócie można opisać jako potrzeba ciÄ…gÅ‚ej opieki nad wami, żywymi. ZrobiliÅ›my, to co zrobiliÅ›my, nie tylko, aby moja córka zostaÅ‚a królowÄ…. MusieliÅ›my tak postÄ…pić, aby ocalić KrÄ…g Å»ycia

- PowiedziaÅ‚eÅ›, że gardzisz okrucieÅ„stwem tego porzÄ…dku. – zauważyÅ‚ król.

- Owszem, gardzÄ™. Ale i tak go chroniÄ™, aby uczynić go... Å‚agodniejszym dla was. Sam wiesz dobrze... bycie królem to coÅ› wiÄ™cej, niż robienie tego, co siÄ™ chce.

- Już zaczynam żałować, że w to wpadłem...

- Doskonale! – wykrzyknÄ…Å‚ Tarki. – To pierwsza, naprawdÄ™ ważna zasada dla króla. Wiedza o ciężarze obowiÄ…zków. – podszedÅ‚ do nowego wÅ‚adcy i szepnÄ…Å‚ poważnie. – Jak powiedziaÅ‚ Skaza, to nie zdarzyÅ‚o siÄ™ przypadkiem. To konieczność... której tylko nieco pomogliÅ›my.

- RatujÄ…c was kilkanaÅ›cie razy... – dodaÅ‚ Nuka.

- Tak i nie tylko. Simba to dobry lew, pomimo tego, że myliÅ‚ siÄ™ wielokrotnie. Ale teraz Lwia Ziemia potrzebuje silnego przywódcy... na ciężkie czasy.

- Ciężkie czasy? – zapytaÅ‚ Tanabi niepewnym gÅ‚osem.

- PomyÅ›l! – kazaÅ‚ Nuka. – Dzisiejszy deszcz byÅ‚ obfity... nienaturalnie obfity. Ale przyszedÅ‚ po miesiÄ…cu suszy, a powinniÅ›my mieć wciąż porÄ™ deszczowÄ….

- Nadejdzie kolejna Wielka Susza! – wyszeptaÅ‚ Tanabi.

- Tak – potwierdziÅ‚ Skaza. – Ale nie dziÅ› i nie jutro. Nawet nie za rok. KiedyÅ›. BÄ…dź gotów, że pewnego roku staniesz wobec kolejnej próby. Nie bój siÄ™, zdążysz nacieszyć siÄ™ beztroskim życiem. Wychowasz z Vitani kociaki. Nabierzesz doÅ›wiadczenia. A któreÅ› lato z kolei potrwa tak dÅ‚ugo, jak moje. Ale teraz to siÄ™ odbÄ™dzie inaczej. ZÅ‚ote Piaski bÄ™dÄ… mogÅ‚y wyżywić stado, nawet w najgorszych czasach. Dlatego, jeÅ›li by siÄ™ okazaÅ‚o... a my niemal jesteÅ›my pewni, ze siÄ™ okaże... iż Kovu i Kiara zdecydujÄ… siÄ™ wracać do siedziby ich nowego stada, nie zatrzymuj ich. Ja bÄ™dÄ™ pilnowaÅ‚ ich tam, obiecujÄ™.

- A on jest piekielnie dobry w dotrzymywaniu sÅ‚owa! – dodaÅ‚ Tarki. – Każdej, obojÄ™tniej jak gÅ‚upiej obietnicy.

- Wiec po to ta caÅ‚a walka? – zapytaÅ‚ król. – Aby ocalić KrÄ…g Å»ycia?

- Nie! – odparÅ‚ Skaza. – Aby was... obydwa stada... ocalić od KrÄ™gu Å»ycia. Pokazać wam wasze miejsce na nim. Ale dosyć. – zamilkÅ‚ i spojrzaÅ‚ na ranne ciaÅ‚o Tanabiego.  – Teraz wrócisz i... zrobisz co chcesz i musisz. BÄ™dziemy blisko, w kÅ‚opocie pomożemy.

- Czekajcie! – wykrzyknÄ…Å‚ król. – Mam jeszcze tyle pytaÅ„!

- Każdy ma! – powiedziaÅ‚ Skaza. – Tylko dziÄ™ki temu nasze życia sÄ…... interesujÄ…ce.

Duchy zaczęły rozmywać się w powietrzu. Tanabi poczuł silny zew wołającego ciała. Ostrożnie wszedł na nie i zaczął się zapadać w żywą tkankę. W ostatniej chwili usłyszał jeszcze cichy, ale śmiertelnie poważny głos.

- Masz się opiekować moją siostrzyczką. Będę cię pilnował!

A potem wróciÅ‚a smolista ciemność.

I na nowo wybuchÅ‚ ból.

*

To byÅ‚ przyjemny, ciepÅ‚y wieczór, jeden z takich, które zapadajÄ… po gorÄ…cym dniu. Król Tanabi biegÅ‚ przez sawannÄ™ z radosnym uÅ›miechem na twarzy. CzuÅ‚ wolność tego pÄ™du i cieszyÅ‚ siÄ™ niÄ…. Wszelkie, a przecież nieliczne, troski zostawiÅ‚ na Lwiej Skale. Wspomnienia o radoÅ›ciach wziÄ…Å‚ jednak ze sobÄ…. ChciaÅ‚ siÄ™ nimi podzielić z rodzicami. Lew dotarÅ‚ do Zielonej Jamy, gdy sÅ‚oÅ„ce już dotykaÅ‚o horyzontu. Tonęło za krawÄ™dziÄ… Å›wiata, gdy Tanabi zawoÅ‚aÅ‚.

- Matko! Ojcze! Jestem!

Simba wyszedł z jaskini i podszedł do syna. Nie widzieli się ponad tydzień, więc powitanie było serdeczniejsze, z racje przeżytej tęsknoty.

- Witaj, tato! – powiedziaÅ‚ król i przytuliÅ‚ starszego lwa. – Wybacz, że jestem dopiero teraz, ale te wszystkie ...

- Dobrze, że jesteÅ› dzisiaj. – odparÅ‚ byÅ‚y wÅ‚adca. – Twoja matka poszÅ‚a na polowanie... Tak, powiedziaÅ‚a, że ma zamiar polować dla nas sama, tak dÅ‚ugo, jak zdoÅ‚a. Ale podziÄ™kuj Danthi i Ostasi swojÄ… drogÄ…. ByÅ‚y dla nas bardzo miÅ‚e. – jego wzrok padÅ‚ na twarz Tanabiego. – Pozwól, że obejrzÄ™... – cofnÄ…Å‚ siÄ™ kilka kroków i zbadaÅ‚ bliznÄ™ syna.

Ilekroć spoglądał na ten widok, jego serce kuło bolesne poczucie winy. Widział własne dzieło, pragnąć, aby ta cała historia okazała się tylko złym snem. Tanabi dostrzegł smutek na twarzy ojca i powiedział szybko.

- Wszystko w porzÄ…dku.

Tak “w porzÄ…dku”, jak być mogÅ‚o. Przez ostatnie dwa miesiÄ…ce, dziÄ™ki opiece Rafikiego, rana siÄ™ zagoiÅ‚a, ale lewe oko pozostaÅ‚o Å›lepe. Lew mógÅ‚ widzieć, ale widzieć mniej wyraźnie i dwuwymiarowo. Przez to nie miaÅ‚ szans w polowaniu. ByÅ‚o to może nie aż tak poważne, ale bolesne kalectwo. Skaza na jego czole porosÅ‚a siwym futrem, przypominajÄ…cym plamy wapna.

- Wciąż boli? – zapytaÅ‚ Simba Å‚amiÄ…cym siÄ™ gÅ‚osem.

- Tato... nie zaczynajmy znowu. – odparÅ‚ Tanabi z wyrzutem – To już siÄ™ staÅ‚o. – UjrzaÅ‚ Å‚zy w oczach ojca. – PrzestaÅ„! PrzebaczyÅ‚em ci już dawno. To przeszÅ‚ość!

- Ta przeszÅ‚ość zmusiÅ‚a mnie do tego grzechu. – mruknÄ…Å‚ Simba.

- A ja myÅ›lÄ™... – powiedziaÅ‚ Tanabi, niepewnym gÅ‚osem. – ...że WÅ‚adcy PrzeszÅ‚oÅ›ci dopuÅ›cili do tego, aby mnie ukarać, za sprzeciw wobec wÅ‚asnego ojca.

- Nie... teraz ty zaczynasz. – przerwaÅ‚ Simba. – Dobrze, zostawmy przeszÅ‚ość. Porozmawiajmy o przyszÅ‚oÅ›ci. – rozsiedli siÄ™ na trawie. – Vitani jest w ciąży?

- Tak, dziÅ› już jesteÅ›my pewni. – odparÅ‚ król. – Thamath jÄ… badaÅ‚.

- To was nowy szaman? – zapytaÅ‚ Simba.

- Tak... Rafiki odszedÅ‚ na dobre. ProponowaÅ‚em mu, by zostaÅ‚, ale on tylko zÅ‚amaÅ‚ swojÄ… laskÄ™ i powiedziaÅ‚, że zawiódÅ‚. WróciÅ‚ na swoje drzewo, ale wczeÅ›niej posÅ‚aÅ‚ po syna swego przyjaciela, aby ten pomógÅ‚ Lwiej Ziemi. Tak wiÄ™c Rafiki nawet odchodzÄ…c, pomógÅ‚. Lojalny jak zawsze... StukniÄ™ty, jak zawsze. – ojciec i syn wybuchli Å›miechem.

- A co z Tiko?

- Doskonale. – odparÅ‚ Tanabi. – Nie liczÄ…c tego, że wciąż gada z YaktÄ… o jakiÅ› Å›miesznych problemach prawnych, to peÅ‚ni swojÄ… sÅ‚użbÄ™ wzorowo. Aha... i pyta o wuja.

Simba uśmiechnął się i powiedział.

- Zazu poleciał na polowanie z twoja matką. Ma się nieźle... ale śpiewa! Rozumiesz? Odszedł na emeryturę, aby odkryć w sobie talenty wokalne.

- Zawsze miaÅ‚ przyjemny gÅ‚os. – zauważyÅ‚ król.

- Przez pierwsze parÄ™ godzin uważaÅ‚em tak samo. – rozeÅ›mieli siÄ™ znowu, ale Simba zaraz ucichÅ‚ i rzekÅ‚ ze smutkiem. – Yakta... A wiÄ™c zapytam... Czy to prawda, co powiedziaÅ‚a mi Kiara tydzieÅ„ temu?

- Obawiam siÄ™, ze tak. ZamierzajÄ… wrócić do ZÅ‚otych Piasków, jak tylko nadejdzie najbliższa pora deszczowa.

- Wrócić... – prychnÄ…Å‚ Simba. – Ani Kovu, ani Kiara tam nigdy nie byli...

- Ale sÄ… dziedzicami tamtej ziemi. Królowie i królowe nie podróżujÄ…. Oni tylko wracajÄ…, gdzie ich miejsce. – BÄ™dÄ™ za nimi tÄ™skniÅ‚. – dodaÅ‚. – Zostaniecie tutaj, czy ruszycie z nimi?

- Zostaniemy... JeÅ›li nas nie wygonisz... – powiedziaÅ‚ Simba, ale zaraz zauważyÅ‚ falÄ™ żalu i wyrzutów sumienia na twarzy syna. – Wybacz, nie to miaÅ‚em na myÅ›li. Wiem, że Vitani zrobiÅ‚a to z koniecznoÅ›ci. Moje sÅ‚oÅ„ce, jako wÅ‚adcy, już zaszÅ‚o. Twoje wzeszÅ‚o. To KrÄ…g Å»ycia.

Siedzieli w milczeniu i obserwowali gwiazdy, które powoli pojawiaÅ‚y siÄ™ na ciemniejÄ…cym niebie. Nagle Simba zapytaÅ‚ wzruszonym gÅ‚osem.

- Synu... widziałeś ich kiedyś. Nie tylko Skazę, ale innych naszych krewnych z gwiazd. Czy spotkałeś też Mufasę?

- Nie, ale mówili mi o nim. – odparÅ‚ Tanabi. – PogodziÅ‚ siÄ™ z bratem i teraz pomaga nam z góry. A Skaza powiedziaÅ‚, że jest mu na prawdÄ™ przykro, iż zabraÅ‚ ci ojca. WybaczyÅ‚eÅ› mu?

- Nie miaÅ‚em wyboru... tak wiele dowiedzieliÅ›my siÄ™ o przeszÅ‚oÅ›ci... To byÅ‚a ciężka próba i dobrze, że siÄ™ już skoÅ„czyÅ‚a.

- Próba nigdy siÄ™ nie skoÅ„czy. – powiedziaÅ‚ Tanabi. – Tylko... zmieniajÄ… siÄ™ ci, którzy sÄ… jej poddawani. Teraz zobaczymy, czy bÄ™dÄ™ choć w poÅ‚owie tak dobrym królem jak ty...

- BÄ™dziesz dziesięć razy lepszym królem ode mnie. – odparÅ‚ Simba. – CzujÄ™ to... Ale spójrz! – wskazaÅ‚ na póÅ‚nocnÄ… część nieba. – Jak myÅ›lisz... Czyja to gwiazda? Króla? Królowej? KsiÄ™cia? Księżniczki? Ciekawe, jak to bÄ™dzie, kiedy ich wszystkich poznam...

*

- Bosko! – mruknÄ…Å‚ Skaza, spoglÄ…dajÄ…c na bratanka z firmamentu – Ale nie Å›piesz siÄ™, poczekamy na ciebie... bÄ™dziemy tu zawsze.

- Taka? – zapytaÅ‚ Mufasa niepewnym gÅ‚osem. – MogÄ™ mu coÅ› powiedzieć?

- Nie... lepiej nie. – odparÅ‚ jego brat. – Chyba, że to aż tak ważne...

- Nie... – mruknÄ…Å‚ Mufasa. – Po prostu za nim tÄ™skniÄ™.

- Poradzi sobie. – powiedziaÅ‚ Skaza. – Ma do pomocy naszÄ… rodzinÄ™.

- ...a ty masz tutaj nas! – dodaÅ‚ Tarki, Å›miejÄ…c siÄ™. – Brzmi fatalnie? Ja też bym siÄ™ zamieniÅ‚. Los nie jest sprawiedliwy... Ale spójrz na to z inne perspektywy... masz lepszy widok!

- Stryju... jesteÅ› nieznoÅ›ny. – skomentowaÅ‚ Mufasa. Potem zwróciÅ‚ siÄ™ do Skazy. – No, bracie... w koÅ„cu poszÅ‚o po twojej drodze. MiaÅ‚eÅ› racjÄ™, ja siÄ™ myliÅ‚em... WygraÅ‚eÅ›.

Skaza uśmiechnął się i wskazał lwy pod nimi.

- Nie mów tak. Wszyscy wygraliÅ›my. Oni żyjÄ…... Prawda zostaÅ‚a przypomniana... Stada sÄ… razem... A jeÅ›li nawet siÄ™ rozejdÄ…, to w zgodzie, prawdziwej zgodzie.

- Tak... – szepnÄ…Å‚ Mufasa. – Mój plan z Kovu byÅ‚ błędny od poczÄ…tku...

- Kiara nie narzeka. – wtrÄ…ciÅ‚ z uÅ›miechem jego brat.

- Tak... ale i tak wszystko musiaÅ‚o siÄ™ rozstrzygnąć potem. – zastanawiaÅ‚ siÄ™ przez chwilÄ™. – Taka... myÅ›laÅ‚em o nas... naszym sporze... Czy myÅ›lisz i to czemuÅ› sÅ‚użyÅ‚o? Czy byÅ‚o do czegoÅ› konieczne?

- Nie mam pojÄ™cia. – odparÅ‚ Skaza. – Może tak, może nie. Teraz to już nie ważne. Znów jesteÅ›my jednym.

- Tak... jeÅ›li Ahadi patrzy na nas z geostacjonarnej, to pewnie jest zachwycony. – mruknÄ…Å‚ kÄ…Å›liwie Tarki, widzÄ…c obejmujÄ…cych siÄ™ braci. – Nie ruszajcie siÄ™! – spojrzeli na stryja zdumionymi oczyma. – Tylko pomyÅ›lcie, o tych biedakach, którzy teraz patrzÄ… na niebo. <Znowu spadajÄ…ca gwiazda!> pomyÅ›lÄ…. Czy wiecie, ile ja życzeÅ„ musze speÅ‚niać, przez takie czuÅ‚oÅ›ci?

Trzy gwiezdne lwy wybuchÅ‚y Å›miechem. ByÅ‚ to Å›miech szczery i radosny, który nikogo nie obudziÅ‚, a co najwyżej przyniósÅ‚ kilka sÅ‚odkich snów. Niebo byÅ‚o pogodne.

- No dobra... – powiedziaÅ‚ Tarki. – Wracam na górÄ™.

- Ja zajrzÄ™ jeszcze do Vitani. – oznajmiÅ‚ mÅ‚odszy z braci.

- Nuka jej pilnuje. – zauważyÅ‚ Mufasa.

- Tego wÅ‚aÅ›nie siÄ™ obawiam. – odparÅ‚ Skaza. – Kocha jÄ… tak mocno, że jego dowcipy mogÄ… siÄ™ okazać... nieprzewidywalne.

- Tia... to u was rodzinne. – zauważyÅ‚ Tarki. – Czarne grzywy, czarne poczucie humoru...

- No! – mruknÄ…Å‚ Mufasa. – KawaÅ‚y w stylu <Niech żyje król!> - rozeÅ›miaÅ‚ siÄ™ i rzuciÅ‚ siÄ™ na zaskoczonego brata, udajÄ…c że drapiÄ™ jego Å‚apy. – Stare, dobre czasy. Co nie, braciszku?

Skaza jęknął, poprawiał potarganą grzywę i mruknął z rozpaczą.

- OtaczajÄ… mnie kretyni!

 

KONIEC

Logowanie

Cytaty

- Tato, tato!
- Twój syn siÄ™ zbudziÅ‚...
- Przed wschodem sÅ‚oÅ„ca to TWÓJ syn...